W Anglii zakazano zapraszania kogokolwiek do siebie na noc. Czyli uprawiania seksu z kimś, z kim się nie mieszka

Nie, w dzień też teoretycznie nie można tego robić: zgromadzenia w pomieszczeniach zamkniętych dwóch osób i więcej w celu społecznych interakcji są zakazane. Nastała więc era głębokich, długich, filozoficznych rozmów na Tinderze.
.get_the_title().

Anglia zwlekała z wprowadzeniem środków bezpieczeństwa, które wcześniej zaimplementowały inne kraje. Szkoły, puby czy sklepy pozostawały otwarte, mimo że liczba osób zakażonych i zgonów na Wyspach rosła. Boris Johnson w wystąpieniach publicznych w pierwszej połowie marca potwierdzał, że COVID-19 jest niebezpieczny i zapewne wiele osób straci w wyniku pandemii swoich bliskich. Głównym zaleceniem było jednak mycie rąk. Takie podejście do walki z pandemią zaniepokoiło Światową Organizację Zdrowia, która twierdziła, że sytuacja jest na tyle poważna, że nie czas na eksperymenty z takim nietypowym podejściem do walki z wirusem. Rząd brytyjski finalnie zmienił taktykę i zaczął wprowadzać obostrzenia.

Niektóre z nich są już luzowane, ale jednocześnie pojawiały się nowe – dość restrykcyjne i wzbudzające kontrowersje wśród narodu zmęczonego lockdownem i… brakiem seksu.

Nowe obostrzenia, które weszły w życie 1 czerwca w Anglii, zakazują uprawiania seksu z osobami, z którymi się nie mieszka. Tak w każdym razie zostały zinterpretowane te regulacje. Co prawda oficjalne oświadczenie rządu nie ujmuje tego ograniczenia wprost, jednak wśród Brytyjczyków i w prasie na wyspach zawrzało.

Poprawka wprowadzona przez rząd do The Health Protection (Coronavirus, Restrictions) Regulations 2020 brzmi: “Nikt nie może bez racjonalnego powodu nocować w żadnym innym miejscu niż miejsce swojego zamieszkania”.

Brytyjczycy odczytali te obostrzenia jednoznacznie: zero seksu z osobami, z którymi się nie mieszka. W grę nie wchodzi też umawianie się neutralnych i dyskretnych miejscach.

Zakazane jest organizowanie zgromadzeń dwóch i większej liczby osób w pomieszczeniach zamkniętych.

Czyli, jak czytamy w obwieszczeniu, „niedozwolona jest sytuacja, w której dwie lub więcej osób przebywa w jednym pomieszczeniu w celu społecznej interakcji i podejmowania wspólnie jakiekolwiek innej aktywności”. Do tej pory przepisy nie regulowały spraw w taki sposób. Było powszechne zalecenie, aby zostać w domu i nie wychodzić z niego w innych celach, niż te uzasadnione realną potrzebą. W związku z tym do ewentualnej odpowiedzialności karnej mogłaby zostać pociągnięta jedynie osoba kogoś odwiedzająca. Obecnie i gość i gospodarz są narażeni na karę, choć jej wymiar nie został doprecyzowany.

Zmiany wprowadzone w dotychczasowych przypisach regulują sytuacje, w których można nocować poza domem. Takie zezwolenie otrzymują osoby, które np. sprawują opiekę nad innymi, uczestniczą w pogrzebie kogoś z rodziny, profesjonalni sportowcy – w związku z treningami, osoby, które potrzebują schronienia przed przemocą domową, czy też mają zobowiązania służbowe, których nie można załatwić w żaden inny sposób. Na pociechę poluzowano nieco obostrzenia dotyczące spotkań na świeżym powietrzu: teraz może spotkać się nawet 6 niemieszkających ze sobą osób, o ile będą utrzymywały bezpieczny, dwumetrowy dystans. Nie wiemy, na ile urządza to Brytyjczyków, którzy – jak wykazały przeprowadzone w ostatnim czasie badania – narzekają na brak seksu.

Aż 6 na 10 osób wyznaje, że nie uprawiało go od początku lockdownu.

via GIPHY

Źródło zdjęcia głównego: film “Dziennik Bridget Jones”
Tekst: KD

SURPRISE