Dlaczego turystyka masowa nie powinna wrócić po pandemii?

Bardziej zrównoważona turystyka czy dalsze zadeptywanie świata? Wybór należy do nas.

Masowa turystyka przed pandemią zdecydowanie była na celowniku. I nic dziwnego, bo na sumieniu miała niemało. Media społecznościowe i popkultura sprawiły, że ludzie masowo oblegali te same miejsca – bo widzieli je na Instagramie lub w serialu – i robili tam dokładnie takie same zdjęcia jak ci, którzy byli tam przed nimi. Z czasem pojawiało się ich więcej i więcej, aż pojemność i chłonność turystyczna danego miejsca została przekroczona – to zjawisko nosi nazwę overtourismu. Zanieczyszczenie i zadeptywanie środowiska, tłumy, wściekli lokalsi i windowane do absurdu ceny ukierunkowane na przyjezdnych – to tylko niektóre z destrukcyjnych skutków dla trendy miejscówek. Do tego dołożyć należy także emisje dwutlenku węgla, do których przyczyniają się podróżujący samolotami turyści.

Transport lotniczy odpowiada za ok. 2 proc. globalnych emisji CO2, a sektor lotniczy – za około 5 proc. antropogenicznego globalnego ocieplenia.

To niemało, więc każdy, kto dba o swój ślad węglowy, powinien zastanowić się dwa razy zanim wsiądzie na pokład samolotu. Tylko jak to zrobić, gdy tanie bilety trzeba kupić natychmiast? Z pomocą przyszła pandemia koronawirusa i wywróciła planszę. Loty ustały, turystykę zagraniczną zamieniliśmy najpierw na siedzenie w domu, a potem na krajoznawstwo, a pieniądze, które inwestowaliśmy w podróże, przeznaczyliśmy na remont. Teraz, gdy zdaje się, że sytuacja została już do pewnego stopnia opanowana, kolejne kraje otwierają się znów na turystów. Jak będzie wyglądać turystyka masowa po pandemii? Czy mamy szykować się na zmiany?

Do końca miesiąca ma zapaść porozumienie w sprawie paszportów szczepionkowych.

Potrzebne są zmiany!

Światowa Organizacja Turystyki oszacowała, że w ubiegłym roku branża straciła aż 1,3 bln dolarów. Weźmy za przykład nasz kontynent: w pierwszej połowie 2020 Europę odwiedziło o 66 proc. mniej turystów. W drugiej połowie – o 97 proc. mniej. Nic więc dziwnego, że duży nacisk kładzie się obecnie na to, by sytuacja wróciła do przedpandemicznej normy. Popandemiczny świat wymaga jednak nowych sposobów działania. – Lato tuż za rogiem, chcemy uniknąć błędów z przeszłości i wprowadzić skoordynowane i jednolite środki unijne, takie jak protokół badań przed wyjazdem, świadectwo szczepień, pieczęć sanitarna, aby ułatwić podróżowanie – mówiła w marcu eurodeputowana Cláudia Monteiro de Aguiar, autorka raportu o europejskiej turystyce po pandemii. Dyskusja o paszportach szczepionkowych trwa zresztą dalej – przewodnicząca KE Ursula von der Leyen mówi, że porozumienie ma zostać osiągnięte do końca tego miesiąca. Raport bierze też pod uwagę kwestie środowiska naturalnego. W czasie pandemii znaczna część osób postanowiła żyć bardziej ekologicznie – branża musi mieć ofertę dopasowaną także do takich klientów. Należy wziąć też pod lupę ślad węglowy turystyki i opracować bardziej zrównoważony plan, który będzie dążyć do jego zmniejszenia.

Photo by Waldemar Brandt/Unsplash.com

Nowa Zelandia chce ograniczyć liczbę turystów.

Turyści? Tak, ale na naszych warunkach.

Nie wszystkie kraje marzą o powrocie turystów, nawet jeśli turystyka jest istotną gałęzią ich przemysłu. Dobrym przykładem jest Nowa Zelandia, gdzie branża ta odpowiada za 5 proc. produktu krajowego brutto i zatrudnia aż 13,6 proc. obywateli. Na początku maja minister turystyki Stuart Nash ogłosił, że kraj ograniczy liczbę turystów. Nowa Zelandia, znana z niezwykłej przyrody i filmowych odsłon ‘Władcy Pierścieni’, jest systematycznie zadeptywana przez turystów. Gdy w ubiegłym roku ich liczba zmalała, natura miała szansę odetchnąć. Na dłuższą metę to jednak nie wystarczy, by następne pokolenia mogły się cieszyć tymi wyjątkowymi krajobrazami. Minister jest przekonany, że sytuacja nie może wrócić do stanu sprzed pandemii. Dlatego też takie atrakcje jak wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO Zatoka Milforda będą od tej pory dostępne dla ograniczonej liczby turystów.

Turystów dosyć ma także Amsterdam. Stolica Holandii już od dłuższego czasu narzekała na osoby, które przyjeżdżają tam tylko w celu odwiedzenia coffee shopów. – Amsterdam jest miastem międzynarodowym i oczywiście chcemy przyciągać turystów, ale pragniemy, aby przyjeżdżali oni ze względu na różnorodność, piękno miasta i jego zaplecze kulturalne – mówi Femke Halsema, burmistrzyni stolicy Holandii. Dlatego też władze Amsterdamu są coraz bliżej zakazania turystom zakupów w coffe shopach. Burmistrzyni proponuje także przeniesienie słynnej Dzielnicy Czerwonych Latarni, która jest najstarszą częścią miasta. Przyciąga tłumy turystów – nie tylko tych, którzy korzystają z usług sex workerek, ale także gapiów. – Spacerując wąskimi uliczkami w centrum, widzisz tłumy turystów stojących przed oknami, którzy gapią się, fotografują i śmieją się z bezbronnych kobiet. Jako kobieta nie mogę zaakceptować tego rodzaju poniżania. Jest to sprzeczne z prawami wszystkich kobiet – mówi Halsema. Dlatego też proponuje przeniesienie erotycznego zagłębia na obrzeża miasta, do 5-piętrowego budynku o powierzchni 5 tys. metrów kwadratowych. Przy wejściu będzie od gości pobierana opłata. Czy pomysły wejdą w życie? Póki co należy podkreślić, że nie podobają się ani właścicielom coffee shopów, ani domów w Dzielnicy Czerwonych Latarni, ani ich pracownicom.

Photo by Robin Benzrihem/Unsplash

Dopłaty do wakacji czy szczepienie na urlopie?

Turyści? Jasne, zapraszamy!

Więcej jest jednak państw, które nie mogą się już doczekać turystów. Choćby Islandia, gdzie turystyka stanowi około 8 proc. PKB. Jako że tamtejsza gospodarka w dużej mierze opiera się na tej branży, nic dziwnego, że kraj zaprasza wszystkich, którzy już się zaszczepili. Podróżnych chcą przyciągnąć także Grecja i Chorwacja. Ten drugi kraj rozpoczął projekt ‘Wyspy wolne od COVID-19’, w ramach którego turyści są kierowani na wyspy, gdzie jest mniej zakażeń koronawirusem niż na kontynencie. Nad podobnym rozwiązaniem pracują również Włochy, które liczą też na to, że mieszkańcy wysp przed latem osiągną zbiorową odporność. Z kolei Malta wraz z początkiem czerwca znosi restrykcje i zamierza… dopłacać do wakacji. Będą mogli na nie liczyć turyści, którzy spędzą co najmniej 3 noce w lokalnym hotelu – ale uwaga, bo obowiązuje zasada kto pierwszy, ten lepszy. Malediwy mają zupełnie inny pomysł: pod koniec czerwca chcą wystartować z programem ‘3V’, czyli ‘visit, vaccinate, vacation’. Turyści odwiedzający kraj będą się mogli od razu zaszczepić.

Photo by Eugene Chan/Unsplash

Czy dalej będziemy zadeptywać cały świat?

Po roku krajoznawstwa wielu z nas niewątpliwie marzy o bardziej odległych kierunkach podróży. Część już rezerwuje zagraniczne loty, zachłystuje się pozorem wolności i możliwościami. I nic dziwnego – to naturalne, że po tak długim czasie spędzonym głównie w czterech ścianach mamy ochotę gdzieś się wyrwać. Tylko czy to znaczy, że zaraz kolektywnie wrócimy do stanu sprzed pandemii? Można mieć takie obawy. Z drugiej strony jednak mamy świadomość, że latanie samolotem to ogromny ślad węglowy. Wszystkie wyrzeczenia w imię ekologii, których dokonujemy na co dzień, na nic się nie zdadzą, jeśli raz w miesiącu latamy na city break. Część pewnie już teraz decyduje się na bardziej ekologiczne środki lokomocji. Ale większość z pewnością przekonają do tego dopiero podwyżki cen lotów. A te z pewnością czekają już tuż za rogiem. Francja już w 2019 roku wprowadziła podatek ekologiczny – do biletów lotniczych należy dopłacić, w zależności od kierunku podróży, od 1,5 do 18 euro. W ten sposób do budżetu Francji każdego roku trafi dodatkowe 180 mln euro. Pieniądze te mogą być przeznaczone na rozwój ekologicznego transportu. Podobne rozwiązania z pewnością rosnąć będą jak grzyby po deszczu – walka z kryzysem klimatycznym to w końcu jedno z największych wyzwań, przed którymi obecnie stoi ludzkość. Jeśli nie uda nam się jej wygrać, odwiedzane przez nas dziś kierunki przyszłe pokolenia znać będą tylko ze zdjęć.

Tekst: NS

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook