Dwóch Polaków na wózkach inwalidzkich pokonało rwącą Amazonkę, Andy i 40 tys. km, wczoraj dostali nagrodę National Geographic

"To, co robimy jest trochę jak polski himalaizm zimowy, jest trudniej i wielu może wątpić w sens" – mówi Michał "Michnik" Woroch, który razem z Maćkiem Kamińskim przemierza niedostępne miejsca na kuli ziemskiej na wózkach inwalidzkich. Właśnie odebrali nagrodę National Geographic – za podróż roku.
.get_the_title().

Kto z was płynął Amazonką albo odbył podróż konno przez Mongolię? Dwóch przyjaciół na wózkach inwalidzkich poznało się 14 lat temu na sali rehabilitacyjnej. Od kilku lat wdrapują się na swoje K2, a napędza ich siła ducha oraz pogoń za życiem i przeżyciami. Wczoraj za swój projekt wheelchairtrip.com dostali nagrodę National Geographic w kategorii Podróż Roku.

To, co robimy jest trochę jak polski himalaizm zimowy, jest trudniej i wielu może wątpić w sens – powiedział nam przed galą rozdania nagród Michał “Michnik” Woroch.

Nasza podróż wymaga poświęceń. To dotyczy rodziny, przyjaciół, obowiązków, relacji, nakładów finansowych, całkiem jak u alpinistów. Mam znajomą, która odpuściła związek z alpinistą i ja to doskonale rozumiem. W moim przypadku lekarze mówią, że to, co robimy, to jak strzał w kolano dla mojego zdrowia, ale ja nie mogę inaczej – mówi Michał. – Nie mam czasu i nie chcę przestać, podróż jest jak szukanie siebie i swojej własnej drogi.

Michał od kilkunastu lat choruje na zanik mięśni, który w dalszym ciągu postępuje. Maciek miał raka i nie chodzi, ale ma sprawne i silne ręce. Michał jest fotografem, Maciek pokerzystą – uzupełniają się, mają wspólny cel i rozumieją się bez słów. Najpierw wyruszyli sami w podróż po Europie. Dali radę i pomyśleli, że warto pojechać dalej, trzeba się tylko dobrze przygotować.

Przyjaciele przemierzali Amerykę Południową i Północną na wózkach inwalidzkich oraz specjalnie przez nich przerobionym “Defem”, czyli Land Roverem Defenderem z 1996 roku. Przygotowania do podróży, którą sobie wymyślili, zajęła im aż 4 lata – musieli zdobyć sponsorów, opracować plan, wymyślić, jak przygotować samochód i co im będzie potrzebne.
Potrafią zrobić więcej niż przeciętny człowiek bez wózka – mówi nam ich przyjaciel.

“Def” przeszedł szereg modyfikacji, żeby Michał i Maciek mogli nim podróżować. Manualna skrzynia biegów została zastąpiona automatyczną, zamontowany został gaz i hamulec w ręku, a do tego dwie windy – jedna, żeby dostać się do samochodu, a druga, żeby wjechać na dach. Dobudowano taras, namiot dachowy, instalację elektryczną dodatkowe zbiorniki na wodę i paliwo i wiele innych.

Do tej pory przejechali 40 tys. kilometrów, a podróż zajęła im 262 dni. Przerwali ją z powodu awarii silnika w Los Angeles. Właśnie wysyłają nowy silnik do Miasta Aniołów i pod koniec maja ruszają w dalszą część podróży. Za nimi Ameryka Południowa ze stepami, Andami, w których chorowali na chorobę wysokościową, dżunglą, przez którą musieli się przedzierać i Amazonką, w której prawie utonęli.

Śmierć zajrzała im w oczy, kiedy ich barka podczas burzy zaczęła tonąć, powpadali do wody i nie wiedzieli, czy z tego wyjdą – mówi nam ich przyjaciel, Mateusz. Na rajdzie Dakar w Boliwii dojechali swoim Defenderem na metę, żeby zobaczyć polską ekipę. Ludzie z wioski myśleli, że to zwycięzcy Dakaru, dopóki z auta nie wysiadło dwóch chłopaków na wózkach. Ich podróż uczy ich pokory i – jak sami mówią – trwa długo, bo nieraz muszą czekać wiele godzin na pomoc innych, która zazwyczaj nadchodzi.

Raz rozpoczęta droga nigdy się nie kończy – mówi Michał.

Przed nimi Ameryka Północna i kolejne 17 tys. kilometrów. Chcecie na śledzić ich podróż? Relacjonuje ją National Geographic, a zdjęcia Michała możecie oglądać na bieżąco na www.wheelchairtrip.com.

Zdjęcia: www.wheelchairtrip.com

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook