Previous Slide Icon Next Slide Icon
Play Daily Button Pause Daily Button
Exit Daily Button

Mówią o sobie retro-podróżnicy. Polacy na UAZ-ach ruszają w świat

Grupa pasjonatów chce pokonać na UAZ-ach aż 15 tys. kilometrów i odwiedzić 13 krajów. Zadaliśmy im kilka pytań.
.get_the_title().

Grupa przyjaciół określających się jako retro-podróżnicy z Trójmiasta i Bydgoszczy wędruje po świecie radzieckimi UAZ-ami.

Czym są UAZ-y? To samochody terenowe, zaprojektowane na przełomie lat 60. i 70. na potrzeby Armii Radzieckiej.

Ten niecodzienny środek transportu wymaga poświęcenia, pasji, ale i wiedzy, która weryfikowana jest podczas pełnych przygód ekspedycji. Auta są istotną częścią wypraw – często się psują, tym samym zmuszając podróżników do interakcji z miejscowymi społecznościami. Pomimo wielu przeciwności losu i kolizji drogowej w Azji Środkowej, ubiegłoroczna wyprawa do Kirgistanu zakończyła się sukcesem. Zdobyte doświadczenie zainspirowały przyjaciół do stworzenia projektu „Na UAZach w Świat” oraz zorganizowania kolejnej wyprawy. – Tym razem planujemy pokonać Jedwabny Szlak i zdobyć Trakt Pamirski, jedną z najwyższych dróg na świecie. Na przekór zabobonom, w kolejną niesamowitą przygodę ruszamy w piątek 13 lipca 2018 roku. Pokonamy 15 tys. kilometrów przez terytorium 13 krajów: Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Turcję, Gruzję, Azerbejdżan, Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan, Kirgistan, Rosję i Ukrainę – mówi Natalia Łosiak, która opowiedziała nam o planach tegorocznej wyprawy.

Zobaczcie zajawkę z zeszłego roku:

F5: Kto stoi za projektem „Na UAZach w Świat”? Czym się zajmujecie i jak na siebie trafiliście?

Natalia Łosiak: Jesteśmy grupą przyjaciół, trochę zwariowanych ludzi, którzy nie potrafią usiedzieć w miejscu. Każdy z nas zajmuje się na co dzień swoimi obowiązkami zawodowymi, co powoduje, że czas naszych wypraw jest dość ograniczony. Poznaliśmy się podczas podróży w mniejszych ekipach, gdy nasze drogi zupełnie przypadkowo skrzyżowały się pod Wenecją we Włoszech. Braliśmy udział w charytatywnym rajdzie samochodów komunistycznej lub postkomunistycznej produkcji bądź koncepcji. Szybko się zintegrowaliśmy, zauważyliśmy, że nadajemy na tych samych falach i po kilku miesiącach Tomek zaproponował stworzenie własnego projektu, gdzie sami będziemy mogli nadawać charakter i cel wyprawy. Po kilku kolejnych miesiącach pędziliśmy już ku wschodzącemu słońcu…

F5: Skąd pomysł i jak to się zaczęło?

N.Ł.: Pomysł na przejazd właśnie tą trasą rodził się już od jakiegoś czasu. Wszyscy jesteśmy miłośnikami  gór, każdy z osobna znajduje w nich swój własny azyl bądź czerpie satysfakcję z samego zachwytu pięknem natury łańcuchów górskich. Miłośnicy gór wiedzą czym jest Karakorum czy Tien-szan albo Pamir. Ten ostatni to właśnie rozległy region górski, którego znaczna część leży w Tadżykistanie. Właśnie z niego rozchodzą się między innymi góry Karakorum czy góry systemu ałajskiego, łączącego się z Tienszanem. Wszystkie wymienione miejsca są bardzo ważnymi punktami na naszej mapie, które będziemy zdobywać, przemierzając Trakt Pamirski, czyli legendarną drogę samochodową przebiegającą przez trzy główne przełęcze wspomnianego Pamiru: Tałdyk (3615 m n.p.m.), Kyzyłart (4280 m n.p.m.) i Okbajtal (4655 m n.p.m.) oraz przez Pamirski Park Narodowy. Trakt jest jedną z najwyżej położonych dróg na świecie, więc pokonanie go będzie nie lada wyzwaniem i zarazem najtrudniejszym etapem naszej podróży.

Po zeszłorocznej wyprawie mamy ogromny niedosyt, zdążyliśmy tylko po części „posmakować” tego, co te piękne rejony mają do zaoferowania.

Podczas jednej z gościn w górskiej Jurcie gospodyni powiedziała nam, że z Kirgistanu nie wraca się nigdy w stu procentach, bo jakaś część ciebie pozostaje tu na zawsze.

Mimo niedługiego pobytu w samym Kirgistanie, zdążyliśmy się w nim zakochać, dlatego jesteśmy zmotywowani, żeby tam wrócić na kolejną randkę.

Udało się nam tylko prześliznąć po powierzchni tej ziemi, ale zdecydowanie jest to Szwajcaria wschodu – z tą różnicą, że góry nie mają 4 tys. m n.p.m, a 6 tys. m n.p.m! Ogromnym atutem tego regionu jest to, że nie jest jeszcze do końca odkryty i skażony masową turystyką, dzięki czemu możemy eksplorować go w spokoju i z dala od setek albo tysięcy innych gości.

F5: Czym jeździcie?

N.Ł.: Nasze pojazdy to UAZy (dwa modele 469B, jeden 452), wojskowe auta terenowe rosyjskiej konstrukcji zaprojektowane pod koniec lat 60. Maszyny są stare, bardzo mocno wyeksploatowane i w dużej mierze zmodyfikowane na wszelkie garażowe sposoby. Ponieważ żaden z nas nie jest mechanikiem radzimy sobie metodą prób i błędów.

Jak to jest podróżować takim wozem – trudno opowiedzieć. Ducha tej wyprawy oddaje hasło reklamowe marki: „UAZ – kochasz albo nie rozumiesz”.

Tak naprawdę to właśnie auta w dużej mierze decydują o przebiegu naszych przygód, psując się w miejscach, które same wybierają. Tym samym często zmuszają nas do integracji z lokalnymi społecznościami, kiedy to trzeba zorganizować jakieś części, śruby albo spawacza. Za każdym razem były to dobre doświadczenia, a pomagający ludzie poświęcali nam sporo swojego czasu, chęci i narzędzi. Siermiężność i toporna konstrukcja UAZ-a ma taką zaletę, że jeśli już się zepsuje, to można go naprawić prostymi narzędziami.

Dodatkowym atutem podróży takimi maszynami na wschodzie jest to, że ludzie znają te samochody, a raczej ich wady. Często są pod wielkim wrażeniem, widząc ludzi z zachodu (tak nas odbierają) zadających sobie trud i wysiłek, podróżując tymi autami, gdy mają na wyciągnięcie ręki zachodnią, nowocześniejszą motoryzację.

F5: Jak przebiegła pierwsza wyprawa? Co was najbardziej zaskoczyło? Jakie trudności napotkaliście?

N.Ł.: Nasza zeszłoroczna wyprawa to była jedna wielka przygoda. Trudno jest streścić 23 dni podróży w kilku zdaniach, ale zdobyliśmy mnóstwo doświadczenia, które ośmieliło nas do zaplanowania i podjęcia organizacji tegorocznej ekspedycji.

Najbardziej obawiamy się stanu dróg, a raczej ich braku oraz lokalnych ich użytkowników, którzy nie przestrzegają żadnych przepisów ruchu, a często wspomagają się sokiem z ziemniaków, po którym nie znają strachu. Dość powiedzieć, że straciliśmy jedno auto w zeszłym roku w Rosji po poważnej kolizji z wielotonowym Kamazem. Załoga cudem wyszła z tego z kilkoma siniakami.

Chyba najlepszym wspomnieniem jaki można stamtąd przywieźć są ludzie. Właściwie im dalej od Europy i nam pojętej cywilizacji, tym większa serdeczność, zaciekawienie oraz nieskrępowana chęć pomocy. Kirgizi mają gościnność zakorzenioną głęboko w kulturze i żyją w przekonaniu, że przyjęcie wędrowca pod swój dach przynosi szczęście dla domu.

F5: Gdzie teraz ruszacie? Jaki jest plan gry? 

N.Ł.: Planujemy pokonać 15 tys. kilometrów przez terytorium 13 krajów. Tym razem ruszamy do Azji drugą możliwą drogą, tj. przejedziemy przez Europę, a dokładnie przez Słowację, Węgry, Rumunię (droga Transfogarska – najpiękniejsza droga Europy), Bułgarię, Turcję, Gruzję i Azerbejdżan. Z Baku postaramy się złapać prom towarowy, który przez Morze Kaspijskie przetransportuje nas do Kazachstanu, skąd ruszymy pustynią Kyzył-kum do Uzbekistanu. Tam czeka nas odcinek około 1,5 tys. kilometrów jazdy pustynią, a następnie przejedziemy granicę z Tadżykistanem. Dalej, trasą przy granicy z Afganistanem będziemy podróżować kilkaset kilometrów do Karakorum, a właściwie do odizolowanej Kotliny Wachańskiej. Następnie będziemy kierować się na słynny Trakt Pamirski, który poprowadzi nas do Kirgistanu. Dalej pojedziemy poznaną nam drogą przez Kazachstan do Rosji, Ukrainy i Polski.

Nie wiemy, czy kiedyś ktoś pokonał tę trasę, ale jest to bardzo ambitny pomysł biorąc pod uwagę ograniczający nasz czas 4 tygodnie… Tym bardziej zachęcamy do śledzenia naszych poczynań na naszym fejsbukowym fanpejdżu oraz stronie internetowej.