Redakcja poleca: Tajwan – byliśmy, doświadczyliśmy, zjedliśmy. Oto nasza relacja

Lubimy odkrywać i dzielić się tym, czego doświadczamy. W podróży przez Tajwan zaskoczyło nas wiele – i to pozytywnie! Zobaczcie, za co można pokochać ten kraj.
.get_the_title().

Postawiliśmy na wyjazd w listopadzie – to zdecydowanie pora, którą warto wziąć pod uwagę przy planowaniu podróży. To też czas, w którym macie większe szanse, że nie napotka was tajfun, bo na deszcz w tamtych stronach warto być przygotowanym zawsze.

Ponadto w listopadzie możecie złapać dobre okazje biletowe. Bilety na samolot do Tajpej w listopadzie tanieją z dnia na dzień.

W tym czasie czeka na was duży wybór hoteli, hosteli i mieszkań do wynajęcia, ceny są przystępne, a miejsca noclegowe mogą zaskoczyć.

Jeśli dobrze poszukacie, to możecie wylądować na statku kosmicznym – i to dosłownie!

Taka niecodzienna forma noclegu zdecydowanie zasługuje na zapamiętanie. A więc, zaczynając od zaświatów, lecimy po kolei z tym, co Tajwan według nas ma najlepszego.

1. Niecodzienne opcje noclegu

Uwaga, fani “Gwiezdnych Wojen”! Na miejsce w tej kapsule polują też ci, którzy potrafili usnąć przed ekranem i nawet nie wrócić do ponownego oglądania.

Kapsuły w UZ Hostel stworzone w kosmicznym stylu “Gwiezdnych Wojen” są najbardziej odlotowym miejscem do spania, w jakim możecie się znaleźć w Tajpej.

Każdy dostaje swoją własną kapsułę – wbrew pozorom bardzo przestronną, więc uda się namówić także cierpiących na klaustrofobię. Wewnątrz trudno jest jednak zasnąć, ponieważ rozprasza wszystko po kolei – od możliwości zmiany intensywności i kolorów świateł w środku po wysuwane telewizory i chrapiących sąsiadów.

Wszystkie pozostałe miejsca, w których nocowaliśmy, zawsze trzymały wysoki poziom. I to bez względu na cenę. Mając w pamięci warunki noclegowe innych azjatyckich państw, byliśmy mocno zadziwieni. Totalnie na plus!

2. Bezpieczeństwo ponad wszystko

Tajwan to kraj, w którym nie musicie się obawiać, że ktoś przywłaszczy sobie wasz plecak z całą cenną zawartością. To także kraj, gdzie bezpieczeństwo jest na najwyższym poziomie i gdzie dotychczas nie odnotowano nawet żadnych ataków terrorystycznych. Tajwańczycy nawet nie myślą o przypięciu swojego kasku do skutera, bo wiedzą, że będzie zawsze czekał na swoim miejscu. Nie zdziwcie się jednak, gdy znikną wasze walizki pozostawione na pół dnia pod wynajmowanym domem. Idziemy o zakład, że zostaną wniesione do środka wraz z kartką, że jesteście „very welcome”.

Przy zwiedzaniu miasta nocą też możecie czuć się bezpiecznie. Jedynym zagrożeniem na zalesionych terenach mogą być pająki giganty – ale bez obaw, tych włochatych nie widzieliśmy.


3. Wyróżniające się świątynie

Podróżując po różnych krajach Azji, prędzej czy później na naszym szlaku pojawią się świątynie.

Na Tajwanie spotkamy się głównie z wyznawcami buddyzmu i taoizmu. Miejsca kultu, w których można zbliżyć się do bóstw, będą zaskakiwały nas za każdym razem.

Jednogłośnie możemy powiedzieć, że na Tajwanie widzieliśmy jedne z ładniejszych świątyń, jakie do tej pory przyszło nam zwiedzać w Azji. Są kolorowe, pachnące kadzidłami i pełne najdziwniejszych darów od wyznawców. Jednak wszystkie te, które udało nam się zobaczyć na Tajwanie, miały jeszcze w sobie “to coś”.

Ze znajdującej się na czubku góry Wenwu Temple rozpościera się niesamowity widok na zachodzące słońce, które ucieka do największego na wyspie jeziora Sun Moon Lake. Wychodząc ze świątyni, można zejść 366-stopniową ścieżką “Year of Steps”, której każdy schodek reprezentuje jeden dzień w roku i na każdym z nich została wyryta data wraz z nazwiskami znanych osób urodzonych właśnie w tym dniu.

Na południu wyspy, w mieście Kaohsiung czeka kolejna świątynia, a raczej ogromny kompleks obejmujący kilka atrakcji. The Dragon and Tiger Pagodas oraz The Spring and Autumn Pavillons wybudowano w 1953 roku na jeziorze Lotus Lake, które, jak nazwa wskazuje, jest pełne kwitnących kwiatów lotosu.

Tak bajkowa sceneria nie może się obyć bez lokalnego przesądu. Aby zapewnić sobie szczęście w życiu, należy wbiec do świątyni głową smoka i wybiec paszczą tygrysa. Niech im będzie, zrobiliśmy to!

4. Różnorodna kuchnia

Czytając różne opinie na temat jedzenia na Tajwanie, nie do końca wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Jedni pisali, że specyficzne i niedobre; inni, że nawet dobre, ale w ogólnym rozrachunku jednak dziwne; jeszcze inni, że przepyszne. Zatem niech nie dziwi was nasze nastawienie. Każdy ma przecież swój smak i swój gust, ale my bez wątpienia mówimy, że przepyszne!

Na początek warto wspomnieć, że Tajwan kulinarnie rozwijał się pod wpływem Chin i Japonii, przez co wiele smaków i dań może skojarzyć się z kuchnią tamtych krajów.

W tajwańskiej kuchni często używa się papryczek chili, oleju sezamowego, kolendry i wina ryżowego, a ze względu na to, że wyznawcy buddyzmu nie jadają bydła, na swoim talerzu prędzej zobaczycie wieprzowinę, kurczaka lub owoce morza niż soczysty stek.

Jeśli lubicie kuchnię chińską, to dla pierożków z pary będziecie w stanie poświęcić zaplanowane zwiedzanie. Delikatne, z cieniutkim ciastem i z nadzieniem zawsze na bogato.

A jeśli traficie na typową lokalną knajpę, gdzie na chińskim menu zaznacza się „X” przy wybranych potrawach, możecie być pewni, że wasz żołądek nie wyjdziecie z tego cało.

Te miejsca poznacie po kolejce Tajwańczyków przed wejściem i buchającej parze z kuchni. Tak, ta para obwieszcza, że są tam pierożki!

Czego jeszcze musicie spróbować? Noodli!

Koniecznie tych robionych na miejscu w lokalnej restauracji, którymi za pewne zachlapiecie wszystko dookoła. Ale spokojnie, oni też nie grzeszą zasadami savoir vivre’u. Także śmiało, możecie wybrać i te w tłuściutkim bulionie.

Jeśli chodzi o kulinarne wpływy japońskie, to możecie liczyć na dobre sushi w naprawdę dobrej cenie.

Za jedną sztukę płaci się nie więcej niż 1,5-2 zł, oczywiście z porządnym kawałkiem ryby, krewetki bądź ośmiornicy. Bardzo się z nimi polubiliśmy.

Nie zapominamy też o prawdziwym królu i przysmaku Tajwanu. Bubble tea!

Bubble tea wymyślili Tajwańczycy, którzy nie potrafią żyć bez dawki herbaty każdego dnia. Z czasem lokalne kawiarnie i herbaciarnie chcąc przyciągnąć do siebie klientów, zaczęły konkurować miedzy sobą i niemalże biły się o smakoszy herbaty. Ich właściciele zaczęli kombinować i wymyślać coraz to nowe dodatki do napoju – i tak właśnie powstała bubble tea. Teraz konkurują ze sobą na rodzaje tapiokowych kulek, a herbaty przerabiają na szejki, w których pływają piankowe króliki z panna cotty.

Ponadto można wybrać poziom słodkości, ilość lodu oraz wielkość galaretowatych kuleczek. Niektóre popularne miejsca robią swoje własne tapiokowe kulki z manioku, a cały ten proces można podejrzeć przez szybę. I nie zapomnijcie uroczo uśmiechnąć się sprzedawczyni do zdjęcia, by na firmowym fejsie mogła pokazać, że smakuje i Europejczykom.
Spróbowaliśmy, doceniliśmy, ale jednak wolimy klasykę.

Warto dodać, że do bubble tea używa się dobrej jakościowo herbaty, a nie gotowych mieszanek z proszku. Na Tajwanie jest wiele plantacji herbaty, więc używanie gotowców byłoby powodem do wstydu.

5. Ludzie

Są przecudowni! Otwarci, uprzejmi i bezinteresowni. Nawet gdy bariera językowa nie pozwala się dogadać, to możecie być pewni, że oni zrobią wszystko, by pomóc. Często proszą o zdjęcie i zdarza się, że mimo znajomości podstaw angielskiego, boją się sami nawiązać rozmowę. Trzeba mówić do nich powoli! Gdy mówicie do nich zbyt szybko i oczekujecie odpowiedzi natychmiast, nie doczekacie się jej. Dajcie im czas.

Bywa, że pracują o wiele za dużo, nawet do 70 godzin tygodniowo, ale lubią się też pochwalić byciem w czołówce najinteligentniejszych państw na świecie.

Potrafią rozstawić się z matami w podziemiach metra, by wspólnie ćwiczyć fitness i rozwieszać wszędzie bożonarodzeniowe ozdoby, choć nie znają nawet genezy tego święta. Za ich szczerym uśmiechem w naszym kierunku stoi podziękowanie, że przelecieliśmy pół świata, żeby odwiedzić właśnie ich kraj.

Tekst i zdjęcia: Marta Mankiewicz

TRAVEL