Płacz okiem psychologa, czyli funkcje i rodzaje łez

Temat ludzkiego płaczu nie jest tak czysty jak łza. To zazwyczaj kropla w morzu naszych potrzeb, a co łza – to historia, wiadomo. Na szczęście homo sapiens rozwinął nie tylko cechę płaczu emocjonalnego, ale również mózgowie. Dzięki temu jesteśmy w stanie zrozumieć nie tylko swoje, ale także cudze łzy.
.get_the_title().

Frazeologia „krokodylich łez” nie ma tutaj żadnego związku. Istoty ludzkie są jedynym gatunkiem, który nie przebiera w słowach ani we łzach. Krokodyl w trakcie pożerania swojej ofiary, owszem, wylewa łzy, są one jednak wynikiem naturalnego odruchu fizjologicznego i nie mają nic wspólnego z “ludzkimi” uczuciami – żalem, współczuciem czy litością. Zwierzęta ronią łzy dla dobra swoich oczu. Choć były niepotwierdzone doniesienia o zwierzętach wylewających okazjonalne łzy emocjonalne, to nadal nie ma oficjalnego stanowiska w tej sprawie – zostajemy sami ze swoimi łzami.

Co ciekawe, ludzie płaczą w związku ze stereotypowymi emocjami, a także ich pozornymi przeciwieństwami. Toniemy we łzach, będąc w żalu, ale także czując wielkie uniesienie. Prawdopodobnie wylewamy hektolitry łez ze złamanego serca, tuż potem płaczemy jak bobry na wzruszającej ceremonii ślubnej podczas tworzenia nowej więzi. Emocje, których doświadczamy w takich chwilach, bardzo często wykraczają poza definicję „smutku” czy „radości” i są niezwykle trudne do wyrażenia za pośrednictwem słów.

Możemy zatem przyjąć hipotezę, że jeśli oczy są zwierciadłem naszej duszy, to łzy prosto z ich głębi tworzą i opowiadają piękne historie.

Próbując wyjaśnić cel płaczu, badacze szkoły Vingerhoets skupili się na jego funkcjach, wyróżniając dwie kategorie: intrapersonalne (wpływ płaczu na jednostkę) i interpersonalne (wpływ płaczu na innych). Zasugerowano, że interpersonalne aspekty płaczu mogą w szczególności tłumaczyć jego wyjątkowość dla istot ludzkich ze względów ewolucyjnych i zachowań społecznych, które zapewniły nam sukces jako gatunek.

Zgodnie z tym poglądem płacz jest przede wszystkim formą płynnej i niewerbalnej komunikacji społecznej, mającej na celu uzyskanie pomocy, pocieszenia i wsparcia. Badania wykazały, że kiedy ludzie widzą płacz innych, to interpretują go jako wiarygodny sygnał smutku (w sposób bardziej przekonujący niż słowa!), co skutkuje poczuciem więzi, współczuciem i chęcią niesienia pomocy. Sytuacja jest jednak nieco bardziej skomplikowana, gdyż reakcje na płacz mogą się różnić w zależności od czynników, takich jak chociażby płeć i kontekst społeczny. Na przykład płacz w pracy może wywoływać negatywne reakcje i mniejszą skłonność do współczucia. Zasadniczo z punktu widzenia homo sapiens dobrze jest czasami popłakać nad rozlanym mlekiem. Przechodząc do pozasocjalnych funkcji, badacze Gračanin, Vingerhoets i Bylsma określili płacz jako zasadniczo uspokajające zachowanie. Płaczemy w otoczeniu smutku i negatywnych emocji, ponieważ pomaga nam to poczuć się lepiej.

Znajduje to potwierdzenie w badaniu Gwendy Simons na Uniwersytecie Oksfordzkim, które wykazało, że kiedy ludzie „puszczają” i pozwalają lub zachęcają się do płaczu (zwiększenie regulacji), to zwykle służy to osiągnięciu katharsis.

Płacz jest bardzo ważnym aspektem w pracy czy relacji terapeutycznej. “Ile łez, tyle historii”, ale w tym przypadku płacz może być objawem: afektywnym (często jest wynikiem depresji czy wydarzeń krytycznych), zablokowanych emocji (sygnał o ważności danego tematu czy wydarzenia) lub regresji (intensywny, bezradny płacz “dziecięcy” jako próba zrzucenia odpowiedzialności). W zależności od rodzaju i przyczyny płaczu wybierane są odpowiednie strategie rozwiązywania problemu.

Nadal jednak zagadnienie płaczu, a zwłaszcza jego związku ze zdrowiem psychicznym pozostaje tajemnicą. Temat jest trudny, badania też, a metodologia nie ułatwia sprawy. Przeprowadzone badania były w większości naturalistyczne, z ograniczoną możliwością losowego przydzielania badanych do płaczu lub braku płaczu, w celu lepszego wyjaśnienia konkretnych skutków.

Retrospektywne ankiety w większości opierały się na nastrojach zgłaszanych przez ochotników, które niestety są bardzo podatne na błędy pamięci. Opierając się na tym bardzo ograniczonym spojrzeniu i dość wąskiej perspektywie, badania psychologii społecznej oferują niewiele więcej niż wstępne potwierdzenie istniejącej intuicji ludowej, że ronienie łez może poprawić nam samopoczucie i zbliżyć do innych.

Minęły ponad dwa tysiąclecia, odkąd Hipokrates teoretyzował, że płacz uwalnia nas od „złych humorów”, a Arystoteles napisał, że w ten sposób „oczyszczamy umysł”. Z filozoficznego punktu widzenia truizmem jest stwierdzenie, że jedyną drogą do poczucia szczęścia jest smutek. Nadal jednak nie potwierdziliśmy, czy płacz jest częścią procesu naprawczego, który pomaga nam skupić się na smutku i doświadczać go na poziomie fizycznym, jak i emocjonalnym. Jeśli faktycznie ta hipoteza zostanie poparta przyszłymi badaniami, będziemy mogli z czystym sumieniem stwierdzić, że czasami warto poczuć się gorzej i przejść drogą usłaną łzami, aby na jej końcu poczuć ulgę i finalnie – upragnione “szczęście”.

Tekst: Katarzyna Korbuszewska

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: