Co by było, gdyby świat był jednym krajem i dlaczego musimy myśleć ponad granicami?

Naukowcy i architekci ostatnio coraz częściej spekulują nad tym, jak wyglądałby świat, gdyby zniknęły dzielące nas granice państw. Niektórzy myślą o tym w perspektywie stworzenia jednego kraju, inni tworzą projekty ogromnych metropolii miejskich. Skumulowanie ludności na jednym obszarze dałoby przestrzeń naturze na jej odrodzenie. Wyobraźmy sobie, jak mógłby wyglądać wtedy nasz świat.
.get_the_title().

Gdyby spojrzeć na ludzi jedynie z biologicznej perspektywy, to jesteśmy jednym z niezliczonej ilości różnych gatunków zamieszkujących naszą planetę. Idąc dalej tym tropem, można w pewnym sensie stwierdzić, że nie ma narodów, tylko grupy ludzi zamieszkujących różne obszary Ziemi, a właściwie każdy jej kontynent.

W niektórych przypadkach istnieją nawet naturalne granice między tymi grupami, które zostały utworzone przez morze lub góry.

Jedna z dwóch teorii wyjaśniających pochodzenie człowieka współczesnego mówi, że homo sapiens powstał około 200 tys. lat temu w Afryce i emigrował do reszty świata falami. Gdybyśmy mogli cofnąć się w naszych drzewach genealogicznych tak daleko w przeszłość, wyszłoby na to, że wszyscy mamy tych samych przodków.

nasa

Kiedy patrzymy na Ziemię z kosmosu, nie widać krajów i wszelkich terytoriów, na które się podzieliliśmy. Nie widać granic, za które wielu przelało krew, czy sprzecznych ideologii. Widać za to Ziemię jako całość, dom dla gatunku, który posiadł umiejętność jej niszczenia. Do takiego wniosku doszło wielu z tych, którzy mogli tego widoku doświadczyć, m.in. Rusty Schweikhart – członek misji Apollo 9 z 1969 roku.

Należymy więc do Ziemi, a nie do narodu czy gatunku – możemy czuć się różni, ale wszyscy mamy wspólne źródło.

Po II wojnie światowej przywódcy mocarstw zaczęli dyskutować o pomyśle stworzenia jednego rządu światowego, aby uniknąć powtórzenia błędów popełnionych w ciągu ostatnich 25 lat. Idea ta szybko uleciała. Zastanówmy się jednak, co mogłoby nam dać takie ujednolicenie.

Bez wątpienia skorzystałaby na tym nasza planeta, która stoi u progu kryzysu klimatycznego. Jednemu, nawet gigantycznemu państwu łatwiej byłoby wprowadzać regulacje czy podejmować działania mające na celu walkę z kryzysem. Rząd światowy wyeliminowałby niespójności, które obecnie mają miejsce nawet we współpracach poszczególnych państw. Przykładowo Stany Zjednoczone oraz Chiny, czyli przodujące w emisjach państwa, zobowiązały się do diametralnego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych w ramach porozumienia klimatycznego wypracowanego w Paryżu w 2015 roku. O ile Chiny mocno inwestują w odnawialne źródła energii, to Stany Zjednoczone za czasów prezydentury Trumpa wycofały się ze swojego zobowiązania (Joe Biden obiecuje jednak, że jedną z jego pierwszych decyzji jako prezydenta będzie powrót do porozumienia paryskiego). W przypadku jednego ogólnoświatowego państwa wszyscy musieliby przestrzegać tych samych wytycznych.

unsplash.com

Globalne ujednolicenie polityczne przydałoby się również w czasach kryzysów, takich jak klęski żywiołowe czy epidemie.

Na podstawie wydarzeń z ostatniego roku widzimy, jaka jest rozbieżność w skuteczności walki z koronawirusem w poszczególnych państwach. Kraje słabo lub średniorozwinięte nie musiałyby być najmocniej dotknięte kataklizmami, ponieważ zasoby światowe można byłoby rozdzielać na różne obszary naszego globu, upewniając się, że każdy obszar ma takie same możliwości odbudowy.

Niektórzy eksperci twierdzą, że wyeliminowanie wojen jest koniecznością, jeśli ludzkość chce przetrwać. Ten punkt jest jednak dość utopijny, bo jaką mamy pewność, że zniknęłyby powody do światowych konfliktów, gdybyśmy żyli w obrębie jednego narodu? Prawdopodobieństwo buntów, zamieszek i różnego rodzaju konfliktów w różnych częściach świata wciąż byłoby bardzo wysokie.

Rząd światowy prawdopodobnie zapewniłby lepszą równowagę jakości życia na całym świecie.

Gdyby wszyscy przestrzegali tych samych zasad, łatwiej byłoby również bronić praw człowieka i ustalać bezpieczne standardy pracy dla pracowników w każdej części świata. Globalny naród oznaczałby też globalną walutę, co doprowadziłoby do zmniejszenia potęgi gospodarczej krajów rozwiniętych.

instalacja: Hilary Jack, zdjęcie: Paul Scott Merrylees / hilaryjack.com

Ta wyidealizowana wizja przyszłości niesie za sobą również pewne zagrożenia. Przede wszystkim byłaby to możliwość, że światem rządziłyby niewłaściwe osoby. Ustanowienie globalnego rządu było przykładowo jednym z fundamentów nazizmu. W tym przypadku doprowadziłoby to do ludobójstwa na jeszcze większą skalę i zniszczenia demokracji na całym świecie, aby narzucić masom swoją ideologię polityczną.

Dlaczego jednak świat wygląda tak jak wygląda i ludzie dzielą się na grupy, przyjmując różne tożsamości narodowe?

Z jednej strony jest to pomocne we wszelkiej organizacji. Jednak to nie wyjaśnia, dlaczego czujemy się inni, a nawet popadamy w nacjonalistyczne skrajności. Psychologiczna teoria zarządzania terroryzmem, która została potwierdzona w wielu badaniach, dowodzi, że ludzie bardziej przejmują się nacjonalizmem, statutem i sukcesem, kiedy czują się niepewnie i niespokojnie. Odczuwamy również potrzebę zdobycia bezpieczeństwa poprzez poczucie przynależności do grupy o wspólnych przekonaniach i konwencjach (niektórzy psychologowie krytykowali jednak tę teorię, twierdząc, że pomija ona szersze czynniki wpływające na ludzkie zachowania).

openglobalrights.org

Jednym z odkryć psychologa Steve’a Taylora z Leeds Beckett University jest to, że ludzie o wysokim poziomie dobrego samopoczucia z silnym poczuciem więzi z innymi lub ogólnie ze światem zwykle nie mają poczucia tożsamości grupowej. Przebadał on wiele osób, które przeżyły głęboką osobistą przemianę w następstwie intensywnych zaburzeń psychicznych wywołanych żałobą lub diagnozą raka. Badani twierdzą, że czują się bardziej związani ze światem i mniej skupieni na swojej indywidualnej tożsamości, przestają się definiować w kategoriach narodowości, religii czy ideologii, a zaczynają czuć pokrewieństwo ze wszystkimi istotami ludzkimi. Jeśli w ogóle mają poczucie tożsamości, to jako obywatele świata, członkowie rasy ludzkiej i mieszkańcy planety Ziemia – pomijając narodowości lub granice.

Dlaczego więc musimy wykroczyć swoimi myślami poza granice państw?

Chociażby dlatego, że nasze najpoważniejsze problemy nie znają granic. Zmiany klimatu czy pandemia koronawirusa wpływają na nas zbiorowo. I jeśli te kwestie dotyczą naszego całego gatunku, tylko jako zbiorowość jesteśmy w stanie im sprostać – ponadnarodowym podejściem. Warto więc wyjść poza narodowościowe schematy, które dodatkowo mogą generować kolejne konflikty na tle rasowym czy religijnym.

Zdjęcie główne: unsplash.com
Tekst: Marta Zinkiewicz

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook