Francja – kraj, w którym świeckość jest święta



Dla Francuzów świeckość jest istotną częścią współczesnego politycznego DNA, choć nieustannie trwa na jej temat wewnętrzny oraz międzynarodowy dyskurs. Francuski sekularyzm jest wynikiem kilkuset lat przemian politycznych i kulturowych.
.get_the_title().

Napoleon podpisał konkordat z Watykanem w 1801 roku, lecz przez kolejny wiek trwał spór o kulturową tożsamość Francji i wpływy polityczne kleru. Władze przyjęły ostatecznie postawę świecką i zaczęły dążyć do laicyzacji przestrzeni publicznej. Nastąpiło oddzielenie religijności od poczucia obywatelstwa, a wiara stała się kwestią prywatną i osobistą.

Po stuleciu przemian, w 1905 roku wprowadzono prawo, które stwierdza, że „Republika nie uznaje, nie opłaca ani nie wspiera żadnego kościoła” oraz gwarantuje wolność kultu, dopóki nie narusza ona porządku publicznego.

To oznacza, że instytucje religijne nie mają tam żadnych specjalnych praw, a tło religijne lub etniczne obywateli jest dla państwa nieistotne. Świeckość ma umożliwić wolność myśli obywateli, nieograniczonych zakazami i nakazami kleru, a także pokojowe współistnienie wielu wyznań na francuskiej ziemi.

Pierwsza strona aktu prawnego z 1905 roku. Źródło: Wikipedia

Świeckość uznana prawnie i egzekwowana w życiu publicznym oznaczała utratę przez Francuzów części tożsamości kulturowej powiązanej z wpływami religijnymi. Pogłębiło się to wraz z wojnami światowymi, gdy ludzie zmierzyli się z horrorami na niespotykaną dotąd skalę, a popularność zyskała filozofia ateistycznych egzystencjalistów, która z czasem przeniknęła też do głównego nurtu sztuki. Tym samym świeckość jest czymś, co zdążyło głęboko zakorzenić się w umysłach Francuzów, częścią politycznego DNA.

Przemówienie egzystencjalisty Jean-Paula Sartre’a w Sorbonie, 1968. Źródło: The New York Times

Dwukrotnie francuskie laïcité zostało zdestabilizowane – w latach 80. poprzez migrację oraz na początku XXI wieku, gdy nastąpił swoisty powrót do religii w polityce, spowodowany choćby narastającym znaczeniem islamskiego ekstremizmu. Dlatego wówczas Francja podjęła radykalne kroki, aby utrzymać swój fundament ideologiczny – w 2004 roku zakazano symboli religijnych w szkołach, w 2010 zasłaniania twarzy w miejscach publicznych, a w 2016 szopek bożonarodzeniowych w ratuszach. Sfera publiczna musi, zdaniem Francuzów, pozostać neutralna od wpływów religijnych.

Radykalne podejście wywołało krytykę, a zwolennicy laicyzacji podzielili się na obóz rygorystyczny oraz bardziej libertariański. Ten drugi miałby zakładać neutralność jako niewtrącanie się i nieingerowanie w to, co robią obywatele, zamiast wprost zakazywać. Celem laïcité jest jednak usunięcie symboli religijnych z instytucji publicznych i życia społecznego, aby religia pozostała prywatna i nie miała żadnego wpływu na innych obywateli.

Neutralność Francji nie oznacza więc postawy neutralnej, tj. biernej, lecz właśnie aktywne dążenie do neutralności religijnej, do wyeliminowania oddziaływań sfery sakralnej na społeczeństwo.

Zgodnie z założeniami laïcité jest to słuszne rozwiązanie, które ma spajać społeczeństwo na poziomie obywatelstwa i przynależności do francuskiej sfery kulturowej. Niemniej sama ta postawa i niedawno wprowadzone zakazy będące jej wynikiem wywołują sprzeciw islamskiej części populacji, która czuje się szczególnie dotknięta zakazem zakrywania twarzy. W praktyce oznacza to bowiem zakaz noszenia hidżabów oraz burek, tradycyjnych nakryć głowy w kulturze muzułmanów. Równocześnie kontrowersje wywołało poparcie prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, dla tworzenia karykatur i parodii dotyczących religii – chodzi konkretnie o karykaturę Mahometa opublikowaną przez tygodnik “Charlie Hebdo”.

Emmanuel Macron. Zdjęcie: AFP Photo

W mniemaniu Macrona karykatura może być nawet wulgarna i obraźliwa. To, że uraziła część muzułmanów, nie upoważnia ich moralnie do masowych morderstw i zamachów terrorystycznych.

Islamiści chcą naszej przyszłości. Francja nie zrezygnuje z karykatur i rysunków, nawet jeśli inni się wycofają – powiedział Macron w niedawnym wystąpieniu.

Dotyczyło ono brutalnej egzekucji Samuela Paty’ego, nauczyciela, który pokazał w szkole karykaturę Mahometa w kontekście przedstawienia tematu wolności myśli. Wypowiedzi Macrona negatywnie odebrał Recep Erdoğan, prezydent Turcji, która jest jednym z największych i najbardziej znaczących krajów muzułmańskich. Dla niego świeckość przestrzeni publicznej i jej aktywne egzekwowanie jest atakiem na islam. Pamiętajmy jednak, że francuska idea laïcité wyraźnie stwierdza, że państwo gwarantuje wolność kultu, o ile nie narusza ona porządku publicznego. Erdoğan w odpowiedzi na działania i słowa Macrona o „kryzysie islamu”, stwierdził, że prezydent Francji potrzebuje pomocy umysłowej i wezwał swoich obywateli do bojkotu francuskich produktów.

Recep Erdoğan. Zdjęcie: Reuters

Powodem, dlaczego świeckość nie działa w kontekście współczesnej społeczności islamskiej we Francji, jest to, że ta grupa została zaniedbana i pozostawiona sama sobie. Macron stwierdził, że Francja zawiodła społeczności imigranckie, stworzyła separatyzm i getta, gdzie ludzie łączą się według swojego pochodzenia i tła religijnego. – Stworzyliśmy w ten sposób dzielnice, w których nie dotrzymywano już obietnicy Republiki, a więc dzielnice, w których atrakcyjność tych przesłań i w których te najbardziej radykalne formy ekspresji były źródłem nadziei.

Macron ogłosił również, że jednym z jego środków w celu ograniczenia zagranicznych wpływów na francuskich muzułmanów będzie konieczność podpisania przez stowarzyszenie kontraktu o poszanowaniu wartości Republiki, jeśli dana organizacja będzie chciała pozyskać środki od państwa. Ponadto prezydent wezwał swoich obywateli do zjednoczenia pod wartościami świeckimi i wyjawił, że planuje kontrolowanie działań imamów oraz zamknięcie meczetów i organizacji, które uzna za zagrożenie.

O jakie dokładnie zagraniczne wpływy chodzi? Turecka organizacja Milli Gorus planuje zbudowanie przy granicy niemieckiej największy meczet w Europie. Macron obawia się, że będzie to ognisko najbardziej radykalnych interpretacji islamu. – [M]aszyna propagandy tureckiego nacjonalizmu jest bardzo silna. Erdoğan budował sieć, aby przekazywać swe wpływy – twierdzi francuski politolog Gilles Kepel.

Wizualizacja Eyyub Sultan, powstającego największego meczetu w Europie. Źródło: Bloomberg

Turcja próbuje wprowadzić turecki islam w Europie. Jest idea, aby turecka diaspora mówiła i praktykowała religię po turecku. Państwo z niechęcią obserwuje, że członkowie diaspory odsuwają się od kultury i systemu francuskiego – powiedziała Elise Massicard, badaczka z Centre National de la Recherche Scientifique. Głównym ośrodkiem wpływów Turcji jest organizacja Diyanet, który płaci pensję stu pięćdziesięciu tureckim imamom we Francji, czyli aż połowie wszystkich zagranicznych imamów w kraju. Nie można jednak nie zauważyć, że sama religia nie jest obecnym problemem Francji.

Osobiste wierzenia i przekonania nie są zagrożeniem. Chodzi o to, jak religia wykorzystywana jest instrumentalnie przez polityków, w celu osiągnięcia przewagi kulturowej lub terytorialnej.

Dlatego właśnie Francja nie chce przeniknięcia symboli i instytucji religijnych do sfery publicznej – bo może ona łatwo stać się bronią polityczną, destabilizującą kraj.

Zdjęcie główne: Alain Jocard/AFP/Getty Images
Tekst: Miron Kądziela

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: