Genetyk z Harvardu tworzy aplikację randkową opartą na DNA

Kontrowersyjny genetyk z Harvard Medical School pracuje nad narzędziem, które sprawdza dopasowanie genetyczne użytkowników aplikacji randkowych. Algorytm ma dbać o to, by nosiciele recesywnych genów ciężkich genetycznych chorób nigdy się nie spotkali.
.get_the_title().

To, czy ty i twój partner dzielicie ten sam recesywny gen dla jakiejś choroby genetycznej, nie jest tematem, który omawia się na pierwszej randce. Zdaniem George’a Churcha, znanego ze swoich badań nad edycją genów w laboratorium Harvard Medical School ( i z tego, że niedawno przepraszał za przyjęcie pół miliona dolarów od Jeffreya Epsteina), lepiej byłoby, gdyby dwoje nosicieli takiego wadliwego genu nigdy się nie spotkało. Jego nowe narzędzie ma o to zadbać, przynajmniej w świecie randek online. – Jest to szczególnie ważne w społeczeństwach, w których możliwość przerwania ciąży nie istnieje lub jest ograniczona – tłumaczy naukowiec.

Church twierdzi, że jego nadrzędnym celem jest wyeliminowanie wszystkich śmiertelnych chorób genetycznych, a najdelikatniejszym sposobem na realizację tej misji jest powierzenie jej algorytmowi.

Osoba z wadliwym, recesywnym genem może z powodzeniem spłodzić całkowicie zdrowe potomstwo. Pewność daje jednak tylko partner wolny od takiej samej mutacji. Na przykład, cztery na sto osób jest nosicielem wadliwego genu CFTR, przyczyny mukowiscydozy. Dwoje nosicieli wadliwego genu może mieć zdrowe dzieci, prawdopodobieństwo wystąpienia choroby u ich dziecka wynosi 25 procent dla każdej ciąży. – Około 5 procent dzieci rodzi się z ciężką chorobą genetyczną, a to oznacza, że ​​jesteś kompatybilny z około 95 procentami ludzi – powiedział w wywiadzie Church. Dzięki temu narzędziu profile osób, które dzielą wadliwy gen, po prostu nie będą wzajemnie wyświetlane. – Chcemy, żeby stało się to jednym z kryteriów randkowych – dodał.

Krytycy twierdzą jednak, że taką aplikację randkową pokochałby tylko eugenik. Zarzucają Churchowi zabawę w Boga, dążenie do selektywnej hodowli i chęć zniszczenia ludzkiej różnorodności genetycznej oraz dyskryminację osób niepełnosprawnych. Church broni się, twierdząc, że to nie eugenika, a raczej poradnictwo genetyczne. – Technologia jest już dostępna i oferowana parom, które chcą sprawdzić, czy ich dziecko może być narażone na ryzyko odziedziczenia choroby – mówi. Rozwiązanie dla aplikacji randkowych ma działać na podobnej zasadzie.

Najpierw przesyłasz próbkę swojej śliny do laboratorium, które zsekwencjonuje twój genom, oceniając go pod kątem do 3 tys. różnych chorób genetycznych.

Na przykład choroby Taya-Sachsa, która niszczy mózg i nerwy rdzenia kręgowego lub mukowiscydozy – związanej z zaburzeniami funkcjonowania płuc i innych narządów posiadających gruczoły śluzowe. Aby uniknąć stygmatyzacji ludzi, organizacja stojąca za projektem ma utajnić przed użytkownikami informacje nie tylko o genach innych, ale też ich własnych. Algorytm ocenia jedynie, czy ich geny są kompatybilne. – Wyniki testu będą zaszyfrowane i poufne. Żaden użytkownik nie pozna wyników swoich oraz innych – zapewnia Church. – Reszta będzie działać tak jak normalne randki online – po prostu nie zobaczysz niewielkiej części profili użytkowników. W wywiadzie dla “Washington Post” Church podkreślał swój silny sprzeciw wobec eugeniki, twierdząc, że jego laboratorium ceni różnorodność genetyczną i że aplikacja ma pomagać unikać tylko najpoważniejszych, śmiertelnych chorób genetycznych. – Istnieje wiele chorób, które nie są tak poważne, które mogą być korzystne dla społeczeństwa w zapewnianiu różnorodności, na przykład różnorodność mózgu. Nie chcielibyśmy tego stracić – powiedział Church. – Często jest jednak tak, że [dziecko] ma jakąś bardzo poważną chorobę genetyczną, która powoduje wiele bólu i cierpienia, jej leczenie kosztuje miliony dolarów, a ono i tak wciąż umiera młodo. Z tym właśnie próbujemy walczyć. Trudno się nie zastanawiać, kto i na jakiej podstawie ma prawo decydować, które geny są dobre dla populacji, a które nie.

Próba przechytrzenia genetycznej loterii w świecie randek online wywołuje dużo skrajnych emocji.

Myślę, że ludzie reagują tak emocjonalnie na ten pomysł, bo daje im poczucie genetycznego determinizmu. Przeraża ich idea, że ​​czyjeś DNA może w jakiś sposób uczynić go “niekompatybilnym”, tak jakby wszystko inne – cechy osobowości czy zachowanie – były mniej ważne niż kod DNA – tłumaczy Mildred Cho, profesorka w Centrum Etyki Biomedycznej Uniwersytetu Stanforda. – W końcu zakochanie, angażowanie się w związki czy posiadanie dzieci to z natury nie są dziś hiperracjonalne decyzje – dodaje bioetyczka i antropolożka Barbara Koenig.

Tekst: AvdB
Zdjęcie główne: MIT Technology Review

Banner Image Banner Image
AdvertisementAdvertisement
AdvertisementAdvertisement
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: