Gorące lato transferowe w Europie

Przejście Cristiano Ronaldo z Realu Madryt do Juventusu Turyn zwiastuje koniec pewnej ery w europejskiej piłce klubowej.
.get_the_title().

Diego Armando Maradona, Marco van Basten, Gabriel Batistuta, Jürgen Klinsmann, Dennis Bergkamp, Ronaldo, Pavel Nedved, Kaka, Andrij Szewczenko, a do tego całe zastępy rodzimych piłkarzy. Piłkarska liga włoska przez dekady była naturalnym siedliskiem dla gwiazd światowego formatu, zaś Serie A stanowiło niedościgniony wzór dla reszty krajowych rozgrywek. Choć apogeum świetności futbolu na Półwyspie Apenińskim przypadło na lata 90., to jeszcze w XXI w. zdarzały się sezony, w których tamtejsze kluby świetnie radziły sobie w europejskich rozgrywkach, zajmując 3, z 4 miejsc w półfinałach prestiżowej Ligi Mistrzów. Jednak po latach prosperity, nadeszły lata chude, naznaczone aferą calciopoli, sięgającą samych szczytów tamtejszego futbolowego światka.

Choć przejście Cristiano Ronaldo do Juventusu, największe znaczenie ma przede wszystkim dla samego zawodnika i klubu, to jest także symptomem końca smuty dla całej piłkarskiej Italii. A przynajmniej wyraźny znak, że chcą z nią tam skończyć.

Akurat “Stara Dama” od lat wybiła się z marazmu, w który popadły włoskie kluby. W ostatnich trzech latach aż dwukrotnie turyńczycy docierali do finału Ligi Mistrzów, jednak ani razu nie udało się im podnieść najważniejszego w Europie pucharu. Człowiek, który w wygrywaniu tego trofeum doświadczenie ma niemal seryjne – Ronaldo po Puchar Mistrzów sięgał aż czterokrotnie – 3 razy z Realem i raz z Manchesterem United – może im wydatnie pomóc w przełamaniu trwającej od 1996 r. posuchy, kiedy to po raz ostatni turyńczycy zdobyli prymat najlepszego klubu w Europie. Wprawdzie do stolicy Piemontu Portugalczyk przechodzi już w dość zaawansowanym wieku (ma już 33 lata), jednak jego forma w ostatnich sezonach nie daje zbyt dużej pożywki pesymistom, do snucia defetystycznych wizji o zmierzchu panowania CR7 na europejskich boiskach. Można wręcz przypuszczać, że dla tak ambitnego człowieka, jak Cristiano Ronaldo, wejście na nowy teren będzie wręcz asumptem do jeszcze bardziej zajadłej pracy nad pokonywaniem siebie i walki z biologią.

Po seryjnym zdobywaniu tytułu najlepszego w Anglii i Hiszpanii, będzie on miał szansę jeszcze raz potwierdzić swoją klasę – tym razem na włoskich boiskach, gdzie jak przyznał ostatnio jego agent, zakończy karierę, rezygnując z intratnych propozycji z Azji i USA. Szanujemy to.

Jednak całe zamieszaniem z transferem CR7 do Juventusu ma też aspekt ekonomiczny, kto wie, czy nie najważniejszy. Dotychczas w spekulacjach, dotyczących ewentualnego przejścia gwiazd tego formatu do innego futbolowego środowiska pojawiało się zaledwie kilka klubów, będących w stanie sprostać finansowym wymogom takiej inwestycji. Obie drużyny z Manchesteru, Chelsea i Paris Saint Germain – na tym ta krótka lista się kończy, bo też krezusów dysponujących takimi środkami jest w Europie nie za wiele. Ruch Juventusu był więc zaskoczeniem dla większości pasjonatów piłki, jednak nie dla specjalistów od ekonomii, którzy obserwują konsekwentny wspinanie się “Starej Damy” na finansowej drabinie futbolowych bytów.

Według styczniowego raportu firmy audytorsko-doradczej KPMG “Football Club Enterprise Value” Juventus warty jest 1,3 mld euro, co daje mu dziewiątą pozycję w Europie. W porównaniu do zestawienia z początku 2017 r. wartość klubu wzrosła o 7 %, ale dobitniej poprawę statusu turyńczyków widać po wzroście przychodów – w sezonie 2016/2017 przekroczyły one barierę 500 mln i osiągnęły pułap 562 mln euro oznacza 45 % wzrost. Jeszcze bardziej imponująco przedstawiają się wyniki zysku netto – tutaj Juventus zaliczył poprawę aż o 975 %! Zakontraktowanie Ronaldo, którą to operację szacuje się na 350 mln euro (włącznie z czteroletnim kontraktem) jest kolejnym krokiem, ku wielkości.

Prawdziwa wielkość w dzisiejszym futbolu to taka, którą widać z każdego miejsca kuli ziemskiej, a zwłaszcza z Azji.

Czy ta pokaźna inwestycja ma prawo się Juventusowi zwrócić? Prawdopodobnie tak. Nawet jeśli nie sportowo – bo tutaj sukcesu zwyczajnie nie da się zaplanować – to z dużą dozą pewności finansowo. Zresztą już widać pierwsze znamiona efektu Ronaldo. Klubowe profile w mediach społecznościowych przeżywają prawdziwe oblężenie. W trzy dni po ogłoszeniu transferu, instagramowy profil “Starej Damy” zanotował wzrost 1,5 mln obserwujących, na facebooku bianconeri zyskali za to 0,5 mln dodatkowych fanów. A mowa przecież o dniach w samym środku “sezonu ogórkowego”. To tylko początek i zaledwie mały skrawek fali zainteresowania, z jaką spotkał się najbardziej utytułowany włoski klub.

Juventus zgłasza akces do marketingowej gry o globalnym zasięgu. Między bajki należy włożyć stwierdzenie, że transfer Ronaldo spłaci się w samych koszulkach sprzedawanych na całym świecie fanom popularnej “Krystyny” – pod warunkiem, że będziemy je rozpatrywać dosłownie. Pod mitycznymi koszulkami, które nie są w stanie pokryć potężnego wydatku kryje się cały prężnie funkcjonujący mechanizm, który pozwoli klubowi na zawieranie intratnych umów reklamowych na wszystkich kontynentach i docierać z promowanym przez siebie treściami do każdego zakątka świata. Mechanizm, w który wyposażeni byli, jak dotąd, tylko prawdziwi futbolowo-ekonomiczni hegemoni, jak Manchester United, FC Barcelona, czy Real Madryt.

Transfer Ronaldo w największym stopniu odbije się na klubie ze stolicy Hiszpanii. To oni, nie dość, że stracili właśnie trenera, który doprowadził ich do trzykrotnego triumfu w Lidze Mistrzów, to muszą się pogodzić z ubytkiem niekwestionowanego lidera zespołu. Zastąpienie Portugalczyka będzie niezwykle trudne, można nawet powiedzieć, że w drużynie “Królewskich” z odejściem CR7 powstała wyrwa na trzy wakaty: najlepszego strzelca, motoru napędowego wszystkich akcji, a także gwiazdy światowego formatu. We współczesnym futbolu są zaledwie dwa nazwiska, które dają nadzieje na wypełnienie tej luki. Oba niezwykle trudne do wyciągnięcia, bo zasypywane petrodolarami w PSG.

Chodzi oczywiście o Neymara i Mbappe. O możliwości przejścia Brazylijczyka do Madrytu mówiło się już przy okazji jego zeszłorocznego transferu do Paryża, podobnie jak w przypadku największego od lat talentu francuskiej piłki. Jednak włodarze “Królewskich” będzie czekać bardzo trudne zadanie przekonanie zarówno klubu (który sprzedawać kogokolwiek nie musi), jak i samych piłkarzy, dla których Madryt jest specyficznym środowiskiem. Nie wszyscy potrafią się tam odnaleźć, niebezpieczeństwo nie odnalezienia się w Realu tyczy się zwłaszcza młodszego gwiazdora, który jeszcze nie skończył się rozwijać. Niewykluczone, że Florentino Perez ze swoją świtą zdecyduje się zastąpić Ronaldo niejako na raty, sprowadzając w jego miejsce bramkostrzelnego napastnika w typie Harrego Kane’a i Roberta Lewandowskiego oraz finezyjnego skrzydłowego, jak chociażby Eden Hazard.

Jednak ruch Juventusu i wynikająca z niego zmiana układu sił rozpocznie z pewnością całą lawinę na rynku transferowym Europie. Jedno jest pewne, pod względem finansowym ww piłkarskim światku to będzie ciekawe lato, które dodatkowo wzmaga kończący się dziś i zdominowany przez drużyny z Europy Mundial, na którym Włosi nie awansowali.

Tekst: SM

FUTOPIA