Previous Slide Icon Next Slide Icon
Play Daily Button Pause Daily Button
Exit Daily Button

Co H&M robi z niesprzedanymi ubraniami? Dziennikarze to sprawdzili i wybuchła afera

Rezultaty dziennikarskiego śledztwa mocno uderzają w wizerunek marki.
.get_the_title().

Zarządzanie nadwyżką produktów, których nie udało się sprzedać, to w przypadku działalności rynkowych gigantów bardzo ważny aspekt sprawnego funkcjonowania przedsiębiorstwa. Niestety, nie wszystkie firmy o tym pamiętają, a ogromną wizerunkową wpadkę zaliczył właśnie szwedzki potentat odzieżowy H&M.

Dziennikarskie śledztwo wykazało, że firma… niesprzedaną odzież spala w kotłowniach. Co gorsza, do ognia trafiają między innymi ciuchy, które wycofano z rynku ze względu na ich chemiczne skażenie podczas produkcji.

Według informacji do jakich dotarli dziennikarze szwedzkiej telewizji SVT, w samym 2016 roku H&M pozbył się w tamtejszych kotłowniach 19 ton ubrań (a to dane wyłącznie z jednej spalarni w miejscowości Vasteras, więc ostateczna liczba jest pewnie dużo większa). Analogicznego odkrycia dokonali duńscy reporterzy z TV2, którym udało się w swoim kraju trafić na trop kolejnych 10 ton spalonych ubrań.

fot. fortune.com

Ostrożne, całościowe szacunki zakładają, że w płomieniach prawdopodobnie skończyło dotychczas około 400 ton odzieży.

Nie zapominajmy, że także w Nowym Jorku, gdzie bezdomność stanowi istotny problem, H&M zaliczył ogromną wizerunkową wpadkę, gdy w 2010 roku wyszło na jaw, że niesprzedana odzież jest intencjonalnie niszczona i wyrzucana na śmietnik, by nikomu do niczego się już nie przydała. W bardziej życzliwym postrzeganiu polityki firmy nie pomagają też doniesienia o niemal niewolniczych warunkach pracy, w jakich szyciem dla niej ubrań zajmowały się dzieci w Kambodży.

Wróćmy jednak do zarzutów o spalanie. Jak tłumaczy się z nich zarząd? Przedstawiciele H&M podkreślają, że dotyczy to ubrań uszkodzonych przez wodę i pleśń, zniszczonych podczas transportu czy… zawierających dużą ilość chemikaliów.

No właśnie, szczególnie ten ostatni argument, w dobie globalnie wzrastającej proekologicznej świadomości, to marketingowe samobójstwo. Zwróciła na to nawet uwagę szwedzka minister środowiska, Karolina Skog: Pierwsze co mnie uderza, to dlaczego w tych produktach jest tyle chemikaliów, że nie można ich sprzedać?

A przecież, abstrahując już od oczywistego problemu nieustannego popytu na odzież dla potrzebujących, nawet ze strzępków ocalonych ubrań (oczywiście tych bez chemii) można by zapewnić ciepło zwierzakom w schroniskach (lub skonstruować rozgrzewające burrito z… nietoperzem).

Akcja ukierunkowana na rozsądne gospodarowanie rezerwami w magazynach (w tym ciuchami uszkodzonymi), tak by przy ich pomocy starać się nieść pomoc, z pewnością mogłaby być całkiem owocną próbą wyjścia z tej wpadki.

Tylko czy pijarowcy H&M odważą się publicznie posypać głowę popiołem i zrekompensować swoje zaniechania jakimiś kreatywnymi działaniami dobroczynnymi?

Źródło: INNPoland

FUTOPIA