Kultura jako plamka ślepa futurologii

Profesjonalni przewidywacze przyszłości całkiem dobrze radzą sobie z prognozowaniem nowych owoców postępu technicznego. Gorzej idzie im z proroctwami dotyczącymi kultury. Kiedyś przewidzieli pojawienie się telefonu komórkowego, ale żaden nie wpadł na to, że kobiety będą pracować poza domem.
.get_the_title().

Futurologia to fascynująca, ale bardzo labilna dziedzina – nawet pomimo tego, że teraz podbudowana jest teoriami naukowymi, a nie objawieniami, jak kto bywało w przeszłości. Tom Vanderbilt w tekście dla magazynu “Nautilus” wspomina, że znany historyk Lawrence R. Samuel jako jej piętę achillesową wskazał brak skuteczności w prognozowaniu kierunków i tempa postępu społecznego.

Na ruchomych schodach

Angielski fizyki i inżynier Archibald Low w 1924 roku w swojej książce „Wireless Possibilities” (“Bezprzewodowe możliwości”) pisał: “za kilka lat będziemy mogli rozmawiać za pomocą kieszonkowego zestawu bezprzewodowego z naszymi przyjaciółmi podróżującymi samolotem albo wędrującymi ulicą”. Wizja spełniła się 3 września 1973 roku, kiedy firma Motorola zaprezentowała pierwszy egzemplarz przenośnego telefonu.

Pierwszy przenośny telefon Motorola DynaTAC 8000X/Zdjęcie: Mike Kuniavsky (CC BY-NC-SA 2.0)

Z oczywistych względów nikt przed I wojną światową nie opublikował pracy o tym, że konflikt ten przyczyni się do emancypacji kobiet w odniesieniu do sfery pracy. Panie z konieczności masowo zastępowały na stanowiskach swoich wyruszających na front mężów oraz ojców.

Pod wpływem nagłego zewnętrznego przymusowego czynnika porzuciły swoje dotychczasowe role społeczne opiekunek domowego ogniska.

Kobieta pracująca w elektrowni gazowej BASF (1917 r.)/Zdjęcie: BASF (CC BY-NC-ND 2.0)

Jak wspomina Vanderbilt, futurologiczne filmy z lat 60. przedstawiające „biuro przyszłości” zawierały wiele trafnych prognoz technologicznych (np. prezentowały prototypy faksu), ale rażąco pomijały projekcje zmian podmiotowych – w tych „wymarzonych” biurach nie było kobiet. Zatem nawet zmiany społeczno-kulturowe wydające się naturalną kontynuacją zapoczątkowanych wcześniej procesów (kobiety w fabrykach) stanowią dla futurologii spory problem.

Okazuje się, że przewidywanie, kim będziemy, jest trudniejsze niż przewidzenie, co będziemy w stanie zrobić i za pomocą czego.

Futurolodzy nie tylko nie są w stanie prognozować konkretnych wydarzeń społeczno-kulturalno-politycznych oraz w konsekwencji tego, jak wpłyną one na społeczeństwa, które ich doświadczają. Nie są w stanie nawet przewidzieć, jak przewidziany przez nich wynalazek techniczny wpłynie na ludzkie zachowanie. Przecież nie każdy będzie go używać zgodnie z zamysłem twórcy. Wystarczy przejechać się ruchomymi schodami w londyńskim metrze w godzinach szczytu i policzyć biegających po nich ludzi w garniturach.

Schody ruchome w Liège (Belgia)/Zdjęcie: Matthias Ripp (CC BY 2.0)

Nasze życie (zresztą na nasze własne życzenie) przyspiesza w takim tempie, że niektóre w zamyśle udogodnienia już w momencie wprowadzenia okazują się zdecydowanie zbyt wolne.

Nieprzewidywalna kultura

Historyczka Judith Flanders, pracując jako konsultantka przy tworzeniu gry „Assassin’s Creed”, musiała nieustannie przypominać scenarzystom, aby usuwali z dialogów zwrot “na zdrowie”, ponieważ ludzie zaczęli używać go dopiero w XX wieku. Jak wspomina, twórcy mieli ogromny problem ze zrozumieniem, że wcześniej podczas podnoszenia kielichów biesiadnicy nic nie mówili, bo po prostu nie odczuwali takiej potrzeby.

Zdjęcie: Cea (CC BY 2.0)

Anegdota ta ukazuje, że często zapominamy o tym, iż kultura ulega ciągłym zmianom, co jest jednym z powodów słabości futurologii w odniesieniu do tej sfery. Wciąż jeszcze pokutuje nastawienie na kulturowy status quo. Socjolog Kieran Healy zauważa, że przez długi czas „kultura wyjaśniała, dlaczego sprawy pozostawały bez zmian, a nie dlaczego się zmieniały”. W tej perspektywie jest ona „hamującym jednostkę monolitycznym blokiem biernie zinternalizowanych norm, które są jej przekazywane poprzez socjalizacje i kanonizowane przez tradycję”.

Sporym utrudnieniem w predykcjach dotyczących kultury jest także to, że często rządzi nią przypadek oraz efekt domina. Jak opisuje Charles Duhigg w książce „The Power of Habit” (“Moc nawyku”)…

… jednym z przełomowych wydarzeń w ewolucji praw gejów w USA była zmiana dokonana przez Bibliotekę Kongresu w odniesieniu do klasyfikowania książek o ruchu gejowskim. Przeniesiono je z kategorii „Nienormalne stosunki seksualne, w tym przestępstwa seksualne” do nowo utworzonej „Homoseksualizm, lesbijstwo, wyzwolenie gejów, ruch homofilny”.

Ta pozornie niewielka zmiana, mocno reklamowana przez aktywistów, pomogła utorować drogę innym, większym – rok później Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne przestało definiować homoseksualizm jako chorobę psychiczną.

Źródło zdjęcia: unplash.com

W końcu nasza trudność w przewidywaniu zmian w kulturze wiąże się ze zniekształceniami poznawczymi. Mamy skłonność do przenoszenia naszych teraźniejszych preferencji kulturowych w przyszłość. Psycholog George Loewenstein nazwał to „uprzedzeniem projekcyjnym”. Twierdzi, że ludzie „mają tendencję do wyolbrzymiania stopnia, w jakim ich przyszłe gusta będą przypominały te obecne”.

Wiąże się to z „iluzją końca historii”, czyli przekonaniem ludzi o tym, że tu i teraz osiągnęli „moment przełomowy”, w którym w końcu stali się sobą.

Koniec historii przepowiadano już kilka razy. Robił to na przykład Hegel i wieki później Fukuyama (następnie rakiem się z tego wycofał), jednak ona nadal się toczy, bo wciąż jest wiele do poprawienia.

Zdjęcie główne: Cea/flickr.com (CC BY 2.0)
Tekst: Paweł Konar

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: