Przed nami głosowanie, które zadecyduje o przyszłości internetu

Z jednej strony kandydatka reprezentująca USA, z drugiej wspierany przez Chiny przedstawiciel Rosji. Kto przejmie stery w Międzynarodowym Związku Telekomunikacyjnym pod egidą ONZ?
.get_the_title().

W kontekście bieżącej sytuacji geopolitycznej zaplanowane na 29 września wybory nowego sekretarza generalnego Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego wydają się najważniejsze w dotychczasowej historii. Kandydaci i ich spojrzenie na ten rynek są bowiem niemal zerojedynkowym przedłużeniem sporu pomiędzy dwoma dużymi ideologicznymi blokami, jaki narasta niestety na świecie w ostatnim czasie. Wszystko rozstrzygnie się między Amerykanką Doreen Bogdan-Martin, która ma okazję zostać pierwszą kobietą w historii na tym stanowisku, i Rosjaninem Rashidem Ismailovem.

Oboje kandydatów oficjalnie na sztandary wzięło sobie podobny cel, czyli swobodny dostęp do internetu i sieci komórkowych dla każdego obywatela świata do 2030 roku.

Diabeł tkwi jednak w szczegółach, zaś długofalowa wizja znacząco się tu różni.

Doreen Bogdan-Martin, fot. flickr

Bogdan-Martin jawi się jako osoba stanowiąca gwarant przedłużenia zachodnio-, czy wręcz amerykanocentrycznego modelu funkcjonowania sieci, jaki znamy aktualnie, który, choć nie jest oczywiście wolny od różnych patologii, jest jednak dość stabilny i przewidywalny. Kluczowy jest tu wątek zachowania kompatybilności wszystkich systemów przy udostępnianiu sygnału, co jest skomplikowanym, globalnym procesem rozciągającym się od kalibracji częstotliwości pod zestandaryzowane wartości, aż po kwestię rozlokowania satelitów.

Optyka Ismailova natomiast, ubrana w szaty enigmatycznie brzmiącego planu ‘humanizacji’ internetu i jego decentralizacji, ma zaś według ekspertów na celu odejście od modelu amerykańskiego i stopniowe przekształcanie sieci na model wschodni, z dominującą rolą zwłaszcza Chin, ale i Rosji.

Te pierwsze podjęły zresztą w ostatnich latach wiele kroków, by odgrywać w ITU coraz większą rolę, że wspomnimy chociażby ok. 2000 (!) propozycji nowych standardów przedstawionych ze strony marki Huawei czy, po części, intensywną aktywność Państwa Środka w Afryce, co może przyczynić się do uzyskania głosów od krajów z tamtego regionu.

Chińczycy postulują między innymi wprowadzenie tak zwanego ‘nowego IP’, które miałoby być pomocne w przetwarzaniu informacji na ‘najniższych poziomach’ internetu, a tym samym zmniejszyć opóźnienia przesyłu.

Analitycy Hascall Sharp i Olaf Kolkman twierdzą jednak, że proponowane przez nich pomysły, w tym te nastawione na rozdrobnienie regionalnych pakietów mające na celu m.in. znaczne zmniejszenie amerykańskiego monopolu, nie tylko nie poprawią, ale wręcz zaszkodzą budowanej przez lata sieciowej architekturze.

Co więcej nietrudno o obawy, że chęć położenia ręki na kontroli internetu przez Chiny i Rosję jest silnie upolityczniona i w przypadku ewentualnego zwycięstwa, mógłby to być punkt zwrotny w tym, co rozumiemy i postrzegamy dziś jako wolny Internet, do którego tak się przyzwyczailiśmy. W głosowaniu, w którym weźmie udział 190 zgrupowanych w ITU państw, murem jesteśmy więc za Bogdan-Martin. Pewnym pocieszeniem może być tu fakt, że w ostatnich latach organizacją zarządzał… Chińczyk, Houlin Zhao, tyle że był to jeszcze głównie okres, gdzie wszyscy mogliśmy łudzić się, że żyjemy jednak w pokojowym świecie.

Tekst: WM
Źródło zdjęcia głównego: Discovery

FUTOPIA