Stefan Thomas zapomniał hasło i utracił dostęp do… bitcoinów wartych 220 mln dolarów. Co zamiast pamiętania haseł?

Wydaje się, że jedynym realnym rozwiązaniem, które może zlikwidować problem zaginionych loginów i haseł jest biometria (no, chyba że wszyscy zaczną dbać o skrupulatnie i regularnie prowadzone, dobrze ukryte notatki).
.get_the_title().

Jedna osoba posiada średnio w internecie niemal 80 kont. Nie wierzycie? To przypomnijcie sobie te wszystkie pomniejsze logowania a to na portale z ulubionymi książkami, a to podczas szukania pracy, a to do przeróżnych gier online czy innych sklepów ze zdrową żywnością. Po latach nie sposób tego spamiętać.

Według ankiety Google/Harris aż 52 proc. ludzi używa tych samych haseł dla różnych kont, bardzo ułatwiając tym sprawę sobie, ale i… hakerom.

Z badań Garner Group wynika zaś, że od 20 do nawet 50 proc. wszystkich zgłoszeń potrzeby informatycznego wsparcia związanych jest z prośbami o zresetowanie hasła. Nie wydaje się więc przesadą stwierdzenie, że błądzenie po labiryntach haseł stało się swego rodzaju pokoleniowym problemem. I choć w większości przypadków sytuację udaje się jakoś wyprostować i kończy się na chwili stresu i strachu, są takie sytuacje, gdy konsekwencje potrafią być katastrofalne.

Bardzo głośna jest np. sprawa 33-letniego niemieckiego programisty, Stefana Thomasa, który w efekcie zapomnianego hasła utracił dostęp do… bitcoinów wartych 220 mln dolarów.

Jak sam wspominał – cytowany przez The Guardian – zdarzały się tygodnie, gdy leżał po prostu w łóżku wpatrując się w sufit i tocząc przytłaczającą psychicznie wojnę myśli. Sprawa wciąż tkwi w martwym punkcie, a o aktualnej sytuacji możecie poczytać tutaj. Co więcej – artykuł na łamach New York Timesa pokazuje, że wcale nie jest to jakaś egzotyczna sytuacja i że tysiące ludzi, którzy w świecie kryptowalut zgromadzili duże majątki, znajduje się w podobnej sytuacji.

fot. deltarisk.com

Zdarzają się też sytuacje, w których oszuści łamią hasła, doprowadzając ludzi do ruiny. Tak było w przypadku Matta Halla, który kupując dom w wyniku aktywności oszustów przelał środki, a ściślej swoje 52 tys. funtów, im, a nie właściwemu adresatowi.

W tym, że specjaliści często z łatwością potrafią złamać hasła, które użytkownikom wydają się bezpieczne, nie ma nic dziwnego.

Jak mówi prof. Lorrie Cranor, według jej szacunków ok. 70 proc. osób ustawia jako frazy do hasła słowa związane z ich rodzicami, rodzeństwem, dziećmi, rocznicami czy – creme de la creme – imionami zwierząt.

W jaki sposób można więc wyrwać się z tej dyktatury haseł?

Rozwiązaniem jest biometria, czyli weryfikowanie tożsamości użytkowników po ich konkretnych cechach.

Przykładowo izraelski start-up BioCatch opracował oprogramowanie pozwalające zidentyfikować osobę po tym, w jaki sposób trzyma i przeciąga myszkę.

Wszyscy znamy już też stopniowe przechodzenie na identyfikację poprzez głos (choć to akurat ryzykowne), rysy twarzy czy odcisk palca. W przyszłości mają zaś być rozwiązania skupione nawet na takich detalach jak unikalny dla każdego kontur ucha.

Wydaje się, że perspektywy, jakie może przynieść przyszłość, są dwie: albo dalej będziemy tkwić w masowym zapominaniu i gubieniu haseł, albo jeszcze mocniej pozwolimy wtargnąć w nasze życie technologii, tak by kosztem bycia pod jej pełną kontrolą odciążyła nas od stresów związanych z nieudanym logowaniem. No, chyba że przeważy opcja najprostsza i wszyscy zadbamy o podręczny wykaz wszystkich haseł w jakimś dobrze ukrytym zeszycie, choć wiadomo jak takie plany się zazwyczaj kończą. Który scenariusz bardziej do was przemawia?

Tekst: WM

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook