Ukraina masowo traci najzdolniejszych pracowników – wyjeżdżają głównie do Polski

Czy wypełnianie obywatelami Ukrainy rynkowych wakatów po naszych emigrantach ma sens z ekonomicznego punktu widzenia?
.get_the_title().

Według szacunkowych danych w Polsce mieszka w tej chwili około 2 mln Ukraińców, co potwierdził niedawno minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. Statystyki są jednak zapewne zaniżone, gdyż uwzględniają osoby zarejestrowane oficjalnie. Wymykają się im migranci zatrudnieni „na czarno”, nie mówiąc już o ich bliskich. Nie zmienia to jednak faktu, że z szarganego politycznymi niepokojami i ekonomicznymi nierównościami kraju naszych wschodnich sąsiadów coraz częściej dobiegają głosy, że najlepiej wykwalifikowani przedstawiciele bieżącej generacji wyjeżdżają za granicę.

Tym samym Polska, mimo stanowczego sprzeciwu wobec przyjmowania uchodźców i migrantów z Syrii oraz z innych dotkniętych wojną i przemocą terenów, jednocześnie jest państwem, w którym na tle całej Unii Europejskiej osiedla się rekordowa liczba zagranicznych gości.

W większości zasymilowanych i kulturowo bardzo podobnych do nas. W samym 2017 roku wydano u nas ponad 683 tys. pozwoleń na pobyt obywateli spoza wspólnoty, zaś w drugich w tej klasyfikacji Niemczech „zaledwie” 535 tys. analogicznych dokumentów. Ukraińcy wypełniają zarówno wakaty na rynku powstałe w związku z wyjazdem wielu Polaków za granicę (Niemcy, Wielka Brytania), jak i wykonują wymagające czynności, których lokalsi podejmować nie chcą. W porównaniu z zarobkami na wschodnim rynku nawet w tym przypadku stawki są przyzwoite.

Migracja bardzo mocno przybrała na sile od 2017 roku, gdy Unia Europejska umożliwiła Ukraińcom wjazd bezwizowy.

fot. citizen.co.za

Efekt? W wielu miastach na Ukrainie umieszczone są banery i plakaty zachęcające do podjęcia pracy w Polsce. Z naszych miejscowości, np. z Lublina, na wschód regularnie organizowany jest zaś transport – popyt i podaż współgrają tu w najlepsze.

Barmani w barach do których chodzę są Ukraińcami. Moimi włosami i paznokciami zajmują się Ukrainki. Nawet niektórzy urzędnicy bankowi pochodzą z mojego kraju – mówi mieszkająca w Warszawie od 2008 roku dziennikarka Olena Babakova.

W rozmowach z „Guardianem” pracownicy z Ukrainy, obok przyjemnych doświadczeń, podzielili się też trudniejszymi historiami, jakich doświadczyli w Polsce. Nie brakowało niestety rasistowskich przytyków, zastraszania, poniżania i wyzwisk ze względu na narodowość czy nawet mniejszych zarobków na tym samym stanowisku w związku z pochodzeniem. Na ważny problem zwróciła uwagę Anna Dąbrowska ze stowarzyszenia Homo Faber, mówiąc, że ci ludzie nie mają w Polsce tak naprawdę nikogo, do kogo mogliby się zgłosić. Oczywiście w złagodzeniu emocji nie pomaga historia, a zwłaszcza budzący szczególne emocje temat brutalnych mordów ze strony UPA, który do dziś bardzo utrudnia normalizację obustronnych stosunków.

W ostatnim czasie coraz większe zainteresowanie u pracowników z Ukrainy budzą dalsze wyjazdy na zachód, w tym do Niemiec, gdzie płaca jest jeszcze lepsza. Eksperci przewidują, że ten trend może wyraźnie się nasilać i że Polsce grozi w jego wyniku utrata wielu z najlepszych fachowców.

Warto tu dodać, że aż 11 proc. ukraińskiego PKB (wg Banku Światowego najwięcej w Europie) jest efektem przychodów generowanych przez pracowników właśnie poza granicami kraju.

Niedawne wybory prezydenckie przyniosły na Ukrainie wyraźny bunt wobec dotychczasowych elit (dotkliwa porażka Poroszenki i Tymoszenko), a wygrał je obiecujący walkę z korupcją i unormowanie sytuacji… komik Wołodymyr Zełenski. Pisaliśmy o nim więcej tutaj. Trudno oczekiwać jednak, by miało to jakikolwiek wpływ na przystopowanie emigracji.

Według danych od ministra polityki społecznej, Andrieja Rewy, kraj opuściła już ok. 1/5 ludności (na stałe 3,2 mln, zaś tymczasowo 7 do 9 mln).

Tekst: WM

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: