Web3 – kolejna generacja internetu to wciąż tylko obietnica

Choć to wciąż jedynie koncepcja, już ma za sobą rzesze fanów. Web3 ma stać się początkiem demokratycznej sieci, wolnej od władzy wielkich korporacji. Wizja trzeciej generacji internetu budzi jednak sporo kontrowersji. Czy słusznie?

Pod pojęciem Web3 kryje się wiele koncepcji. To uproszczone określenie stanowi raczej nazwę pewnej idei, a nie ustrukturyzowany plan. Powiększające się rzesze fanów technologii blockchain, kryptowalut i NFT widzą w nim zapowiedź rewolucji. Bardziej sceptyczni komentatorzy zwracają jednak uwagę na poważne ryzyko, które może towarzyszyć powołaniu trzeciej generacji internetu.

Zanim jednak przejdziemy do tego sporu, odpowiedzmy na pytanie: czym właściwie jest Web3?

Żyjemy w erze reklamy i braku prywatności.

Web3, czyli trzecia generacja internetu

Żeby w pełni zrozumieć, jak miałby wyglądać ‘internet 3.0’, musimy w pierwszej kolejności pojąć działanie jego pierwszej i drugiej generacji. ‘Internet 1.0’ służył jedynie do odczytu danych. Mogliśmy ładować stronę, na której wyświetlał się tekst i proste obrazy. Nie mogliśmy jednak wchodzić w interakcję z portalami.

Tę zmianę przyniosła obecna, druga generacja internetu. W niej użytkownicy bezustannie ingerują w strony, np. poprzez lajki, udostępnienia czy logowanie. Dane dotyczące aktywności są natomiast pozyskiwane przez właścicieli stron. Informacje dotyczące aktywności stały się nową walutą internetu, w którym najwięksi gracze dysponują dostępem do danych znacznej części ludzkości. Dlatego obecna generacja internetu nazywana jest ‘erą reklamy i braku prywatności’.

Fot. Shubham Dhage/Unsplash

Web3 ma stanowić powrót do demokratycznej, zdecentralizowanej sieci, gdzie użytkownicy będą mieli większą kontrolę nad swoimi danymi. Główną ideą nadchodzącej generacji internetu jest odzyskanie kontroli użytkowników nad danymi dotyczącymi ich aktywności. Obecnie są one bowiem pozyskiwane i sprzedawane przez korporacje pokroju Meta, Google czy Microsoftu. Decentralizacja internetu ma zajść dzięki wykorzystaniu technologii blockchain, powszechnie kojarzonej z kryptowalutami i NFT. System blockchain wykorzystuje tzw. ‘technologię rozproszonych rejsetrów’ – baza danych obsługiwana jest w nim przez sieć komputerów, a nie przez pojedynczy serwer. Rozwiązanie to oferuje użytkownikom niezmienny i przejrzysty sposób przechowywania informacji. Użytkownicy Web3 zalogują się do internetu za pomocą osobistego ‘portfela’, który będzie przechowywał dane dotyczące ich aktywności.

Zwolennicy rewolucji Web3 chcą przywrócić wolność użytkownikom internetu.



Web3 – korzyści

Ich zdaniem żyjemy obecnie pod władaniem hegemonów internetu, często nazywanych ‘Wielką Piątką’: Google, Amazona, Apple, Meta i Microsoftu. To oni zbierają większość danych dotyczących naszych zachowań w internecie. Dzięki nim mogą określić nasze upodobania i potrzeby, a nawet przewidzieć kolejne działania. Decentralizacja internetu, w którym każdy użytkownik miałby pełną kontrolę nad swoimi danymi, zmieniłaby ten układ sił.

Obecnie nie mamy większego wpływu na kształt sieci. To ma jednak ulec zmianie wraz z nastaniem sieci Web3. Wskazuje się w związku z tym na rozwiązania typu DAO, które wcielają w życie wizję demokratycznego rozwijania sieci. Zdecentralizowane autonomiczne organizacje (DAO) mogą mieć różną strukturę, jednak wszystkie działają na zasadzie kolektywu, którego członkowie podejmują decyzje w sposób demokratyczny. Żadna pojedyncza osoba nie sprawuje kontroli w sposób, w jaki robiłby to tradycyjny CEO lub zespół menedżerów.

Zwolennicy idei Web3 wskazują również na jej ekonomiczne korzyści. Ich zdaniem, trzecia generacja internetu zapoczątkuje istnienie nowych zawodów, klas produktów czy nowych rodzajów usług. Wszystkie mogą potencjalnie stworzyć nowe miejsca pracy.

Fot. Shubham Dhage/Unsplash

Obecnie użytkownicy internetu stali się równocześnie sprzedawanymi w nim produktami.

Web3 – niebezpieczeństwa

Jednak czy Web3 to słuszne rozwiązanie tego problemu? Przewidując wyzwania, jakie stoją przed decentralizacją sieci, powinniśmy spojrzeć na już istniejące systemy, na których miałaby się opierać trzecia generacja internetu. Blockchain spotyka się bowiem obecnie z falą krytyki, która dotyczy przede wszystkim opartych na nim kryptowalut i NFT.

Choć one też miały stanowić demokratyczną rewolucję (również o wydźwięku klasowym), dzisiaj porównywane są raczej do baniek inwestycyjnych. Co więcej, umożliwiają bogatym bogacić się jeszcze bardziej. Coraz częściej słyszymy również o oszustwach, wyłudzeniach i kradzieżach na rynku NFT.

Systemy oparte na technologii blockchain krytykowane są również za olbrzymie koszty energetyczne. Sam Bitcoin (będący jedną z wielu kryptowalut) zużywa rocznie ok. 117 terawatogodzin (ok. 0,5 proc. zużywanej energii). Koszty energetyczne sieci opartej na tym systemie byłyby więc ogromne.

Fot. Shubham Dhage/Unsplash

Wątpliwości wzbudza również fundamentalny element wizji Web3 – demokratyczna decentralizacja. Coraz częściej bowiem w start-upy typu Web3 inwstują korporacje wchodzące w skład ‘Wielkiej Piątki’. Trudno więc stwierdzić, na czyich zasadach będzie przebiegała zapowiadana demokratyzacja. To prowadzi nas w końcu do problemów natury prawnej. Obecnie legislacja nieśmiało truchta za rozwojem firm technologicznych, które stały się czymś na kształt niezależnych państw, z użytkownikami w roli obywateli i regulaminami usług funkcjonującymi na zasadzie prawa.

W tym schemacie wizja Web3 jawi się jako propozycja nowego Dzikiego Zachodu, gdzie każdy decyduje o sobie. Choć wciąż jest to tylko koncepcja, teraz może być idealny moment na opracowanie wstępnych ram prawnych dla jej realizacji. W innym przypadku znowu popełnimy te same błędy, które wytykamy obecnej generacji internetu.

Zdjęcie główne: Muhammad Raufan Yusup/Unsplash
Tekst: WK

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook