Głośna bestia czy żwawa hybryda? Porównaliśmy dwa skrajnie różne modele BMW

Jeśli marzysz o mocnym, tylnonapędowym samochodzie i dysponujesz około 300 tysiącami złotych, to w salonie BMW możesz trafić okazję sprzedaży używanego, paroletniego BMW M4 Competition, albo skonfigurować po swojemu nowe 330e z napędem hybrydowym. Wszystko zależy jednak od Twoich potrzeb.
.get_the_title().

Pojedynek między rozwagą i emocjami postanowiliśmy rozstrzygnąć zestawiając ze sobą obydwa samochody. Spotkaliśmy się z Konradem późnym wieczorem. Ja przyjechałem zelektryfikowaną, nowiutką serią 3, ale moje serce zabiło mocniej, gdy usłyszałem 450-konną bestię skutecznie zagłuszającą ciszę nocną. Ustawiliśmy obydwa modele obok siebie i szybko przyznaliśmy, że dla fanów motoryzacyjnej adrenaliny jak my, wybór może być tylko jeden. Poznając jednak bliżej 330e z napędem Plug-in Hybrid nabraliśmy odrobiny wątpliwości, czy aby na pewno głośna i paliwożerna eM-ka jest racjonalnym wyborem.

Odświeżenie wyszło nowej „trójce” na dobre. Siódma generacja wygląda świeżo. Urosła i zyskała kilka technicznych nowinek, jak na przykład światła laserowe. Testowy egzemplarz wyróżniał się przepięknym, atramentowym lakierem, który ukazywał swoje różne odcienie w zależności od oświetlenia. Drapieżnego charakteru dodawał opcjonalny pakiet M Sport i 19-calowe felgi z palety BMW Individual.

Patrząc na samochód z zewnątrz niewiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z hybrydą. Jedynie fachowe oko dostrzeże detale.

Hybrydowy napęd zdradza wyłącznie dodatkowa klapka gniazda ładowania w przednim nadkolu, a także oznaczenie 330e na pokrywie bagażnika. Wymownym detalem jest podwójnie zakończony układ wydechowy. W dzisiejszych czasach, kiedy producenci coraz częściej chowają końcówki wydechu pod zderzakami, BMW wybrało inną drogę, podkreślając tym samym sportowe zacięcie modelu. Niebieskie akcenty w przednich reflektorach BMW Laser dodają drapieżnego „wyrazu twarzy”. Reflektory diodowe z modułem laserowym dają większą intensywność światła niż konwencjonalne. Jak deklaruje producent, zasięg świateł drogowych jest aż dwa razy większy.

BMW M4  charakteryzuje się pięknymi, dynamicznymi liniami coupé, które znamy już od siedmiu lat, a wciąż mogą się podobać. Odnoszę wrażenie, że wielu fanów bawarskiej marki doceniło stylistykę obecnej generacji M4 jeszcze bardziej, gdy zaprezentowano projekt nowej serii 4 z nienaturalnie przerośniętymi “nerkami”. Tutaj atrapa chłodnicy ma proporcje, do których przywykliśmy od lat.

Poszerzone nadkola, maska z charakterystycznym wybrzuszeniem i cztery końcówki układu wydechowego nie pozostawiają wątpliwości, że jest to auto z nieprzeciętnymi osiągami. M4 budzi uznanie nawet wtedy, gdy stoi zaparkowane.

Wersja Competition wyróżnia się między innymi pakietem Shadow Line, 20-calowymi, kutymi obręczami ze stopów lekkich o specjalnym wzorze, czy dachem wykonanym z tworzywa sztucznego wzmacnianego włóknem węglowym, który nie tylko znakomicie wygląda, ale też pełni bardzo ważną funkcję – obniża środek ciężkości.

Jestem pełny uznania dla osoby, która konfigurowała egzemplarz testowy BMW 330e. Niebanalne połączenie ciemnego, atramentowego lakieru z wnętrzem w kolorze toffi bardzo mi się spodobało. Sportowe fotele z pięknym wzorem przeszyć na siedziskach i oparciach to konfiguracja BMW Individual. Wyglądają szykownie, a przy tym zapewniają wystarczające podparcie na zakrętach.

Podoba mi się projekt deski rozdzielczej w nowej “trójce”, bo jest czytelny i nowoczesny. Każdy, kto wcześniej jeździł BMW momentalnie odnajdzie się w tej przestrzeni.

Samochód poszedł z duchem czasu, więc tradycyjne zegary zastąpiono tutaj wyświetlaczem, który w wersji hybrydowej pokazuje też poziom naładowania akumulatorów.

W kabinie BMW M4 Competition panuje zupełnie inny klimat, nakierowany na maksymalne doznania z jazdy. Sportowy charakter wyraźnie komunikują elementy wykonane z włókna węglowego. Fotele z widocznymi otworami w oparciach świetnie obejmują ciało, dając poczucie zespolenia z pojazdem. Mają też podświetlane logo M, które genialnie prezentuje się po zmroku.

Każdy motoryzacyjny purysta doceni świetnie leżącą w dłoniach kierownicę z cienkim wieńcem, tradycyjny hamulec ręczny, a także analogowe zegary obrotomierza i prędkościomierza.

Ergonomia kabiny M4 jest znakomita, bo wszystko jest dokładnie tam, gdzie kierowca by się tego spodziewał. Dzięki temu całą swoją uwagę może poświęcić opanowaniu tej bardzo mocnej, tylnonapędowej bestii.

Napęd hybrydowy BMW 330e zapewnia przyjemne osiągi. Łączna moc przekazywana na tylną oś to prawie 300 KM, ale tylko przez parę sekund. 184 konie pochodzą z czterocylindrowej, turbodoładowanej jednostki benzynowej o pojemności 2 litrów, a maksymalnie 113 z silnika elektrycznego. Szczytowa wartość dostępna jest wyłącznie w trybie XtraBoost, który niczym system KERS z Formule 1 uruchamia elektryczny „dopalacz” na około 10 sekund. Jak na dość ciężkie auto, elastyczność jest momentami dość zaskakująca. Nieźle z całym tym zaawansowanym napędem radzi sobie ośmiobiegowa skrzynia automatyczna, która została zintegrowana z silnikiem elektrycznym. Razem bardzo efektywnie współpracują przy przyspieszaniu zapewniając sprint do 100 km/h w zadowalające 6 sekund. Prędkość maksymalna nie jest może już tak imponująca, bo wynosi tylko 225 km/h. Przy tylu M4 Competition dopiero zachęca prowadzącego do dalszej zabawy, ale hybrydowa „trójka” ma swoje inne zalety, o których najłatwiej rozmawiać z kierowcą M-czwórki przy dystrybutorze na stacji paliw.

Bak paliwa w 330e starcza na parę dni, a nie na parę godzin jak w M4 Competition…

Podczas kilku dni spędzonych z BMW 330e miałem okazję użytkować samochód głównie mieście i przekonałem się, że wartości średniego spalania mogą być bardzo różne. Regularne ładowanie akumulatorów przynosiło wymierny efekt i hybryda odwdzięczała się wartościami spalania zbliżonymi do 10 l/100 km. Gdy jednak bateria się rozładowywała, turbodoładowana 2-litrówka musiała poradzić sobie z jej dodatkową masą 200 kilogramów, więc przy dynamicznej jeździe wartości średniego spalania drastycznie rosły. Według BMW zasięg na napędzie wyłącznie elektrycznym to 60 kilometrów. W eksperymencie przeprowadzonym w warszawskich warunkach wyszło mi 35. Może nie jest to wartość imponująca, ale wystarczyło mi by pojechać do pracy, następnie na zakupy i wrócić do domu, gdzie w garażu znów podpiąłem się do sieci elektrycznej. Tego dnia nie zużyłem ani kropli paliwa! Warto też wspomnieć, że ładowanie baterii z gniazdka 230 V trwa zaledwie 3-4 godziny.

BMW 330e można podróżować po mieście bardzo dynamicznie, albo niewielkim kosztem i lokalnie bezemisyjnie. W obydwu przypadkach konieczne jest jednak regularne ładowanie baterii.

Pod maską M-czwórki z pakietem Competition pracuje 3-litrowy silnik R6 o podwójnym turbodoładowaniu, który rozwija aż 450 KM i 550 Nm. W konfiguracji z siedmiobiegową skrzynią biegów z podwójnym sprzęgłem rozpędza się do prędkości 100 km/h w zaledwie 4 sekundy. Liczby nie odzwierciedlają jednak emocji, które towarzyszą nabieraniu prędkości przy wdepnięciu pedału gazu w podłogę. Dłonie mocniej zaciskają się na kierownicy, a dźwięk wkręcającego się na obroty motoru powoduje ciarki na plecach.

Każdy szybko pokonany zakręt to nowa przygoda i gwarantowany skok adrenaliny. Pomimo poczucia dużej precyzji prowadzenia do tej maszyny należy podchodzić z respektem.

M4 Competition wyposażone jest w sportowe zawieszenie M, na które składają się krótsze sprężyny, adaptacyjne amortyzatory i stabilizatory poprzeczne. Zostało dostrojone pod kątem dostarczania maksymalnej frajdy z jazdy. Na więcej zabawy pozwala też aktywny dyferencjał na tylnej osi, więc jazda w poślizgu nie robi na nim specjalnego wrażenia. Każde gwałtowne szarpnięcie kierownicą przy jednoznacznym wciśnięciu gazu momentalnie stawia samochód bokiem. Przy wyłączonym systemie kontroli stabilności nie buntuje się przed upalaniem tylnych opon. Nadsterowność leży w jego naturze!

Obydwa zestawione przez nas modele BMW mają swoje zalety, ale totalnie różnią się charakterem. Zelektryfikowana seria 3 generacji G20 to samochód pozbawiony genu sportowego, choć świetnie przyspiesza. Mimo tylnego napędu nie przepada za agresywnym traktowaniem. Co innego M4 Competition o oznaczeniu F82, które nieustannie prowokuje kierowcę do terroryzowania ulic sunąc bokami przez skrzyżowania. Nie wszyscy lubią jednak podczas podróży samochodem stan pełnego skupienia i ciągłej gotowości, aby skontrować poślizg nadsterowny. Dla takich osób w codziennym użytkowaniu lepiej sprawdzi się wygodne BMW 330e, które dzięki regularnemu ładowaniu zrewanżuje się bezszelestną i tanią jazdą po mieście. Dla tych z kolei, którzy potrzebują silnych doznań zza kierownicy, wzmocnione M4 będzie doskonałym wyborem. Emocji na pewno nie zabraknie!

Dziękujemy za użyczenie BMW M4 Competition do porównania wypożyczalni Cylindersi.

Tekst: Krystian Kaleta
Zdjęcia: Krystian Kaleta, Sebastian Czarnecki

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: