5 powodów, dla których nie bierzemy udziału w proteście mediów prywatnych, choć takim jesteśmy

Biorąc pod uwagę skuteczność występowania przeciwko tej głuchej i skończonej ideowo władzy, ten protest nie służy niczemu więcej, jak kąpieli we własnym baseniku ze stęchłą już wodą. My w tym basenie nie chcemy być i robimy dalej swoje.
.get_the_title().

1. To nie jest nasz protest

Po pierwsze dlatego, że dotyczy on objęcia nowym podatkiem mediów, których obroty w prasie przekraczają 15 mln złotych, a w internecie 5 mln euro. To na pewno nie my. Oczywiście można szukać ukrytych intencji, że to atak na prywatny sektor medialny i pośrednio – choć dla mnie to zdecydowanie zbyt daleko idąca inklinacja – zamach na wolność słowa, ale rzecz sprowadza się do pieniędzy, o których wołanie w obecnej sytuacji wydaje się co najmniej niezręczne.

2. Polski rynek medialny to karykatura z wielką głową i łapami o lichych podstawach

Gdy jednak spojrzymy, jak wygląda rynek i mechanizmy nim rządzące, szybko pozbywamy się romantycznych złudzeń i widzimy obraz dość karykaturalny. Polski internet, w którym przede wszystkim działamy, został lata temu zdominowany przez 5 koncernów medialnych, które dzielą i rządzą z roku na rok rekordowymi budżetami reklamowymi, czyli prawdziwym powodem dzisiejszego protestu. Dla reszty, czyli takich małych graczy jak my, zostają ochłapy. Z takimi podmiotami  jak Wirtualna Polska, Onet i Agora łączy nas tylko branża. Jeśli już przyjmujemy sobie taką perspektywę makro, to warto nadmienić, że w ostatnich latach, także podczas pandemii, koniunktura w mediach elektronicznych jest niezła – wystarczy zerknąć na przykład na wyniki finansowe Wirtualnej Polski, która w 2019 roku wypracowała 71 mln zł zysku netto i odnotowała wzrost obrotów w stosunku do poprzedniego roku o 25 proc.! Jeśli zatem w finansach publicznych mamy dziurę spowodowaną m.in. lepszą i gorszą pomocą branżom najbardziej dotkniętym lockdownem, to państwo ma prawo sięgnąć tam, gdzie są nadwyżki. A że podniesie się larum tych, którym się odbiera, jest dość naturalne, choć przyznam, że od odpowiedzialnych mediów oczekiwałbym ciut więcej niż wykorzystywanie swoich przestrzeni i zasięgów do obrony branżowych interesów finansowych.

3. Nie podejmujemy się obrony jakości treści w polskich mediach. Oczywiście w zdecydowanej większości przypadków

Trzecia rzecz dotyczy jakości kontentu, jaki w większości wręcz hurtowo produkują polskie media. No cóż… Bardzo łatwo podnoszony jest alert ataku na wolność słowa, ale dla większości podmiotów zagrożonych nową regulacją ta wolność słowa sprowadza się do informowania o kolorze majtek, jakie miała na sobie Rozenek, albo bezrefleksyjnego raportowania przebiegu dram w przestrzeni publicznej. Powiecie: trudno się dziwić, bo media dają to, w co klikamy. Ale czy rzeczywiście to jest ta podstawowa funkcja mediów, której mamy teraz zaciekle bronić? Śmiem wątpić. Z drugiej strony wyraźnie obserwujemy trend, że coraz częściej za jakościowe treści wydawcy każą sobie płacić w postaci pojedynczego dostępu lub subskrypcji. Te wpływy, bezpośrednio od czytelników nie mają być objęte nowymi podatkami. Myślę, że taki model to przyszłość jakościowych treści i użytecznych wydawców i cokolwiek przyśpieszy jego upowszechnienie, jest warte rozważenia.

4. Reklamoza i konsumpcja

Czy chcemy, aby internet wyglądał tak jak teraz? Niektórych stron nie da się oglądać, bo zalewają je bannery, pop-upy, powiadomienia. Czy nowe podatki sprawią, że tych reklam będzie jeszcze więcej? Nie wiem, ale obawiam się, że jeden banner więcej skutecznie i na dobre zniechęci odbiorców i wydawcy będą zmuszeni albo szukać innych źródeł przychodów, albo ograniczyć swoją aktywność z pożytkiem dla świata. Jeśli to dodatkowo przyczyni się do ograniczenia bezrefleksyjnej i niskiej jakościowo konsumpcji, tym lepiej.

5. Robimy swoje

Zawsze z dużą ostrożnością podchodzę do protestów mediów w imię własnych interesów. Jasne, takie mamy czasy i system, że jak wszystkie inne podmioty, także media poddają się regułom prawa handlowego i są zobowiązane do wypracowywania zysku. Ale czy w pogoni za nim nie zatraciły podstawowego celu, dla którego powstały – aby służyć społeczeństwu obywatelskiemu, edukować je i stać na straży jego praw? Przecież dobry rodzic czy nauczyciel to nie ten, który na wszystko się zgadza, spełnia głupie zachcianki, bazujące na prymitywnych instynktach. Mam wrażenie, że rolę tych społecznych mentorów przejęli pojedynczy ludzie z pomysłem i niekłamaną charyzmą, dostępni na takich platformach społecznościowych jak YouTube, Facebook, Instagram czy TikTok. Czy to także ich protest? Nie zauważyłem. Biorąc pod uwagę skuteczność występowania przeciwko tej głuchej i skończonej ideowo władzy, ten protest nie służy niczemu więcej, jak kąpieli we własnym baseniku ze stęchłą już wodą. My w tym basenie nie chcemy być i robimy dalej swoje. Jest środa, 10 lutego, mamy dla Was dziś jeszcze kilka tekstów, dopracowujemy serię, nad którą siedzimy przez ostatnie kilka miesięcy, a jutro pokażemy Wam listę miejsc w największych polskich miastach, gdzie zjecie najlepsze pączki. To tylko i aż tyle od nas. Trzymajcie się.

Tekst: Konrad Jerin, redaktor naczelny F5

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook