Chcesz rzucić wszystko i wyjechać? To może być syndrom Gauguina

Może, ale nie musi. To zależy między innymi od tego, co na to twoi bliscy.
.get_the_title().

Paul Gauguin znany jest dziś jako jeden z najsłynniejszych postimpresjonistów. To spod jego pędzla wyszły takie obrazy jak ‘Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?’ czy ‘Tahitańskie kobiety na plaży’. Choć ciągnęło go do malarstwa, nie był w tym kierunku wykształcony. Na początku lat 80. XIX wieku brał udział w wystawach impresjonistów, prezentując tam swoje obrazy i rzeźby i zaskarbiając sobie pewne uznanie krytyków, jednak nie zajmował się sztuką zawodowo. Pracował w Paryżu jako makler giełdowy i całkiem nieźle zarabiał, zapewniając utrzymanie całej swej rodzinie. Aż do 1882 roku, kiedy to nastąpił kryzys rynków giełdowych.

34-letni Gauguin podjął wówczas decyzję, która przeraziła jego bliskich – postanowił rzucić pracę i w całości oddać się sztuce.

Jak na tym wyszedł? Z punktu widzenia historii sztuki – świetnie, natomiast jego życie codzienne wcale nie było usłane różami. Obrazy sprzedawały się kiepsko lub wcale, a do wykarmienia była 7-osobowa rodzina. Aby zredukować nieco koszty utrzymania, Gauguinowie przenieśli się z Paryża do Kopenhagi, ale i to średnio pomogło. Małżeństwo w końcu się rozpadło, a Paul rozpoczął podróże po świecie, zwieńczone pobytem na Tahiti, skąd pochodzą jego najsłynniejsze obrazy. Tam wchodził w związki z coraz młodszymi dziewczętami, a w końcu zamieszkał z 14-latką, z którą miał dziecko i zmarł na zawał w wieku zaledwie 55 lat. Oczywiście niespełniony jako artysta.

Syndrom Gauguina nawiązuje oczywiście do biografii słynnego malarza (oczywiście nie jego pedofilskiego aspektu). Tej nazwy używamy, gdy mówimy o niezwykle gwałtownej i drastycznej zmianie w życiu. Chodzi o zmianę naprawdę wszystkiego: spojrzenia na siebie, swych priorytetów i wartości. Odcięcie się grubą kreską od przeszłości i rozpoczęcie od nowa, byle tylko tym razem działać w całkowitej zgodzie ze sobą.

Rezygnujesz z dotychczas pełnionej roli społecznej i rzucasz wszystko, by wyjechać w Bieszczady i znaleźć prawdziwe ja? To może być syndrom Gauguina.

Może, ale nie musi, bo jest kilka warunków. Jeśli to twoja druga połówka namówiła cię na wyjazd – to nie jest syndrom Gauguina. Jeśli wygrałeś w totka i stać cię na to, by przez resztę czasu, który został ci na Ziemi, oddawać się błogiemu lenistwu – to też nie jest syndrom Gauguina. Bo oprócz tego, że zmiana musi być gwałtowna i redefiniująca, musi także być twoją indywidualną decyzją – czyli podjętą zupełnie samodzielnie, nie po namowie bliskich i bez ich wsparcia. No i najważniejsze: wybierając tę drogę, nic nie zyskujesz, jeśli chodzi o kwestie materialne. Wręcz przeciwnie: rzucasz pracę, która może i nawet przynosiła ci całkiem niezły dochód, co całkowicie destabilizuje twoje finanse, by zająć się czymś, na co – delikatnie mówiąc – nie ma specjalnego popytu. Wybierasz więc ‘być’ zamiast ‘mieć’. No dobrze, ale co popycha ludzi w kierunku tak radykalnych zmian? To decyzja z gatunku ‘teraz albo nigdy’, głębokie poczucie, że jeśli teraz nie wywróci się swojego życia do góry nogami, realizacja stawianych sobie celów stanie się niezwykle trudna lub wręcz niemożliwa. Czy warto iść w ślady Gauguina, rzucić wszystko i pójść własną drogą? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam.

Tekst: NS

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook