Dziś Światowy Dzień Rzucania Palenia. Zrobiłby to nawet James Dean

W ciągu zaledwie czterech miesięcy 2020 roku palenie rzuciło... milion osób. Dziś palenie papierosów to wręcz faux pas. Ale czy oby na pewno dobrze wiemy, co nas truje w papierosach?
.get_the_title().

Zacznijmy od chwytliwej uwagi nieocenionego mistrza Andrzeja Pągowskiego: “Papierosy są do du*y”. Bo są. I już. A co nas w nich truje? Nie, nie nikotyna! Nie, nawet nie tytoń! “Palacze palą dla nikotyny, ale umierają od dymu papierosowego i substancji smolistych” – to słowa prof. Michaela Russella, psychiatry z Imperial College w Londynie. Russell był pierwszym, który zwrócił uwagę na ten mit. Nikotyna nie jest głównym problemem palaczy. Jest nim spalanie tytoniu i dym papierosowy. Skoro mity mamy już za sobą, to sprawdźmy, ile palimy. I dlaczego tak dużo.

Kiedyś palenie zwyczajnie było modne, kojarzyło się z pięknymi reklamami i gwiazdami kina. Palili wszyscy i wszędzie, nawet w salach kinowych, podziwiając palącego na ekranie James Deana, czy w samolotach. Dziś powody są inne. Ogromne tempo życia, ustawiczny stres, chęć wpisywania się w oczekiwania rówieśników. To tylko niektóre przyczyny tego, że palenie papierosów jest dziś nałogiem o zasięgu globalnym. Statystyki nie pozostawiają w tym zakresie wątpliwości – osób, dla których „puszczanie dymka” stało się nawykiem, żyje w tej chwili na świecie od 1,1 do 1,3 mld. Ba, w samej Europie pali 209 mln ludzi, co stanowi aż 29 proc. populacji kontynentu. Polska niestety również trzyma się w tych klasyfikacjach mocno – po papierosy sięga u nas 31 proc. mężczyzn i 18 proc. kobiet, co daje całościowo ok. 8 mln osób.

Właśnie dlatego tak ważną inicjatywą jest organizowany w co trzeci czwartek listopada każdego roku Międzynarodowy Dzień Rzucania Palenia.

Inicjatywę zapoczątkował w latach 70. XX wieku dziennikarz Lynn Smith. Zrezygnowanie z papierosów na jeden dzień nagradzał on uwiecznieniem chętnych do podjęcia się wyzwania na okładce gazety. Efekt? Już w trakcie pierwszej edycji znalazła się tam wzmianka o 300 osobach, z których aż 9 proc. na dobre rozstało się z nałogiem.

Palenie papierosów dziś wydaje się wręcz faux pas i nawet James Dean czy Marilyn Monroe nie paliliby papierosów. Jak więc rzucić? W dużym uogólnieniu istnieją dwa główne podejścia do walki z paleniem: „endgame” oraz „tobacco harm reduction”.

Pierwsza z tych strategii polega na bezwzględnym odejściu od sięgania po papierosy.

W skali makro może to być np. zakaz sprzedaży i konsumpcji takich produktów narzucony ustawą. W skali mikro są to zaś wszelkie starania osoby uzależnionej, by na dobre rozprawić się z nałogiem. Jest to oczywiście bardzo trudne, o czym świadczą chociażby dane z Polski. Aż 80 proc. rodaków chce rzucić palenie, jednak finalnie, według prof. Rafała Pawliczaka, dokonuje tego zaledwie 1-2 osoby na 100. Sposobów, które przy dużej dozie samozaparcia są w stanie to ułatwić, znajdziemy na szczęście wiele.

Pomocne okażą się np. nikotynowe substytuty, jak plastry, gumy czy spraye. Można też liczyć na wsparcie ze strony specjalistów. Bardzo istotną rolę odgrywa psychika. Umiejętność zajęcia myśli (i rąk) czymś innym oraz uświadomienie sobie, że palenie wcale nie uspokaja, tylko pobudza, może się okazać istotnym krokiem ku wolności. Równie istotnym jak to, by nagradzać się za każdy drobny sukces, np. interwał kilku godzin bez papierosa w ręce. Można pomyśleć też nieco bardziej niekonwencjonalnie i spróbować potraktować jako dodatkową motywację… pandemię. W tym kontekście ciekawe wieści dotarły np. z Wielkiej Brytanii, gdzie w ciągu zaledwie czterech miesięcy 2020 roku (od marca do czerwca) palenie rzuciło… milion osób. Obawy, że w przypadku dalszego trwania w nałogu może on się przyczynić do znacznie cięższego przejścia ewentualnego zakażenia, przewyższyły wygodę dotychczasowych przyzwyczajeń.

Podejście „tobacco harm reduction” to zaś opcja dla osób, którym nie udało się wytrwać w ambitnych i radykalnych celach z „endgame”.

Opiera się ono na minimalizowaniu szkód wyrządzanych organizmowi oraz przejściu na przebadane produkty bezdymne, takie jak podgrzewacze tytoniu, niektóre e-papierosy czy snus (tytoń do żucia).

W papierosach tytoń spala się w temperaturze około 800 stopni Celsjusza, co sprawia, że do płuc dostają się setki szkodliwych związków chemicznych i substancji rakotwórczych. Powstają też wtedy substancje smoliste (tzw. tar) czy tlenek węgla (czad). Natomiast e-papierosy oraz podgrzewacze tytoniu podgrzewają płyn (e-papierosy) lub tytoń (podgrzewacze) w temperaturach od 200 do 350 stopni, co uniemożliwia procesy spalania i powstanie wielu toksycznych chemikaliów. Takie organizacje jak np. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) stwierdziły nawet, że podgrzewacze tytoniu produkują znacznie mniej toksyn niż papierosy. Ba, IQOS, jako jedyne urządzenie alternatywne na świecie, doczekał się nawet od FDA statusu “produktu tytoniowego o zmodyfikowanym ryzyku”.

Uporządkujmy więc fakty: każdy wyrób nikotynowy stanowi mniejsze lub większe zagrożenie dla zdrowia. Stopień szkodliwości i ryzyka może być różny dla poszczególnych produktów.

Najbardziej toksyczne są wyroby spalające tytoń, czyli konwencjonalne papierosy.

Znacznie mniej te, w których proces spalania został wyeliminowany i przebadany, to jest: podgrzewacze tytoniu, najstaranniej przebadany po względem medycznym jest tu wspomniany wyżej IQOS, niektóre e-papierosy oraz snus. Optymalnym rozwiązaniem dla palacza i jego organizmu jest jednak oczywiście natychmiastowe i całkowite zerwanie z nałogiem.

A jakie są lub były wasze sposoby na rzucenie palenia?

Zdjęcie główne: Unsplash

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: