Jak nie pokochałem od pierwszego zarzucenia ulubionego smart druga Baracka Obamy

Apatia, problemy z koncentracją czy prokrastynacja to skutki uboczne tempa oraz kierunków rozwoju większości współczesnych społeczeństw. Przypadłości te nie są klasyfikowane jako choroby. To nie znaczy jednak, że śmiałkowie nie zwalczają ich na własną rękę za pomocą coraz popularniejszych leków nootropowych.
.get_the_title().

Nazwa nootropy pochodzi od greckich słów noos (umysł) oraz trepein (skręcać, kierować, zmieniać). Zamiennie używa się określenia smart drugs. Oba rzeczowniki oznaczają bardzo obszerną kategorię specyfików (m.in. leki sprzedawane na receptę, zioła, suplementy diety), które mają zgodnie z deklaracjami producentów i dystrybutorów poprawiać funkcje poznawcze – „podkręcać” działanie umysłu.

Firma Zion badająca rynkowe trendy prognozuje, że w 2024 roku globalny rynek smart drugs osiągnie wartość wynoszącą 6 mld dolarów (badania z 2017 roku wykazały aktualną na tamten czas wartość 1,3 mld).

Wzrost jest szybki, a szczególnego paliwa do rozpędu nabrał nieco wcześniej. W 2011 roku miała miejsce premiera filmu „Limitless” („Jestem Bogiem”) z Bradleyem Cooperem w roli mężczyzny, który po zażyciu pigułki NZT-48 zyskał kognitywne supermoce i stał się najinteligentniejszą osobą na Ziemi. Komercyjny sukces tego obrazu zapewne nieprzypadkowo zbiegł się ze wzrostem popularności Modafinilu (na którym wzorowana była filmowa NZT-48) – nootropa przeznaczonego m.in. do leczenia narkolepsji i innych zaburzeń związanych ze snem. W roku premiery nieco ponad 650 tys. osób w Stanach Zjednoczonych miało receptę na Modafinil. Dwanaście miesięcy później liczba ta wzrosła do 1,9 miliona.

Zdjęcie: shianux (CC BY-NC-SA 2.0)

W tym samym roku, w którym „Limitless” pojawił się w kinach, mała, dopiero rozwijająca się firma farmaceutyczna Cephalon z Pensylwanii została przejęta przez izraelskiego giganta Teva Pharmaceutical Industries za zaskakujące 6 miliardów dolarów. Cephalon miał wówczas dość ubogą ofertę. W zasadzie produkował tylko dwa specyfiki, które sprawiły, że był wart swojej zawrotnej ceny: wspomniany Modafinil (sprzedawany pod marką Provigil) oraz podobny, jeśli chodzi o działanie, lek o nazwie Nuvigil (znany jako Waklert).

Zamulenie

Moja wyjątkowo krótka historia z nootropami (a nie licząc kawy, w zasadzie jednym nootropem) jest nieco inna niż większość tych, które do tej pory pojawiały się w mediach. Sięgnąłem po określany mianem króla leków nootropowych Modafinil (ponoć brał/bierze go sam Barack Obama), aby wydostać się z prokrastynacyjnego zapętlenia. Nie dla zwiększenia produktywności, gdyż wtedy zwyczajnie nie było czego zwiększać.

Zdjęcie: Frédéric Poirot (CC BY-NC-ND 2.0)

Najgorsze w silnej, nabierającej patologicznych rozmiarów prokrastynacji, czyli najprościej ujmując zwlekaniu, odkładaniu rzeczy na później, jest to, że trudno jest oddzielić przyczynę prokrastynacyjnego napięcia od jego skutku. W zasadzie skutek, czyli kolejne niewywiązania się z obowiązków na czas, staje się przyczyną następnych prokrastynacyjnych ucieczek, a co za tym idzie – jeszcze większych obsuw. Zaległości przybywa i coraz trudniej wydostać się spod przybierającej na wadze apatii.

Zdjęcie: Viktor Hertz (CC BY-NC-SA 2.0)

Prokrastynator uważany jest przez otoczenie za lenia, osobę, która z premedytacją odrzuca kapitalistyczny rygor produktywności. Tymczasem w rzeczywistości odczuwa on poczucie winy proporcjonalne do ilości zawalonych terminów. Prokrastynacja nie jest klasyfikowana jako choroba ani jako zaburzenie. Nie ma dedykowanego leku do jej zwalczania. Często towarzyszy bardziej złożonym problemom psychicznym. Jednak ze swoją uciążliwością potrafi wyjść na pierwszy plan i jednocześnie wzmacniać inne przykre objawy. Robiąc pobieżne rozpoznanie, czyli przeglądając wątki na forach oraz facebookowych grupach, od razu zauważyłem, że nie jestem sam.

Powody, dla których ludzie przeważnie w średnim wieku rozpoczynają swoją przygodę z Modafinilem, są różne. Wśród nich pojawia się chęć przełamania apatii, zwalczenia problemów z koncentracją czy właśnie wyjścia z prokrastynacyjnego zaklętego kręgu.

Jednak chyba najczęściej przewija się zadaniowe zapotrzebowanie na podkręcenie wydajności oraz wydłużenie okresu czuwania bez przerw na sen.

W kontekście popytu na medykamenty oraz suplementy diety Polska jest jednym z najprężniej rozwijających się rynków na świecie. Bardzo lubimy sięgać po pigułki, również te na lepszą pamięć i koncentrację. Oznacza to nie tylko wzrastającą konkurencyjność, ale także coraz wnikliwszy dozór urzędów, co skutkuje wprowadzaniem nowych obostrzeń w zakresie dopuszczanych do obrotu substancji i ich dawek – mówi mi Wojciech Nowosada, obserwator branży smart drugs, autor bloga “Gra na nerwach”.

Zamówienie

Na podstawie opinii krążących w sieci, potwierdzonych wysoką oceną na Trustpilocie, wybrałem pewien sklep internetowy. Stylistyka opisów produktów wskazuje, że zostały pospiesznie przetłumaczone. Strona zachęca pobudzającą kolorystyką i chwytliwymi hasłami typu „wyróżnij się ze zmęczonego tłumu”. Nie ma jednak na niej żadnych danych firmy.

Źródło zdjęcia: Unplash.com

W oficjalnej dystrybucji w Polsce nie uda nam się zaopatrzyć w zaawansowane smart drugs. W aptece i w polskich sklepach z suplementami kupimy zupełne podstawy, takie jak różne źródła choliny, kofeinę, teaninę, tyrozynę i tym podobne. Pod tym względem są w Europie dużo liberalniejsze kraje, a Polacy nierzadko posiłkują się aptekami wysyłkowymi zlokalizowanymi w Czechach i Rosji, gdzie można nabyć bez recepty nootropy, których w polskich aptekach albo nie ma, albo są wydawane tylko z przepisu lekarza. Popularne są też osobiste wizyty w przygranicznych aptekach po stronie ukraińskiej, wszak myśl medyczna krajów wschodnich zawsze była bardzo do przodu w opracowywaniu farmaceutyków sprzyjających funkcjom poznawczym – zauważa Nowosada.

Jednym z owoców tejże myśli jest odkryty w 1983 roku w Rosji fenylopiracetam. Pobudzający, poprawiający pamięć i zarazem obniżający poziom lęku środek powstał, by zwiększyć zdolność adaptacyjną radzieckich kosmonautów do warunków panujących podczas podróży po orbicie.

Co istotne, posiadanie oraz zażywanie specyfików kategoryzowanych jako smart drugs (tych niedostępnych w oficjalnym obrocie) nie jest w Polsce nielegalne. Niezgodna z prawem jest jedynie ich dystrybucja.

Wynika to z tego, że do leczenia tych samych schorzeń stosuje się inne, ściśle określone specyfiki. Uzyskanie recepty na Modafinil, jeżeli cierpi się np. na narkolepsję, jest u nas możliwe, ale jej realizacja wymaga oficjalnego importu z USA, co wiąże się ze sporym biurokratycznym zamieszaniem.

Oczywiście w Polsce, ze względu na duży popyt, dobrze funkcjonuje też szara strefa. Zaradni przedsiębiorcy rejestrują spółki np. w Wielkiej Brytanii lub Holandii, by lekkim łukiem obejść polskie regulacje. Prawnym przeciwwskazaniem do prywatnego importu (na potrzeby własne) omawianych substancji do Polski wydaje się jedynie ustawa antydopingowa z kwietnia 2017 roku, gdyż w jej spisie zakazanych substancji figurują również niektóre smart drugs. W praktyce jednak urzędy celne nie przejmują się szczególnie tymi przepisami, które są skierowane głównie do profesjonalnych sportowców  i ich kadr szkoleniowych, a szerokie zapisy o karach za import widnieją tak „na wszelki wypadek” – dodaje autor „Gry na nerwach”.

Zamówiłem Modalert, czyli, jak się później okazało z informacji zawartych na blistrze, preparat z Modafinilem produkowany w Indiach. 10 tabletek za trochę ponad 80 zł razem z przesyłką. Paczka ruszyła do mnie z czeskiej Ostrawy, nadana przez firmę o dziwnej i nieobecnej w sieci nazwie.

Zarzucenie

Przez cały dzień, który poprzedził moment, kiedy do drzwi zapukał kurier z płaską tekturową przesyłką, odczuwałem zwiększoną motywację. Udało mi się w zaskakującym stopniu przypiłować K2 zaległości. Gdy nazajutrz otrzymałem wyczekiwane remedium, trochę niewyspany przystąpiłem do dzikiej terapii.

Źródło zdjęcia: Unplash.com

Modafinil zwiększa stężenie ważnych dla sprawności kognitywnej neuroprzekaźników – dopaminy, noradrenaliny, oreksyny, histaminy, glutaminianu – w przestrzeniach synaptycznych mózgu. Nie ma działania narkotycznego, nie powoduje euforii. Brandowany jest jako pierwszy bezpieczny smart drug, choć od wprowadzenia go na rynek minęło dopiero ok. 25 lat, a wielu badaczy podkreśla, że wciąż nie jest znany dokładny mechanizm jego działania. Jak można przeczytać w opisie na stronie sklepu: „W twoim mózgu wszystkie przełączniki włączą się i utrzymają cię na fali potężnej energii przez co najmniej 8 godzin”.

Według deklaracji cierpiącym na deficyt snu Modafinil daje świeżość wyspanych, a wyspanym ponadprzeciętną koncentrację, uważność oraz energię do działania.

Zażyłem połowę zalecanej dawki dla nowicjuszy, czyli zaledwie 25 miligramów z 200 miligramowej tabletki – trudno było chwycić w palce wydzieloną część. Pierwsze efekty nadeszły po mniej więcej godzinie. Pojawiło się pozytywne zniesienie poczucia ociężałości spowodowanego niewyspaniem. Odświeżenie, które pozwoliło wziąć się do roboty.

Źródło zdjęcia: Unplash.com

Nieco później, po ok. 3 godzinach od zażycia, zaczęło być mniej przyjemne. Czujność pozostawała podkręcona, jednak świeżość została wyparta przez znużenie, które skutecznie hamowało jakąkolwiek kreatywność i paradoksalnie nie dawało się zredukować za sprawą wciąż obecnego pobudzenia. Pozostała tępa energia, która nadawałaby się chyba tylko do czuwania przy ognisku. Dodatkowo przez cały etap najmocniejszego działania leku (ok. 5 godzin) moje kursy do WC za potrzebą pierwszego stopnia były tak częste, że stanowiły bardzo uciążliwy rozpraszacz. W końcu nadeszło najtrudniejsze – konfrontacja ze snem. Zmrużyć oczy udało mi się z wielkim trudem jakieś 19 godzin od zażycia.

Zmiana?

Badania przeprowadzane przez chilijskich naukowców w kierunku efektów zażywania Modafinilu przez studentów wykazały, że w bezpośredni sposób nie poprawił on funkcji kognitywnych u młodych, zdrowych osób, które zażyły odpowiedniej ilości snu. Pozwolił natomiast zredukować zmęczenie u niewyspanych studentów na tyle, że osiągnęli oni wysoką sprawność intelektualną podczas wykonywania zadań.

W moim przypadku Modafinil zawiesił zmęczenie na mniej więcej 2 godziny, a na znacznie dłużej zatrzasnął mój umysł w pułapce standby’u.

Źródło zdjęcia: Unplash.com

Oczywiście każdy organizm reaguje na danego nootropa inaczej. Wiele zależy też od jego pochodzenia (konkretnej fabryki) czy też czynników sytuacyjnych, jak np. forma organizmu w danym dniu. Może trzeba było spróbować z większą dawką i wtedy korzystny efekt utrzymałby się dłużej, a znużenie w ogóle by się nie pojawiło? Tak czy inaczej, najpewniej nie będę robił podejścia nr 2 do Modafinilu. I to nie tylko ze względu na niezadowalający rezultat. Specyfik ten poprzez efekt placebo, sugestię, że zewnętrzny czynnik pozwoli w cudowny sposób odwrócić przykry status quo (co poskutkowało produktywną motywacją podczas oczekiwania na przesyłkę), uzmysłowił mi na poziomie organicznym dość oczywistą kwestię.

Kluczową przeszkodę stanowi brak wiary, że zmiana może wykiełkować od wewnątrz, przebijając się przez stertę zawalonych zobowiązań i niepodjętych inicjatyw.

Okazało się, że najważniejsze w przecięciu prokrastynacyjnej pętli jest złapanie wiatru w żagle i podtrzymywanie go za wszelką cenę każdym, nawet najmniejszym sukcesem w realizacji wyznaczonych zadań.

P.S. Nie należę do żadnej coachingowej sekty.

Zdjęcie główne: Arenamontanus/flickr.com (CC BY-NC 2.0)
Tekst: Paweł Konar

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: