Łosoś hodowlany – najbardziej toksyczna żywność na świecie

Z badań toksykologicznych wynika, że łosoś hodowlany ma więcej wspólnego z fast foodami niż zdrowym posiłkiem. Poza metalami ciężkimi jego tłuszcz kumuluje pięć razy więcej toksyn niż jakakolwiek inna żywność.
.get_the_title().

Gdyby łosoś pływał wolno w czystej wodzie, polując na plankton oraz drobne rybki, byłby dla nas jednym z najdoskonalszych źródeł wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin rozpuszczalnych w tłuszczach i wysokoprzyswajalnego białka. Tymczasem większość barwionych na jaskrawy pomarańczoróż łososi trafia na sklepowe półki z farm, gdzie za życia karmione paszą i szprycowane lekami, kumulują w sobie lipofilowe toksyny oraz metale ciężkie. W ten sposób ryby, których tłuszcz miał być niezwykle cennym elementem naszej diety, stają się w najlepszym razie pokarmem wątpliwej jakości a w najgorszym – trucizną.

Toksykolog Jerome Ruzzin, który w swojej pracy testował różne produkty żywnościowe dostępne w norweskich sklepach, odkrył, że łosoś hodowlany zawiera średnio pięć razy więcej toksyn niż jakikolwiek inny analizowany przez niego pokarm.

Od 2004 roku przeprowadzono szereg kolejnych badań i w globalnej ocenie uznano łososia hodowlanego najbardziej toksyczny pokarm na świecie. Poza znanymi nam już dobrze rtęcią i dioksynami – które mogą podrażniać skórę (jak u Juszczenki), powodować alergie, zaburzenia hormonalne i nowotwory, niszcząc przy okazji tarczycę – w hodowlanych łososiach można znaleźć małe laboratorium chemii organicznej. Badanie z 2011 roku opublikowane w czasopiśmie PLoS ONE wykazało, że przewlekłe spożywanie łososia hodowlanego przez myszy powodowało u nich szereg zaburzeń metabolicznych.“Nasze dane wskazują, że spożycie hodowlanego filetu z łososia przyczynia się do nieprawidłowości i chorób metabolicznych, w tym insulinooporności, cukrzycy typu 2 i otyłości oraz sugerują, że ważną rolę w tych procesach odgrywają POP” – twierdzą autorzy. POP (inaczej TZO), czyli trwałe zanieczyszczenia organiczne, to grupa związków, które, poza trwałością, łączy zdolność szybkiego rozprzestrzeniania się w środowisku, kumulacji w tkankach tłuszczowych oraz toksyczność.

W różnych badaniach i analizach tuszy łososia hodowlanego oznaczono w sumie aż 13 różnych rodzajów POP.

Na przykład polichlorowane pochodne bifenylu (PCB) stosowane w płynach hydraulicznych, smarach, klejach czy insektycydach. Mechanizm ich działania na człowieka nie jest w pełni znany, wiadomo jednak, że łatwo przenikają do wnętrza naszych komórek i włączają się w łańcuchy metaboliczne. Z badań na zwierzętach wynika, że PCB wywołuje nowotwory, ma działanie immunosupresyjne i neurotoksyczne, wpływa też na reprodukcję oraz rozwój młodych i może stanowić zagrożenie również dla zdrowia człowieka.

Naukowcy ostrzegają też przed PBDE, czyli polibromowanymi eterami difenylowymi. To klasa chemikaliów, które przez lata były stosowane jako środki zmniejszające palność plastików, tekstyliów i urządzeń elektronicznych. Powodują między innymi zaburzenia gospodarki hormonalnej oraz zmiany zachowań u zwierząt. Chociaż w 2004 roku nałożono spore ograniczenia na użycie wielu związków tej klasy, nadal są i będą zmagazynowane w dużych ilościach w środowisku.

Niedawno naukowcy z Uniwersytetu Pittsburskiego znaleźli dowody na obecność znacznych ilości PBDE w łososiu hodowlanym nawet w środowiskach rzekomo od niego wolnych.

Wielu dietetyków mimo wszystko twierdzi, że z łososia nie należy rezygnować, bo jest zdrowy. Jednocześnie zalecają zachowanie umiaru, jedzenie wyłącznie małych, czyli młodych ryb, które nie miały czasu skumulować dużych ilości toksyn i bezwzględne unikanie jedzenia łososia hodowlanego w ciąży i trakcie karmienia. Tylko czy takie zalecenia mogą tyczyć się naprawdę zdrowej żywności?

Tekst: AvdB

ZDROWIE