Ortoreksja – kiedy zdrowe odżywianie przeradza się w niezdrową obsesję

Z początku daje przyjemne poczucie dbania o siebie, po czym niezauważalnie zaczyna przejmować kontrolę nad wszystkimi aspektami codziennego życia.
.get_the_title().

Moja przyjaciółka – na potrzeby tego tekstu nazwijmy ją Agnieszką – bardzo zdrowo się odżywia. Do bezglutenowej owsianki dorzuca siemię lniane i nasiona chia, spożywa produkty bogate w błonnik, dba o to, aby po codziennym treningu dostarczyć organizmowi odpowiednią ilość białka, unika cukru pod każdą postacią (owoce są złe!) i produktów zawierających laktozę, stroni także od mięsa. Agnieszka skrupulatnie analizuje listy składników na produktach spożywczych, które kupuje, bezwzględnie eliminując te o choć odrobinę podejrzanym składzie. Je tylko w restauracjach znanych z dań bazujących na organicznych, lokalnych produktach. Codziennie wynajduje nowy superfood, który ma zwalczyć każdą, nawet jeszcze niezdiagnozowaną przypadłość. Pozornie wszystko jest okej, każdy powinien brać przykład z Agnieszki, a w prawidłowej diecie nie ma przecież nic złego.

Okazuje się jednak, że granica pomiędzy zdrowym odżywianiem a niezdrową obsesją jest bardzo cienka.

Z tego, że coś jest nie tak ze stylem życia mojej przyjaciółki, zaczęłam zdawać sobie sprawę powoli. Coraz trudniej było nam znaleźć miejsca na spotkania, bo w większości restauracji i barów jedzenie jest niezdrowe i bazuje na składnikach niewiadomego pochodzenia. Po każdym posiłku, nawet tym przygotowanym samodzielnie z “najczystszych” produktów, Agnieszka narzekała na niestrawność, winę zwalając na nieistniejący gluten, śladowe ilości laktozy czy za wysoki poziom sodu. Z żołnierskim rygorem eliminowała coraz większe grupy produktów ze swojej diety, która przybrała zmutowaną formę dziwacznej kombinacji pomiędzy bezglutenową, Paleo i wegańską. Każde “zdrowe” jedzenie oddalało Agnieszkę od chorób i przypadłości, które napawały ją panicznym strachem. Gdy czasami zdarzyło się jej zjeść coś “złego”, katowała się nie tylko psychicznie, ale i fizycznie, przeprowadzając radykalny, kilkudniowy detoks, aby jak najszybciej pozbyć się śmieciowych pokarmów ze swojego organizmu (pewnie i tak wywołały już raka).

Źródło: NetDoctor

Misja zdrowego odżywiania zajęła tak dominującą pozycję w życiu Agnieszki, że dziewczyna zniknęła z towarzyskiej powierzchni Ziemi. Przestała spotykać się ze znajomymi, bo ci jedli “brudne”, pełne szkodliwych substancji jedzenie, a do tego popijali je napojem alkoholowym. Sporo straciła na wadze i to podtrzymywało ją w przekonaniu, że obrana przez nią żywieniowa ścieżka to droga to zdrowotnego El Dorado.

Źródło: Travel Nurse Source

Moda na zdrowe, “czyste” jedzenie idealnie wpisuje się w kulturę perfekcjonizmu promowaną w mediach społecznościowych. Jednak opieranie decyzji dotyczącej tego, co wkładamy do ust, na przekonaniu, że jedne potrawy promują zdrowie i piękno, podczas gdy drugie wywołują choroby i zmarszczki, może doprowadzić do poważnych problemów. Jeżeli ktoś spędza przeważającą część swojego dnia zastanawiając się, jaki wpływ na jego organizm będzie miał każdy kęs jedzenia, bez wątpienia ma niezdrowy związek z pokarmem. A stąd już niedaleko do zaburzenia odżywiania zwanego ortoreksją.

Ortoreksja to patologiczna obsesja na punkcie biologicznej czystości jedzenia.

Osoba, która na nią cierpi, dąży do osiągnięcia żywieniowego perfekcjonizmu – w sposób, który przejmuje kontrolę nad jej życiem. W Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ortoreksja opisywana jest jako “zaburzenie odżywiania nieokreślone”. Nie ma oficjalnych wytycznych, jak ją zdiagnozować. Ortorektyków cechują jednak pewne łatwo dostrzegalne wzorce zachowań, które pozwalają rozpoznać tę niebezpieczną chorobę. Oto kilka z nich:

Restrykcyjność

Jednym z głównych aspektów ortoreksji jest eliminacja pewnych grup pokarmów w przekonaniu, że są one szkodliwe dla zdrowia lub uczulają. Usuwanie z diety produktów zawierających gluten, laktozę czy soję z powodu rzekomej nietolerancji pozbawia organizm niezbędnych minerałów i składników odżywczych, co prowadzi do niedożywienia i stawia w niebezpieczeństwie ogólny stan zdrowia i samopoczucie.

Kontrola

Osoby cierpiące na ortoreksję w restrykcyjny sposób kontrolują nie tylko swoją dietę, ale także inne aspekty życia. Codzienna egzystencja zaczyna kręcić się wokół jedzenia i to właśnie tej czynności podporządkowane są wszystkie inne. Gdy spotkanie ze znajomymi w restauracji staje się wydarzeniem stresogennym (bo utracono kontrolę nad procesem przygotowania jedzenia i listą zakupów), to może być znak, że cierpi się na zaburzenia odżywiania.

Niezdrowy stosunek do jedzenia

Demonizowanie każdego aspektu życia, która daje nam przyjemność jest niebezpieczne. To samo tyczy się jedzenia. Jeżeli do pewnych pokarmów przypina się łatkę “szkodliwych” i ich spożywanie wywołuje palące wyrzuty sumienia, poczucie wstydu lub złe samopoczucie, wiemy, że nasz stosunek do jedzenia stał się niezdrowy.

Źródło: Greatist

Ortoreksję trudno jest rozpoznać, zwłaszcza osobie, która na nią zapada. Z początku choroba ta daje przyjemne poczucie misji, jaką jest zdrowe odżywianie. Nadaje cel codziennym wyprawom po zakupy, wynagradza dobrym samopoczuciem po zjedzeniu zdrowego, pełnowartościowego posiłku. Sprawia, że czujemy się świetnie, tak dobrze o siebie dbając. Niezauważalnie przemienia się jednak w niezdrową obsesję, po cichu i znienacka przejmując kontrolę nad wszystkimi aspektami codziennej egzystencji.

Ortoreksja nie jest jeszcze tak rozpoznawalnym i powszechnym zaburzeniem odżywiania jak anoreksja czy bulimia. Tym bardziej jest jednak niebezpieczna – zwłaszcza, że w dzisiejszym świecie, tak opętanym na punkcie “czystości jedzenia”, odróżnienie choroby od próby zdrowego odżywiania jest niezwykle trudne.

Tekst: Alicja Olko

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: