Miasto dla wszystkich. Amerykański start-up zbuduje największy na świecie dom colivingowy

Ceny mieszkań przyprawiają o zawrót głowy. Na szczęście koncepcja miasta się zmienia. W Dolinie Krzemowej powstanie luksusowe dormitorium dla ośmiuset osób, w którym wynajmującym zapewnia się nie tylko bliskość innych ludzi, ale też wieczór z malarstwem Boba Rossa.
.get_the_title().

Będzie to największy dom na świecie dla osób w wieku pracującym. Osiemnastopiętrowy budynek powstanie w centrum San Jose w stanie Kalifornia. Zasiedlą go ci, dla których ciasna sypialnia jest pożądaną ascezą, a nie złem koniecznym. W colivingu nigdy nie chodziło o niezależność. “Czy człowiek, który wynajmuje ci mieszkanie kiedykolwiek podwiózł cię do domu po wizycie u dentysty? U nas to normalne ♥” – zachęca autor pomysłu, start-up Starcity. Projekt mieszkaniowy amerykańskiego start-upu ma na celu stworzyć coś w rodzaju olbrzymiej komuny, w której ludzie koegzystują.

Remedium na społeczną izolację będą stanowić swego rodzaju dzielnice rozpościerające się na każdym piętrze.

Proksemika czyni cuda. Dlatego na zewnątrz, pomiędzy klatkami, znajdzie się przestronny taras. W pełni umeblowane kuchnie przybiorą kształt otwartych stołówek, a łazienki luksusowego biwaku. Czy to nie raj dla millenialsów? Podróż i mieszkanie w jedynym.

Może to przygnębiające, że potrzebujemy tyle zachodu, by się spotkać. Może mało autentyczne jest wypełnianie czasu wolnego podziwianiem malarstwa Boba Rossa, na które zapisujesz się na tym samym portalu, gdzie płacisz czynsz.

A może to najlepszy możliwy sposób na walkę z samotnością.

Jon Dishotsky, CEO Starcity, obiecuje, że ceny wynajmu w colivingowym Titanicu wyniosą mniej niż 2 tys. dolarów miesięcznie. W tę kwotę wlicza meble, niezbędne narzędzia, WiFi oraz (uwaga!) eventy organizowane w ramach wspólnoty. – Codzienność w budynku Starcity będzie po prostu mniej stresująca (nie musisz instalować routera ani robić zakupów w IKEA), z lepszym feng shui, które zachęca do kontaktów towarzyskich – tłumaczy Dishotsky.

SOMA SOUTH PARK, coliving Starcity w San Francisco, źródło: starcity

Dishotsky wierzy, że taka forma stanie się dla wielu wygodna, choć będzie wymagała redefinicji tego, czym jest dom. Jeśli to się uda, ludzie zostaną w mieście na dłużej, a miasta zyskają znów społeczne oblicze. Mieszkanie w takim Titanicu wiąże się jednak z szeregiem problemów natury prawnej.

Dopiero od kwietnia tego roku coliving został uznany w Kalifornii za legalną formę wykorzystywania przestrzeni. Zanim z mieszkaniowego trendu stanie się to normą, miną lata.

Budowanie spektakularnych wieżowców przy wielkich drogach to błąd: dzielą przestrzeń, w której żyją ludzie, a na koniec dnia zmuszają ich do podróży samochodem na drugą stronę miasta – mówi Alex Shoor, szef agencji nieruchomości w San Jose. Coliving, jak renesans, chce na nowo ustanowić w centrum naszego zainteresowania człowieka i jego relacje z innymi. Od idei daleko jednak do realizacji. Jak to będzie wyglądało w praktyce? Oby nie jak idylliczna wyspa z „Władcy Much” Williama Goldinga.

Zdjęcie główne: Starcity
Tekst: Magdalena Czubaszek

DESIGN