UAU Project: mała manufaktura 3D z Warszawy, którą pokochał świat

UAU Project, czyli Justyna Fałdzińska i Miłosz Dąbrowski, mówią o sobie cyfrowi rzemieślnicy. Ich projekty 3D zobaczycie na całym świecie, a ich styl jest rozpoznawalny i naśladowany. Razem z Lenovo Polska zaglądamy do ich manufaktury 3D w Warszawie i przyglądamy się z bliska pięknym projektom z bioplastiku.
Banner Image

Warszawa 3.0? Co ją buduje, jak się zmieniła? Razem z Lenovo Polska przyglądamy się zmianom, innowacyjnym branżom, ciekawym projektom, firmom i przede wszystkim ludziom, którzy odpowiadają za zmiany.

Justyna Fałdzińska i Miłosz Dąbrowski z warszawskiej manufaktury UAU Project oddali się drukowi 3D. Stali się inspiracją dla innych, pionierami, których styl naśladowany jest na całym świecie. Tworzą niezwykłe wazony, totemy, lampy i inne elementy, które zyskały fanów na całym świecie (zajrzyjcie koniecznie na ich Instagram). Ich projekty znajdziecie w sklepach: od USA, czy Danii po Australię. Oboje są projektantami, artystami, ale mówią o sobie cyfrowi rzemieślnicy. Maszyny współgrają z ich procesem twórczym. Odwiedziliśmy ten zgrany duet w ich pracowni i przy szumie drukarek 3D porozmawialiśmy z Justyną i Miłoszem o produkcji, rozwoju zrównoważonym i przyszłości, a towarzyszył nam w tym dniu niezawodny laptop do zadań specjalnych Lenovo ThinkBook. 

Nasze 'romantyczne wyobrażenie’, że każdy będzie mieć drukarkę 3D w domu, a my będziemy projektować jedynie pliki cyfrowe, które ludzie będą kupowali i drukowali, musieliśmy szybko porzucić.

F5: Skąd u Was fascynacja drukiem 3D? 

Miłosz: Zaczęło się już na studiach na warszawskim ASP. Druk 3D wydał nam się przyszłością: jest wszechstronny, a możliwości jego zastosowania olbrzymie. Jesteśmy projektantami, ale doceniamy też inne nisze świata 3D. Świat nerdów projektujących i drukujących figurki smoków też jest ciekawy, bo tworzą rzeczy, na które nikt by nie wpadł. Potrafią nawet robić muzykę na drukarkach 3D. To, co teraz słyszymy w naszej pracowni, to silniki krokowe. Z tego szumu niektórzy potrafią rozpisać oktawę i napisać kod, który gra melodię.

Kiedy zaczęliście tworzyć swoje projekty?

Justyna: Rewolucja zaczęła się po 2013 roku. Zeszły patenty, pojawiły się open source’owe projekty i można było złożyć drukarkę samemu, ale nie odważyliśmy się na to. Zamówiliśmy w jednej z pierwszych amerykańskich firm drukarkę komercyjną. Była cholernie droga… Dziś moglibyśmy kupić za nią 5 drukarek.

Miłosz: Po dwóch miesiącach czekania przyszła i szybko okazało się, że to będzie długa droga.
Justyna: Myśleliśmy, że nasza drukarka to cudowna maszyna, która robi wszystko, natomiast poczuliśmy opór materii i zderzenie z ograniczeniami. Problemem były nawet filamenty (wypełnienia do drukarek), ale zaczęliśmy eksperymentować.

Kiedy osiągnęliście zadowalający efekt?

Justyna: W 2016 roku po 3 latach eksperymentów i walki osiągnęliśmy efekt, który nas cieszył. Żeby poznać drukarkę, musisz na niej przedrukować sporo rzeczy.

Miłosz: Na początku projektowaliśmy skomplikowane rzeczy, które drukowały się 10 godzin. Nasza praca i eksperymentowanie sprowadzało się do tego, żeby osiągnąć określony efekt w jak najkrótszym czasie przy zachowaniu najwyższej jakości.

Justyna: Na początku myśleliśmy, że będziemy tylko projektować pliki do druku. Mamy 2022 rok, a ludzie nadal w domach nie mają drukarek 3D. Powstają ciekawe projekty na przykład butów do druku, ale to jeszcze pieśń przyszłości.
Miłosz: Trzeba przyznać, że to ostatnio przyspiesza. Najfajniejsze projekty wearables są projektowane przez ludzi z metaverse’u i trafiają na ulice z metaversu.

Banner Image

Nie chcemy, żeby nasze rzeczy były elitarne. Nasze mniejsze artefakty są dostępne finansowo. Cieszy nas to. Jesteśmy dalej małą manufakturą 3D. Kiedy Chińczycy chcą zamawiać u nas absurdalne liczby naszych projektów, stopujemy ich.

W pracowni widać dużo waszych prób. To jest wirtualny design w realu, design haptyczny, którego możesz dotknąć… Nawet faktura jest przyjemna w dotyku.

Miłosz: Dokładnie. To jest coś, co nas w tym kręciło od zawsze.
Justyna: Ta faktura daje fajny moment sensoryczny. To jest nasz wyróżnik, znak rozpoznawczy. Powstaje teraz dużo firm, które kopiują nasz styl i nasz sposób projektowania. Z jednej strony można się złościć, a z drugiej to nieuniknione, jeśli jest się pionierem w jakiejś dziedzinie. Niedawno widzieliśmy tutorial na YouTube, który pokazywał ‚Jak robić rzeczy w stylu UAU Project’. To chyba komplement.

Jesteście fejmem druku 3D?

Miłosz: W projektowaniu i używaniu druku 3D pewnie tak. Jakość, faktury, kolory, ale też pomysły na aranżacje – ludzie próbujący sił w druku 3D często nas o to pytają. Mamy wrażenie, że projektantom brakuje odwagi w kwestii koloru, zresztą kolor wydaje się także kodem przypisanym różnym krajom.

Kto lubi kolor najbardziej? 

Miłosz: USA, Korea, Dubaj, Katar, Włochy, Dania, Holandia. We Francji lubią pastele. Niemcy kochają pomarańczowy… Australia jest ciekawa, preferują kolory natury, jesienią wolą kolory ziemi, na lato ‘happy hardcore’. Ponieważ 99 proc. naszych zamówień pochodzi zza granicy robimy własne badania nad kolorem (śmiech). Moglibyśmy napisać o tym pracę. 

Najbardziej szalony kolorystycznie naród?

Justyna: Zdecydowanie USA… Ludzie z Kalifornii, Miami, Nowego Jorku bawią się kolorami, ufają też projektantowi. Sporo zamawiają i są to współpracę stałe z rozmaitymi sklepami. Można nas znaleźć w sklepach w Stanach, Australii, czy w Europie.

Najciekawsze zamówienie?

Miłosz: Totemy dla restauracji Muzealnej, każdy po 2,5 m – duże ciężkie, montowane bez kleju, musiały być idealnie spasowane, żeby były stabilne. Mamy na razie jedną drukarkę, która produkuje duże rzeczy i jest ona kapryśna, zbudowaliśmy ją zresztą sami. Zrobiliśmy na niej bardzo duży wazon dla DJ-ki Peggy Gou. 

Jak pracujecie z innymi artystami? Macie na koncie różne kolaboracje. 

Justyna: Mieliśmy fajne kolabo z zespołem muzycznym ze Stanów, który zamówił u nas wazonik na premierę albumu zainspirowany ich muzyką. Nasza pierwsza kolaboracja była pandemiczna i był to wspólny projekt z hiszpańską artystką Mirandą Makaroff. Zaczęliśmy się obserwować na Instagramie i szybko rozmawiać o wspólnym projekcie. Ona robi bardzo kolorowe obrazy i stylistycznie pasowaliśmy do siebie. Wspólnie zaprojektowaliśmy i zrobiliśmy 8 bardzo kobiecych, trochę erotycznych totemów. Nie zabrakło kobiecych biustów, podwójnych twarzy. Robiliśmy projekty na podstawie jej rysunków. 

Miłosz: Mamy też na koncie naszą autorską kolekcję Things of Rave przygotowaną na pierwszą wirtualną edycję Touch Design Week w wirtualnej rzeczywistości. W pokojach wirtualnych pokazywane były cyfrowe projekty różnych projektantów. Galeria 2D plus. Wcześniej braliśmy udział w wirtualnej wersji London Design Week, gdzie faktycznie było VR-owe, ale przeciążone serwery nie dawały rady. 

Sprzęt? Do naszej codziennej pracy potrzebujemy mobilnego, ale jednocześnie bardzo wydajnego urządzenia, które pozwoli na komfortową pracę w programach takich jak CAD lub Rhinoceros 3D.

Jakie macie wymagania techniczne?

Miłosz: Projektujemy w Rhinoceros 3D, które jest fajnym narzędziem dla projektanta, a zwłaszcza plugin Grasshopper pozwalający na projektowanie parametryczne. Pracujemy tylko w tym dodatku. Cały czas się go uczymy, więc nasze projekty ewoluują, jesteśmy w stanie zrobić coraz lepsze, skomplikowane formy.

Sprzęt? Do naszej codziennej pracy potrzebujemy mobilnego, ale jednocześnie bardzo wydajnego urządzenia, które pozwoli na komfortową pracę w programach takich jak CAD lub wspomnianym Rhinoceros 3D. Niektóre programy cadowskie działają już w chmurze, jednak wciąż sprzęt jest istotny. Co prawda do naszej pracy nie potrzeba wyspecjalizowanego do renderingu sprzętu, gdzie sam procesor kosztuje 60 tysięcy, ale dobra karta graficzna i odpowiednia ilość RAM to klucz do sukcesu. Projekty możemy wysłać dziś zdalnie z laptopa z każdego miejsca, jesteśmy mobilni.

Justyna: Jeśli chcesz być zaangażowanym projektantem, rzemieślnikiem cyfrowym musisz być obecny. Projektujemy nasze obiekty sami, produkujemy je sami, oczywiście za pomocą narzędzia, jakim jest drukarka 3D, ale nasza obecność nadal jest potrzebna, nadal wymaga ogromu pracy. Musimy znać doskonale nasze narzędzie. Musimy umieć je naprawić, żeby nie polegać na innych. Jesteśmy gikami 3D.

Miłosz: Nie ma drukarki ‘plug and play’. Musisz pracować z drukarką, znać ją, poświęcić jej czas, siebie, nauczyć się wszystkiego. Nasze drukarki reagują na temperaturę, otoczenie, wilgotność.

Justyna: Musisz znać też materiał i jego właściwości. Ostatnio testowaliśmy utdoorowy poliamid z mączki kukurydzianej, który może być stosowany do użytku zewnętrznego. Ma wyższą odporność termiczną, nie traci koloru, bo ma odporność UV, jest również odporny na wodę. Jest to materiał pochodzenia roślinnego, ze źródeł szybko odnawialnych, a nie kopalnych, nie używamy zresztą innych materiałów. Nie śmierdzi, nie jest toksyczny. Oczywiście podczas pracy drukarek jakieś particle się uwalniają, ale nie jest to toksyczne.

Szybki dysk czy rozwiązania dedykowane kreatywnej pracy takie jak NVIDIA Studio znacznie optymalizują procesy projektowania. Laptopy Lenovo ThinkBook 16p 2. generacji, które łączą wszystkie najważniejsze dla projektantów cechy i w dodatku wyposażone są w wydajną kartę graficzną z rodziny Nvidia RTX 30 – są stworzone dla osób, które nie akceptują półśrodków. Dzięki temu projekty można wysyłać dziś zdalnie z laptopa z każdego miejsca. Kreatywność i wolność

Banner Image

Nasze rzeczy są robione na zamówienie. Nie ma nadprodukcji. Możesz zamówić spersonalizowany produkt – wybrać kolor, wielkość, formę. Nasze projekty stoją w sklepach na całym świecie, ale w ograniczonej liczbie.

Wasza produkcja jest niemalże zero waste i jak podkreślacie, jest to dla was ważne… Jak to się robi?

Justyna: Szybko zorientowaliśmy się, że nie chcemy marnować materiału. Zaczęliśmy projektować w taki sposób, żeby w naszych projektach nie było materiału podporowego. Jedynym ‘śmieciem’ jest linia wstępna. Mamy może 3 pudełka odpadów z tych wszystkich lat i nic więcej.

Miłosz: Nie używamy też żadnych dedykowanych opakowań, często pakujemy w pudełka używane wielokrotnie. W końcu, jaka to różnica? Chodzi o to, co jest w środku. Zawsze też prosimy, żeby recyklingować je dalej.

Justyna: Mamy też konsultanta od tworzyw, żeby ktoś nam nie wciskał kitu i greenwashingu. Plastik z alg? To jest ten sam plastik, z którego produkujemy, ale z dodatkiem alg. Pojawia się pytanie – jak to wtedy zrecyklingować? To często brzmi fajnie, ale nie jest skalowalne… A zatem czy jest faktycznie bardziej zrównoważone? Dla nas to jest mega ważne.

Miłosz: Skandynawia stoi kompostowalniami przemysłowymi. Tam łatwiej pozwolić sobie na eksperymenty z nowymi tworzywami. Pracujemy obecnie z dwoma producentami materiału, jednym z Włoch, drugim z Holandii, który robi materiał z recyklingu. Producent z Włoch przekazuje nam z kolei odpad poprodukcyjny, który ma świetne wybarwienie i powstają z niego wielokolorowe produkty.

Justyna: Zawsze wychodzi z niego coś pięknego, ale nigdy do końca nie wiesz, jaki to będzie kolor. To też jest cudowne.

Chcemy się rozwijać w sposób zrównoważony. Nie nastawiamy się na ciągły wzrost, wolimy się skupić na tym, żeby nasze projekty były coraz lepsze. 


Czego Wam życzyć?

Justyna: Chcemy projektować. Najfajniejszy jest proces projektowania, eksperymentowania. Jesteśmy przede wszystkim projektantami, a zarządzanie biznesem nas nie kusi.
Miłosz: Inwestorzy? Stres? Zrównoważony rozwój jest dla nas najważniejszy. Nie chcemy oderwać się od naszego produktu, od naszych projektów.

Robicie piękne lampy, co jeszcze chcielibyście robić, lub nad czym pracujecie?

Justyna: Na pewno chcielibyśmy robić większe formy, kolejne lampy, chcemy wejść w małe formy meblowe jak stoliki. Sideboard, który jest w pracowni, powstał z naszych nóg oraz z drewna pochodzącego z recyklingu – jest to stara więźba dachowa ze szpitala dziecięcego na Kopernika – 180-letnie belki dachowe. Nogi, mimo że wyglądają na kruche i delikatne są bardzo wytrzymałe, mają grube ścianki, faktura i struktura sprawiają, że są mocne i wytrzymują duże obciążenia.

Gdzie Was można zobaczyć w Polsce?

Justyna: W restauracji Muzealnej w Muzeum Narodowym w Warszawie można zobaczyć totemy i lampy. A tak, to głównie za granicą. Mamy sporo wystaw na koncie. Byliśmy na wystawie w Mediolanie, którą organizowała galeria z Nowego Jorku, w One Room Gallery w Londynie.

Ja bym was widziała w lobby jakiegoś pięknego luksusowego hotelu w Warszawie.

Mieliśmy takie zapytanie z hotelu z Manhattanu, proces realizacji przerwała pandemia, ale wszystko przed nami.

www.uaushop.eu
Zdjęcia: Kuba Łysiak  180-letnie belki dachowe. Nogi, mimo że wyglądają na kruche i delikatne są bardzo wytrzymałe, mają grube ścianki, faktura i struktura sprawiają, że są mocne i wytrzymują duże obciążenia.

Gdzie Was można zobaczyć w Polsce?

Justyna: W restauracji Muzealnej w Muzeum Narodowym w Warszawie można zobaczyć totemy i lampy. A tak, to głównie za granicą. Mamy sporo wystaw na koncie. Byliśmy na wystawie w Mediolanie, którą organizowała galeria z Nowego Jorku, w One Room Gallery w Londynie.

Ja bym was widziała w lobby jakiegoś pięknego luksusowego hotelu w Warszawie.

Mieliśmy takie zapytanie z hotelu z Manhattanu, proces realizacji przerwała pandemia, ale wszystko przed nami.

www.uaushop.eu
Zdjęcia: Kuba Łysiak 

Banner Image

Banner Image

DESIGN