Prawdziwa cena „zielonego złota”

Obsesja na punkcie tego owocu nie zwalnia – ludzie w najróżniejszych zakątkach świata chcą się zajadać guacamole i tostami z awokado. Jednak rosnący popyt na „zielone złoto” nierzadko jest dla krajów produkujących owoc tragiczny w skutkach. Do Meksyku czy Chile dołącza teraz Kenia, w której plantacje awokado zagrażają przetrwaniu dzikiej fauny i flory.
.get_the_title().

Położony u podnóża Kilimandżaro Park Narodowy Amboseli jest domem dla blisko 2 tysięcy słoni, a także licznych zebr, antylop czy lwów. Przepiękne krajobrazy oraz możliwość obserwacji dzikich zwierząt w naturalnym środowisku przyciągają do kenijskiego parku coraz więcej turystów. Jednak za sprawą rozwoju turystyki na dziewiczych terenach pojawia się coraz więcej zabudowań oraz terenów pod uprawę. Aby tamtejszy ekosystem mógł przetrwać, lokalni konserwatorzy wyznaczyli dla zwierząt specjalne korytarze ekologiczne. Niestety, przyszłość nawet tych obszarów stoi obecnie pod znakiem zapytania.

Nowym zagrożeniem dla dzikiej fauny i flory jest właśnie awokado.

Grafika: Jawahir Al-Naimi/Al Jazeera

Chociaż Kenia nie jest pierwszym krajem, który skojarzylibyśmy z plantacjami awokado, panują tam idealne warunki do uprawy owocu. Kenijski eksport awokado wart był w ostatnim roku 127 milionów dolarów – o 36 milionów dolarów więcej niż w poprzednich dwunastu miesiącach. Za tak dynamiczny wzrost odpowiedzialny jest przede wszystkim wysoki popyt na ten zielony owoc w Chinach.

Przedstawiciele potężnej chińskiej klasy średniej coraz częściej podążają bowiem za zagranicznymi trendami w odżywianiu – chcą znaleźć w swojej diecie coraz to nowe superfoods i potrawy, które królują w hipsterskich restauracjach Los Angeles czy innego modnego w danym momencie miejsca.

Kenijskie plantacje awokado rozrastają się więc, by sprostać oczekiwaniom zagranicznych konsumentów. Wybór miejsca na nową plantację producenta KiliAvo Fresh Ltd wzbudził jednak ogromne kontrowersje, bowiem awokado miałoby być uprawiane na terenach korytarza ekologicznego łączącego Park Narodowy Amboseli z dwoma innymi obszarami chronionymi. Plany producenta zielonego owocu stanowią więc zagrożenie dla żyjących w okolicy dzikich zwierząt – rozpoczęcie uprawy awokado na wspomnianych terenach utrudniłoby migrację zwierząt oraz dostęp do wody i pastwisk. Lokalnym aktywistom i konserwatorom przyrody udało się wprawdzie zatrzymać na razie realizację projektu – według KiliAvo Fresh Ltd bezpodstawnie, bo jak zapewnia, plantacje wcale nie obejmowałyby terenów chronionych. Decydujący głos w sporze będzie teraz miał Narodowy Trybunał ds. Środowiska, jednak nawet jeśli w tym konkretnym przypadku korytarz ekologiczny uda się uratować, podobne sytuacje coraz częściej będą się pewnie powtarzać.

Zdjęcie: David McNew/Getty Images

Kenia staje się tym samym kolejnym krajem, który padł ofiarą światowej mody na awokado. W Meksyku, który jest największym producentem tego owocu, od kilku lat działają tak zwane „kartele awokado”, czyli grupy przestępcze walczące o wpływy w handlu „zielonym złotem”. Z kolei w Chile mieszkańcy położonych niedaleko plantacji miejscowości mają problemy z dostępem do wody, która zużywana jest w ogromnych ilościach na podlewanie drzewek awokado, potrzebujących do wzrostu naprawdę dużego nawodnienia. Nie dziwi więc, że rośnie grupa świadomych konsumentów, rezygnujących z jedzenia awokado, a także liczba restauracji, które nie używają owocu w swoim menu (na ten temat pisaliśmy wcześniej tu i tu).

Żródło: cbc.ca

Zdjęcie główne: Shutterstock/Anna Shepulova
Tekst: AD

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook