Czy Francja dobrze robi, ignorując religijne zwyczaje przyjezdnych?

Asymilacja powinna być kluczowym aspektem przy przyznawaniu obywatelstwa?
.get_the_title().

W dobie wzmożonych ruchów migracyjnych do Europy kwestia warunków, które trzeba spełnić, by otrzymać obywatelstwo w wielu krajach stała się niezwykle paląca. Jak ogromne emocje wzbudza wątek asymilacji, pokazała np. ostatnia afera z Mesutem Oezilem w Niemczech, o której pisaliśmy tutaj. Tym razem przyjrzyjmy się jednak Francji, oazie różnorodności, czego przykładem są chociażby dwa zwycięskie w ciągu ostatnich 20 lat Mundiale, ale i państwu, które starannie zwalcza niekompatybilne z francuskim systemem prawnym zwyczaje przyjezdnych w przestrzeni publicznej.

Najgłośniejszym tego przykładem była afera z pochodzącą z Algierii kobietą, która w 2016 roku podczas oficjalnej ceremonii nadania obywatelstwa odmówiła uściśnięcia ręki urzędnika. Islam zabrania bowiem fizycznego kontaktu między kobietą a obcym mężczyzną. Francuski sąd nie wykazał się zrozumieniem wobec jej systemu wartości i po dwóch latach od tamtego wydarzenia uznał zachowanie Algierki za „symboliczny dowód na to, że nie jest ona zasymilowana”. W lokalnym prawie stanowi to wystarczający argument, by móc odebrać obywatelstwo. I tak właśnie się stało. Dzięki poślubieniu w ojczystym kraju Francuza (już w 2010 roku), miała ona prawo do uzyskania w dogodnym dla niej czasie paszportu innego państwa. Kobieta decyzję sądu określiła nadużyciem władzy.

I choć wnioskowanie ogólne na bazie jednostkowych przykładów często bywa mylne, tu akurat dość dobrze naświetla zderzenie francuskiego systemu z tradycjami przyjezdnych. Współczesna Francja w takich decyzjach często odwołuje się do swojej historii – po długiej walce z kościołem w 1905 roku ustalono prawo, którego celem było utrzymywanie wszelkich śladów religii z dala od przestrzeni publicznej.

To właśnie powołując się na ówczesne ustalenia i podskórnie pulsujący w żyłach narodu sekularyzm, podejmowano w ostatnim czasie między innymi takie decyzje, jak wdrożenie zakazu noszenia islamskich chust na głowie wprowadzony w szkołach stanowych od 2004 roku. Innym przykładem wykorzystania tego zapisu było zaś zakazanie ubierania nikabu (muzułmańskiej zasłony na twarz) w 2010 roku.

fot. bigthink.com

Wątpliwości co do aż tak restrykcyjnego podejścia do odmienności artykułuje czasem Emmanuel Macron, który podkreśla, że ludzie, choć może nie ostentacyjnie, ale powinni móc czuć się swobodnie ze swoimi przekonaniami. Dodaje też, że choć także nie podoba mu się widok kobiet, które z religijnych względów ubierają się w określony, bardzo wyróżniający je na tle reszty społeczeństwa sposób, to nie byłby aż tak stanowczy jak niektórzy politycy.

To poszukiwanie balansu pomiędzy państwowym ładem i porządkiem a prawami jednostek do manifestowania swoich poglądów stanowią dziś swoisty papierek lakmusowy współczesnej, próbującej się zdefiniować Francji. I to te poszukiwania określą zapewne za jakiś czas tożsamość tego niezwykle złożonego etnicznie kraju. A wy jak uważacie – kraj gospodarz powinien zakazywać symbolicznych manifestacji swojej kulturowej odrębności poprzez ubiór i gesty, czy je tolerować?

Tekst: WM
Źródło: The Economist

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: