Previous Slide Icon Next Slide Icon
Play Daily Button Pause Daily Button
Exit Daily Button

Kontrola jakości i bezpieczeństwo. Jakie korzyści płyną z legalizacji marihuany?

Jeżeli chcemy być dojrzałym społeczeństwem, to nie możemy udawać, że pewne problemy nie istnieją. Zamiast tego, wzorem choćby USA, Kanady i Urugwaju, powinniśmy zastanowić się, co zyskamy w przypadku legalizacji marihuany.

Ostatnia dekada była przełomowa w kwestii legalizacji bądź depenalizacji marihuany. To w tym okresie wiele państw zdecydowało się w różnym stopniu ograniczyć karalność za posiadanie, korzystanie i uprawianie konopi. Były to decyzje odważne, które często wywoływały wiele kontrowersji.

Marihuana została zdepenalizowana i zalegalizowana w wielu państwach, jednak każde z nich przyjęło własne zasady.

Dozwolone, ale pod warunkiem

Gdy w 2013 roku Urugwaj miał zalegalizować marihuanę, nastroje w społeczeństwie nie były przychylne. Popierało to zaledwie 3 na 10 obywateli, a ponad połowa była przeciwko. Mimo to ówczesny rząd zdecydował, że od 2015 roku w Urugwaju dozwolone jest rekreacyjne korzystanie z marihuany. Oczywiście tylko dla osób powyżej 18 roku życia oraz po wpisaniu się w specjalnym rejestrze.

W Holandii natomiast nie można posiadać suszu przy sobie, ale jest on dostępny w tzw. coffee shopach, w których legalnie można z niego korzystać. Dla Holendrów możliwość korzystania konopi jest ważnym elementem codzienności. Gdy z powody lockdownu zamknięto lokale, prędko okazało się, że są one potrzebne i otwarto je ponownie. Było to spowodowane głównie potrzebą radzenia sobie ze stresem w niepewnej sytuacji.

W Kanadzie każda osoba powyżej 18 roku życia na własny użytek może posiadać 39 gramów suszu. Dodatkowo, w mieszkaniu legalnie można posiadać nawet 4 sadzonki. Nie można jednak sprzedawać swoich plonów. Ta działalność jest zarezerwowana jedynie dla koncesjonowanych i licencjonowanych producentów i sprzedawców – w ten sposób państwo kontroluje obieg. W USA sytuacja wygląda nieco inaczej ze względu na to, że każdy ze stanów wprowadza w tej kwestii osobne regulacje. Marihuana jest dozwolona w 21 ze stanów, a w 11 jest dozwolona do użytku rekreacyjnego.

Jeszcze inaczej kwestia legalności wygląda w RPA. Tam z marihuany korzystać mogą osoby powyżej 18 roku życia, ale zakazane jest robienie tego w miejscach publicznych. Z kolei Jamajka zdekryminalizowała marihuanę w 2015 roku, nie podając limitu ilości posiadanego suszu na własny użytek. W Kolumbii na własny użytek można mieć aż 20 roślin, a w Czechach posiadanie marihuany zostało zdepenalizowane, a dozwolona ilość to 15 gramów.

W Hiszpanii kupno i użytek dozwolone są w specjalnych klubach, które często wymagają opłacenia kart członkowskich albo wejściówek. Natomiast Belize – niewielkie państwo graniczące z Meksykiem – od 2017 roku zezwala posiadanie 10 gramów marihuany. Wymagane jest jednak specjalne zezwolenie.

Już w piątek, 29 października, dołączy do nich Luksemburg. Zgodnie z prawem legalne będzie rekreacyjne korzystanie z konopi oraz handel nasionami. Utrzymany zostanie jednak zakaz publicznej konsumpcji i transportu marihuany.

Photo by Elsa Olofsson on Unsplash

‘Domestos Haze’ i nieletni narażeni na kontakt ze zorganizowaną przestępczością to tylko niektóre z negatywnych konsekwencji utrzymywania obecnego stanu prawnego.

Raj dla dealerów, piekło dla użytkowników

Utrzymanie stanu prawnego zakazującego posiadania i korzystania z konopi jest kosztowne dla organów państwowych w krajach, w których to prawo obowiązuje. Cierpią także budżet i gospodarka – państwo nie jest zasilane wpływami z podatków, cła i licencji, a gospodarkę pozbawia się ważnej gałęzi przemysłu. Najbardziej namacalnie cierpią zwyczajni użytkownicy. Ryzykują nie tylko potencjalnymi konsekwencjami prawnymi, napiętnowaniem bądź wykluczeniem w pewnych środowiskach. Przede wszystkim ryzykują bliskim kontaktem ze zorganizowaną przestępczością.

Prohibicja konopna angażuje mnóstwo służb i organów, które mają na celu kontrolowanie jej przestrzegania i zapobieganie jej łamania. Co dzieje się, kiedy policjant złapie nas z suszem? Rozpoczyna się standardowe, kosztowne postępowanie sądowoadministracyjne. Zarekwirowany susz przekazuje się do laboratorium, które musi przebadać próbki. W tym samym momencie specjaliści w laboratoriach mogliby zajmować się badaniem próbek znacznie groźniejszych, twardych narkotyków. Albo dopalaczy powstałych z detergentów, szkła i n-tej wersji tej samej, groźnej substancji psychoaktywnej.
Sam areszt i postępowanie sądowe również nie są tanie. Tymczasowy areszt może trwać nawet trzy miesiące. W tym momencie nasila się również presja ze strony służb – aby pójść na współpracę i wskazać źródło pochodzenia marihuany oraz ze strony dealerów, dostawców i grup przestępczych – aby tego źródła nie wskazywać.

To właśnie organizacje przestępcze są jednymi z beneficjentów konopnej prohibicji. W przypadku ich działalności nie istnieje coś takiego jak kontrola jakości, opodatkowanie dochodów, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta albo kodeks pracy. Ze względu na ryzyko ceny suszu mogą być bardzo wysokie, a sami dealerzy mogą sprzedawać właściwie wszystko, na co mają ochotę. Osoby chcące korzystać z konopi ryzykują, zażywając środki, których nie mogą sprawdzić. Pół biedy, jeśli trafi się na susz wymieszany z nieszkodliwym wypełniaczem. Wtedy zadziała słabiej, ale ostatecznie nikomu nie stanie się krzywda. Z drugiej strony można trafić na towar prześmiewczo nazywany ‘Domestos Haze’ czy ‘Ajax Kush’. Nazwy te nawiązują do odmian szczepów marihuany: ‘haze’ to rośliny wysokie o długim czasie kwitnienia, a ‘kush’ przeciwnie – to rośliny niskie, o krótkim czasie kwitnienia. Nazwa konkretnej odmiany, jak np. ‘Purple Haze’ odnosi się do fioletowego koloru jej kwiatów. Dlatego ‘Domestos Haze’ oznacza mieszankę roślin niewiadomego pochodzenia z domieszką tanich środków mających wywołać reakcje psychoaktywne, w tym nawet detergentów.

Korzystanie z takich mieszanek może być niebezpieczne. Powoduje dolegliwości psychiczne i fizyczne – ból głowy, zatrucia, napady lęku. Jeżeli wystąpią poważniejsze problemy, konieczne może być wezwanie pogotowia, a nawet hospitalizacja. Tylko że wezwanie pomocy w takich warunkach nie jest łatwe – wiąże się z ryzykiem poniesienia poważnych konsekwencji. Działanie pod wpływem emocji i substancji psychoaktywnych z nieznanego źródła uniemożliwia podjęcie racjonalnej decyzji. Według badań inicjacja narkotykowa wśród polskiej młodzieży zachodzi pomiędzy 13 a 15 rokiem życia. Takie osoby nie spodziewają się ryzyka. Nie mają też kogo poprosić o pomoc w zdobyciu bezpiecznego suszu, a w razie jakichkolwiek problemów boją się konsekwencji wezwania pomocy medycznej.

Photo by ev on Unsplash

Zysk z podatków dla państwa to strata dla organizacji przestępczych, które w wielu krajach przestałyby być dla obywateli jedynym źródłem konopi.

Dla państwa – wpływy z podatków, dla obywateli – bezpieczeństwo

Najbardziej oczywistym beneficjentem legalizacji marihuany pod różną postacią są – poza użytkownikami – gospodarki poszczególnych państw. Wpływy z podatków mogłyby znacznie zasilić budżet.

Opodatkowanie marihuany można rozdzielić na trzy podstawowe kategorie: ustalony procent od ceny, podatek w zależności od formy konopi albo w zależności od zawartości THC (substancji aktywnej). Podatek w zależności od postaci, pod jaką sprzedawane są konopie, może rozróżniać podział na kwiaty, liście i świeżą roślinę. W Kalifornii podatek od uncji (28 gramów) kwiatów konopi wynosi 9,65 dolara. Za liście pobiera się 2,87 dolara, a za świeżą roślinę 1,35 dolara.

Opodatkowanie w zależności od zawartości THC to rozwiązanie, na które zdecydował się stan Illinois. Działa podobnie do akcyzy. Susz o zawartości THC poniżej 35 proc. zawiera 10 proc. podatku, a powyżej tej wartości – 25 proc. Produkty pochodzenia konopnego, takie jak choćby wyroby spożywcze, zawierają 20 proc. podatku.
W samych Stanach Zjednoczonych marihuana jest zdepenalizowana w 21 stanach, ale ostatecznie tylko w 11 z nich handel konopiami jest opodatkowany i zasila budżet. W 2020 roku wpływy z opodatkowania handlu konopiami wyniosły prawie dwa miliardy trzysta milionów dolarów. Najwięcej zarobiła właśnie Kalifornia – tam wpływ z podatków wyniósł miliard i 31 milionów dolarów. Waszyngton zarobił na stonerach 469 milionów dolarów, a Kolorado 387 milionów. Gdyby w Nowym Jorku przepisy były takie same, jak we wcześniej wspomnianych stanach, to wpływy z podatków wyniosłyby ponad 430 milionów dolarów.

Po legalizacji marihuany państwowy system walki z narkotykami byłby odciążony. Laboratoria i służby mogłyby wówczas zająć się walką z twardymi narkotykami, np. kokainą, heroiną i amfetaminą, które powodują znacznie więcej szkód dla osób zażywających oraz ich otoczenia, znacznie bardziej szkodzą zdrowiu i znacznie silniej uzależniają.

Photo by GRAS GRÜN on Unsplash

Jeszcze nie tak dawno publiczne przyznanie się do korzystania z marihuany w wielu miejscach mogło przekreślić czyjąś karierę.

Wyluzowane społeczeństwa

Już same oskarżenia o posiadanie i korzystanie z marihuany mogą powodować wykluczenie. Najmłodsi spotykają się z konsekwencjami w szkole, osoby pracujące są narażone na konsekwencje związane z karierą zawodową. I choć Elon Musk publicznie chwali się paleniem marihuany, to wiele z osób, które z niej korzystały, mogło się do tego przyznać dopiero po czasie. Wyrok za posiadanie bądź korzystanie z konopi w Stanach Zjednoczonych automatycznie uniemożliwia skazanemu zostanie prezydentem. Tymczasem do palenia w młodości przyznał się sam Barack Obama. Gdyby wiele lat temu został złapany z jointem w dłoni, nie mógłby kandydować na ten urząd. Ten sam wyrok uniemożliwia również otrzymanie wizy, co z perspektywy Polaka wybierającego się np. na ponad 3 miesiące do USA stanowi bardzo poważne konsekwencje.

Gdyby marihuana przestała być tematem tabu, łatwiej byłoby kontrolować liczbę uzależnień. Sama może także finansować walkę z innymi narkotykami: w Urugwaju wpływy z opodatkowania konopi zasilają fundusze na walkę z innymi uzależnieniami.
Mówiąc o legalizacji, należy podkreślić, że perspektywie krótkofalowej na pewno nastąpiłby wzrost konsumpcji marihuany – wynikałby z ciekawości i raczej nie byłby niczym niepokojącym. Marihuana jako ogólnie dostępny produkt przestałaby intrygować samą niedostępnością, zwłaszcza wśród młodzieży. Byłaby to także okazja do oczarowania wielu mitów na jej temat. Stałaby się zwyczajną, rekreacyjną używką – wiele sceptycznych osób przekonałoby się, że nie rodzi agresji.

Sama legalizacja wprowadziłaby również systemy kontroli jakości, a rekreacyjni palacze wiedzieliby, jakiego efektu mogą się spodziewać. Różne odmiany konopi mieszane na rozmaite sposoby powodują zupełnie odmienne efekty. Sativa jest odmianą pobudzającą, a Indica relaksującą. Kiedy w hiszpańskim klubie przy zakupie marihuany pracownik pyta klienta, czy ma ochotę potańczyć, czy się zrelaksować, w Polsce możemy spodziewać się jedynie bólu głowy i liczyć na to, że dostaniemy czysty susz, który nie zrobi nam krzywdy.

Depenalizacja konopi dopuszcza również zastosowanie medycznej marihuany. Ta pomaga pacjentom zmagającym się z silnym bólem, wywołanym najczęściej przez pooperacyjne dolegliwości, odstawienie albo nowotwory. Korzysta się z niej w onkologii, gdzie wzmacnia organizm pacjenta. W psychiatrii pomaga walczyć z Zespołem Stresu Pourazowego, zaburzeniami snu, depresją, atakami paniki i zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi.

Tekst: Michał Szyndler
Zdjęcie główne: Photo by Richard T on Unsplash

FUTOPIA