Miliony Koreańczyków zażądało ujawnienia tożsamości doktora Cho – jego ludzie zmuszali kobiety do spełniania brutalnych fantazji inceli na wideoczatach

Stręczyciele dr Cho przez wiele miesięcy zmuszali kilkadziesiąt młodych Koreanek do spełniania brutalnych fantazji użytkowników swoich wideochatroomów, grożąc upublicznieniem ich pornograficznych zdjęć i danych. Koreańczycy uznali, że sprawcom również nie należy się ochrona wizerunku. Dobry początek, ale nadużycia seksualne wobec kobiet wydają się w tym kraju jakąś chorą normą.
.get_the_title().

Media opublikowały wizerunek 24-letniego doktora Cho, czyli Cho Ju-bina, zatrzymanego właśnie w Seulu za prowadzenie grupy przestępczej. Tamtejszy wymiar sprawiedliwości najwyraźniej uznał, że ochrona wizerunku nie obejmuje producenta filmów pornograficznych, który zmuszał kobiety do występowania przed kamerami, często w brutalnych scenach, szantażując je upublicznieniem ich zdjęć i nagrań wraz z danymi osobowymi. Na pewno pomogły też petycje o ujawnienie informacji na temat sprawców, które podpisało w sumie prawie 5 milionów Koreańczyków.

Z wideoczatów Cho skorzystało co najmniej 260 tys. użytkowników, choć może w tym przypadku bardziej pasowałoby określenie “wyznawców”.

Do pokojów dostęp mieli tylko zaufani użytkownicy, czyli tacy, którzy mogli “pochwalić się” własnymi treściami związanymi z wykorzystywaniem seksualnym kobiet lub chociaż publikacją mizoginicznych komentarzy. Użytkownicy chatroomów dzielili się też między sobą zdjęciami znajomych kobiet, nagraniami Spy-Cam z publicznych toalet lub przebieralni i deepfakeową pornografią własnej roboty. Jedno z nagrań było transmisją na żywo gwałtu. Cho zmuszał ofiary, by wydrapały sobie w skórze słowo “slave” i wymagał od nich wykonywania konkretnych gestów, które miały przypominać jego incelowym klientom, że kobiety należą do niego. Za dostęp do wirtualnego pokoju, gdzie w czasie rzeczywistym można było oglądać brutalną pornografię i samookaleczanie, płaciło się w kryptowalutach równowartość od 800 do niemal 5 tys. złotych.

Fot. Kim Hong-Ji Reuters

Cho nie pracował sam. Każdy z 56 pokoi miał swojego gospodarza.

Gospodarze rekrutowali ofiary i zbierali materiały, które później służyły do wymuszania na nich posłuszeństwa. – Najpierw poprosił o zdjęcie mojego ciała, potem zapytał, czy mogę wysłać jedno, na którym widać moją twarz… W końcu poprosił, żebym się masturbowała… przy użyciu przyborów szkolnych – opowiedziała jedna z ofiar w porannej audycji radiowej, 24 marca. Szczegółowo opisała sposób, w jaki szantażyści nakłonili ją i ponad 70 innych kobiet do nagrywania filmów pornograficznych, które często graniczyły z torturami. Wyszukiwano je wśród nastolatek, które uciekły z domu i potrzebowały pieniędzy, dziewczyn aktywnych w mediach społecznościowych, małoletnich pracownic seksualnych lub pracownic sekstelefonów. Gospodarze chatroomów obiecywali im wysokie zarobki za pracę modelek. Rekrutowane dziewczyny odsyłano do konta na Telegarmie, gdzie stopniowo wyciągano od nich dane – nazwiska, numery telefonów, adresy rodzin, listy przyjaciół oraz erotyczne zdjęcia i nagrania – by użyć ich później do szantażu. Cho oskarża się również o pozyskiwanie prywatnych informacji na temat ofiar od pracowników lokalnych urzędów. Jak na razie w tej sprawie zatrzymano około setki podejrzanych.

Proceder ujawniony przez media w listopadzie jest tylko jednym z całej serii skandali związanych z nadużyciami seksualnymi i przestępstwami wobec kobiet i nieletnich w Korei Południowej.

W 2005 roku krajem wstrząsnęła afera pedofilska z udziałem dyrektora i sześciu nauczycieli szkoły dla głuchoniemych Gwangju Inhwa. Niedawno głośno było o aferze Burning Sun, w którą zamieszany był gwiazdor K-popu oraz sekskandalu z udziałem szkoleniowca reprezentacji łyżwiarek (który notabene za pobicie i napaść na tle seksualnym na 17-latkę dostał wyrok 10 miesięcy). W 2017 roku film przedstawiający mężczyznę, który w centrum Seulu bił i kopał swoją byłą dziewczynę, po raz kolejny podsycił dyskusję na temat przemocy wobec kobiet i zmusił polityków do pojęcia działań na rzecz jej zwalczania. Z przeprowadzonych wówczas badań na 2 tys. południowokoreańskich mężczyzn wynika, że prawie 80 proc. z nich fizycznie lub psychicznie znęcało się nad kobietą, z którą się spotykali. Około 71 proc. z nich przyznało, że kontrolowało partnerkę, ograniczając jej interakcje z przyjaciółmi, członkami rodziny albo decydując, w co wolno jej się ubierać.

Do przemocy fizycznej przyznało się 36,6 proc. mężczyzn a do molestowania seksualnego – 37,9 proc.

Hong Young Och z Koreańskiego Instytutu Kryminologi tłumaczył wówczas, że brutalne zachowanie wynika z głęboko zakorzenionego w kulturze Korei Południowej patriarchatu. – Masowa skala takich działań pokazuje, że nadużywający nie są świadomi lub nie rozpoznają swoich działań jako nadużycia – mówił. Wyniki tych z badań korespondują z danymi organizacji Korea Women’s Hotline – 61,6 proc. ich respondentek przyznało, że były wykorzystywane seksualnie przez mężczyzn. Policja zobowiązała się wówczas do ściślejszej współpracy z organizacjami pomagającymi kobietom, a rząd prezydenta Moona Jae-ina obiecał zrobić wszystko, by zapewnić kobietom bezpieczeństwo. A co z bezpieczeństwem w sieci?

Fot. medium

Koreanki protestowały niedawno przeciwko bagatelizowaniu przestępstw z udziałem Spy Cam (tzw. “molka crimes”) masowo instalowanych w publicznych toaletach i przebieralniach. W Korei Południowej nadal brakuje przepisów pozwalających karać sprawców przestępstw popełnianych za pomocą komunikatorów operujących na zagranicznych serwerach, takich jak Telegram.

Fot. polowanie na kamery w Seulu / South China Morning Post

Telegram zresztą jest w Korei alternatywą dla stron pornograficznych (od wielu lat pornografia jest tam zabroniona), głównym medium do udostępniania plików z pornograficznymi treściami, za które płaci się bitcoinami. Wiele takich miejsc w sieci zostało w ostatnich latach zamkniętych (po masowych sprzeciwach Koreanek), ale szybko powstają nowe. Eksperci uważają, że sprawcy nigdy nie zaprzestają działalności, po prostu przenoszą się na inną platformę. Wielu krytyków uważa, że to właśnie trwający od wielu lat zakaz pornografii, który według ustawodawców ma “zapobiegać zanieczyszczeniom umysłów [młodych ludzi]”, paradoksalnie jest przyczyną jej fetyszyzacji i poszukiwania innych rozwiązań w sieci i poza nią.

Bo nie oszukujmy się, zakaz pornografii jeszcze nikogo, kto ma dostęp do internetu, nie powstrzymał przed jej oglądaniem.

Niektórzy idą o kilka kroków dalej, uznając brak swobodnego dostępu do stron z pornografią i delegalizację prostytucji w 2004 roku za bezpośrednie przyczyny drastycznego wzrostu liczby przestępstw seksualnych w ciągu ostatnich 20 lat w Korei. Wielu psychologów twierdzi, że dostęp do pornografii jest rodzajem zaworu bezpieczeństwa, który daje ludziom alternatywne drogi ujścia dla potencjalnie groźnej energii. Ciężko o jednoznaczne dowody, ale w historii wielu krajów – Stanów Zjednoczonych, Czech, Danii, Japonii, Chin – złagodzenie przepisów dotyczących pornografii i spadek wskaźnika przemocy seksualnej zaistniały mniej więcej w tym samym czasie. Takie wyjaśnienie sytuacji w Korei wydaje się jednak zbyt powierzchowne.

Okładka Maxim 2015

O przemocy wobec kobiet zaczęto mówić trochę głośniej stosunkowo niedawno. Debata na temat płci i przepychanki między mizoginami a radykalnymi feministkami trwają jednak od dawna i mocno spolaryzowały kraj. Powstawały strony internetowe skoncentrowane wokół treści pokazujących nienawiść i znęcanie się nad kobietami. Kobiety są na nich przedstawiane jako „stworzenia”, których jedynym celem jest wykorzystywanie “ludzi” do spełnienia ich pragnień seksualnych i materialnych. Pojawiły się żądania obowiązkowej służby wojskowej dla kobiet i zarzuty odwrotnej dyskryminacji płciowej w biznesie i rządzie. Wydaje się, że Koreańczycy nie radzą sobie z szybkim postępem społecznym, ekonomicznym, edukacyjnym, i politycznym Koreanek. Przestępstwa seksualne mogą być jednym z przejawów tej bezradności, utraconej kontroli, nienawiści.

Nienawiść i kultura gwałtu, w której toleruje się przemoc seksualną wobec kobiet, zwłaszcza tych “rozwiązłych”, daje mężczyznom fałszywe przekonanie, że mogą zarabiać na handlu kobietami.

Bo te niemoralne przecież na to zasługują. Stworzono platformę do zarabiania pieniędzy na wymuszonym, brutalnym porno, ponieważ było zapotrzebowanie na takie treści, ale i obszar do szantażu. Łatwiej jest szantażować kobiety, nazywając je rozwiązłymi w kraju, w którym to najpoważniejszy powód do ostracyzmu.

Fot. Yonhap EPA

W 2018 roku prokuratorka Seo Ji-Hyeon podzieliła się w wywiadzie telewizyjnym własną historią molestowania seksualnego, oskarżając wysokiego urzędnika Ministerstwa Sprawiedliwości. To wyznanie zapoczątkował w Korei ruch #MeToo.

Zdaniem Ji-Hyeon w kwestii cyfrowych przestępstw seksualnych wobec kobiet niewiele się zmieni, dopóki sprawców nie zacznie się oskarżać o handel ludźmi czy przemoc seksualną, zamiast traktować ich po prostu jak handlarzy nielegalnym porno.

Jako prokurator widziałam okrutne przypadki [cyfrowej] przemocy seksualnej. Niezliczone liczby podobnych przestępstw wydarzyły się już wcześniej, ale nikt właściwie nie został kiedykolwiek za to ukarany – mówi. Cyfrowe przestępstwa seksualne często kończą ostrzeżeniem lub karą zupełnie niewspółmierną do czynu. W listopadzie 31-latek został skazany na rok więzienia za sprzedaż pornografii, w której występowały dzieci i nastolatki, za pośrednictwem Telegrama.

Ministerstwo Sprawiedliwości przeprosiło ofiary dr. Cho i spełniło żądanie natychmiastowego ujawnienia wizerunku podejrzanego. Obiecano też podnieść maksymalną karę więzienia za cyfrowe przestępstwa seksualne oraz traktować ich sprawców w kategoriach przestępczości zorganizowanej. “Cyfrowa przemoc seksualna jest poważnym przestępstwem, które może zniszczyć życie człowieka. Z powodu naszego braku reakcji i nieadekwatnych kar, nie staliśmy do tej pory po stronie ofiar” – napisało ministerstwo w oświadczeniu. Z tym trudno się nie zgodzić. Mówimy o kraju, w którym jeszcze niedawno wypicie kilku drinków za dużo było wystarczającym usprawiedliwieniem dla gwałtu, pedofil dostawał karę grzywny, a upublicznianie nagrań z damskich toalet rozpatrywano w kategoriach pranków.

Tekst: AvdB

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook