Poczucie humoru nie jest mocną stroną technologii. Rozmowa z Aleksandrą Przegalińską

Nie ma sztucznej inteligencji bez człowieka. Coraz częściej nie ma też pracy bez sztucznej inteligencji. O współdziałaniu ludzi z technologią rozmawiamy ze specjalistka od AI Aleksandrą Przegalińską.
.get_the_title().

Globalna firma Dynatrace zajmuje się zarządzaniem wydajnością systemów IT. Ma 60 oddziałów w różnych miejscach na świecie, a w Gdańsku znajduje się jej drugie największe centrum R&D – mieści się na czterech piętrach budynku Platinum w kompleksie Alchemia. Na 4,2 tys. metrów kwadratowych pracuje 320 osób, a w ciągu najbliższych lat ta liczba ma wzrosnąć o kolejne 150.
Inauguracja nowego biura przebiegła pod hasłem ‘The Future is Now’. Towarzyszył jej panel ‘The Future of Work’, który dotyczył przyszłości pracy. W jaki sposób firmy mogą przyciągać do siebie zdolnych i utalentowanych ludzi, gdy istnieje tak wielka konkurencja? Czy w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy na dobre przestawiliśmy się na pracę zdalną? A może raczej wolimy model hybrydowy lub po prostu chodzenie do biura? Jeśli tak, to jak powinna wyglądać nowoczesna przestrzeń biurowa, która zatroszczy się o potrzeby pracowników? Na te pytania odpowiedzieliśmy tutaj.

Dziś mamy dla was rozmowę z Aleksandrą Przegalińską – specjalistką od sztucznej inteligencji i badaczką rozwoju nowych technologii z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie – która przeprowadzona została w ramach panelu ‘The Future of IT’.

Będziemy rozmawiać o Collaborative AI, czyli współpracy człowieka ze sztuczną inteligencją. Czy w tym haśle nie kryje się pułapka? Nawet praca nad tym wywiadem pokazuje, że technologia umie pozbawiać ludzi zajęcia…

To ciekawe. Dlaczego?

Zlecić transkrypcję człowiekowi czy polegać na aplikacji, która zrobi to za niego?

Pewien dziennikarz pytał mnie o to ostatnio: ‘Co z moją pracą, czy zastąpi mnie technologia?’. Zapytałam go, czy korzysta z narzędzia do transkrypcji. Odpowiedział, że nie. A to przecież świetny przykład tego, co nazywamy Collaborative AI. Widzę tu same korzyści. Po co tracić dwie godziny na słuchanie i przepisywanie, jeśli może to zrobić technologia? Poświęć ten czas na doszukanie kontekstów, skup się wyłącznie na redakcji tekstu – tego algorytm nie zrobi tak dobrze jak ty.

Twoim zdaniem obawy przed rozwojem sztucznej inteligencji są nieuzasadnione?

Myślę, że sztuczna inteligencja to specyficzna technologia, bardzo zaawansowana jak na umiejętności i możliwości człowieka. To nowość. Od dawna tworzymy przecież narzędzia, które robią coś za nas – silniej, szybciej, precyzyjniej. I one już dawno wyręczają nas w fizycznej pracy.

Technologia odciąża człowieka.

Nie tylko. Zwiększa nasze możliwości, bo pozwala radzić sobie z tym, czego sami po prostu nie damy rady zrobić. Z innowacjami wiążą się obawy, ale mimo wszystko do nich przemy.

Mamy fizyczne ograniczenia, więc potrzebujemy maszyn i algorytmów.

I nie ma sensu się przed tym bronić?

Można próbować uciekać od rozwoju technologii, ale moim zdaniem nie o to chodzi. Zresztą czasami tak się zdarzało, że wycofywaliśmy się z gotowych do wdrożenia rozwiązań. Przykładem jest klonowanie. To jest de facto technologia, ale jej skutków nie potrafimy opanować, objąć umysłem. Na poziomie międzynarodowym doszliśmy do konsensu, żeby jej nie wdrażać.

fot. michał algebra

A nie powinniśmy bać się sztucznej inteligencji?

To zależy, co chcemy stworzyć. Mamy technologię, która potencjalnie będzie nas wyręczać w jakichś pracach. Ale to nie jest tak, że mamy zrzec się pracy na rzecz technologii i organizować jej tryumfalny przemarsz, czyli najpierw zajmie się zadaniem A, potem B, C, D, a na końcu powiemy: ‘dziękujemy państwu za pracę, jesteście nową klasą niepotrzebną’.

Rzecz w tym, żeby wybrać zadania, których nie chcemy wykonywać, są zbyt czasochłonne lub przekraczają nasze możliwości, a dla sztucznej inteligencji są łatwe.

I tu pojawia się pole do rozwoju Collaborative AI, czyli współpracy człowieka ze sztuczną inteligencją. Pamiętajmy, że technologia nie wyręczy nas we wszystkim.

Tak jak w tym przykładzie z dziennikarzem. Podobnie jest w służbie zdrowia. Sztuczna inteligencja nie zajmie się pacjentem od A do Z, jak pielęgniarka, ale zarejestruje go na wizytę i zmierzy mu temperaturę.

Tak, w szpitalach jest wiele przykładów automatyzacji. Tak naprawdę co chwilę współpracujemy ze sztuczną inteligencją – aplikacje pogodowe są na niej oparte, korzystamy z systemów rekomendacyjnych, które podsuwają nam muzykę i filmy. Dziś rozmawiamy o Collaborative AI, bo sztuczna inteligencja bardzo się urealniła, łatwo się na nią w codziennym życiu natknąć. Już mniej się tej technologii boimy i zaczynamy dostrzegać jej zalety. Nie rozmawiamy tylko o tym, jakich ludzi i w jaki sposób pozbawi pracy – do niedawna często o tym mówiono na konferencjach naukowych.

Jakie warte uwagi przykłady Collaborative AI możesz podać?

Punktem wyjścia do idei Collaborative AI jest moim zdaniem kobotyka, stosowana coraz częściej np. w niemieckim przemyśle. Polega to na tym, że nie automatyzuje się całych fabryk. To nie działa dobrze, bo co chwilę się coś psuje, a ludzie nie nadzorują produkcji. Dlatego lepiej zaprojektować maszyny współpracujące z człowiekiem. Razem sprawdzają np. śruby, raportują przebieg produkcji. Maszyna pracuje w takim modelu wolniej, żeby człowiek za nią nadążył. Dzięki temu jest dokładniejsza, a pracownik jest w stanie zapanować nad pracą.

Najmniej wykwalifikowani pracownicy nie tracą przez to pracy?

Ten etap mamy dawno za sobą.

W przypadku Collaborative AI mamy podejście ewolucyjne. Pracownik pracował przy maszynie, więc ją zna. Teraz po przeszkoleniu będzie ją nadzorował.

Fabryki to tylko jeden z przykładów. Współpraca człowieka ze sztuczną inteligencją jest możliwa nawet w branży kreatywnej.

Serio?

A czemu nie? Mam znajomych, którzy zajmują się muzyką. Coraz częściej sięgają po tzw. AI drummera, który ustawia bity, syntetyzuje dźwięki. Człowiek dostaje od aplikacji pulę możliwości i jest selekcjonerem.

Mogłoby się wydawać, że w kategoriach ‘sztuka’ i ‘twórczość’ sztuczna inteligencja nie ma za dużo do gadania…

Aż tak dużo nie ma, ale wspiera człowieka.

Sztuczna inteligencja jest często kojarzona z robotami. Pierwsze skojarzenie: ‘Blade Runner’. Czy nie powinniśmy przestawić naszego myślenia? W końcu mówimy o niewidocznych algorytmach.

Akurat wspomniana kobotyka wspiera pogląd o maszynach. Ale tak, robotyka nie jest dziś trzonem rozwoju sztucznej inteligencji. To przede wszystkim systemy rozpoznawania twarzy, obiektów, systemy rekomendacyjne do produktów. To algorytmy, które uczymy, żeby robiły coś dobrze – podpowiadały ciekawe filmy, generowały obrazy, rozpoznawały mowę, jak Siri czy Alexa. Robotyka może, ale nie musi być oparta na sztucznej inteligencji.

Czyli robot kuchenny to nie AI?

Chyba że ma sensory, jest połączony z inteligentnym budzikiem i dzięki temu wie, że już nie śpisz i trzeba zaparzyć ci kawę. Jakbym miała powiedzieć, co jest sercem sztucznej inteligencji, to wskazałabym na sieci neuronowe najnowszego typu. Można je zaimplementować w robocie. Ten od Boston Dynamics skacze, robi fikołki i uczy się powierzchni, na której stoi. To zdecydowanie jest AI.

Podczas zorganizowanego przez Dynatrace panelu ‘The Future of IT’ rozmawialiśmy m.in. o przyszłości branży informatycznej i opartych na sztucznej inteligencji rozwiązaniach dla biznesu. Jakim branżom mogą się one przydać?

Wszystkim. Jak zastosujesz sztuczną inteligencję w sadownictwie, będziesz mieć sadownictwo 4.0. W ten sposób można usprawnić handel, logistykę, oceniać zdolność kredytową w finansach. Olbrzymie możliwości mają marketerzy. Podczas wspomnianej dyskusji mówiłam o transformerach – to algorytmy sztucznej inteligencji, które zaskoczyły nawet badaczy tej technologii.

Czym?

One potrafią robić bardzo dużo rzeczy, których się nie spodziewaliśmy. Myśleliśmy, że to przede wszystkim generatory tekstu. A one mogą komponować muzykę, generować i rozpoznawać obrazy. Jeden algorytm zajmuje się mnóstwem procesów. Gdy myślę o zastosowaniu go, do głowy przychodzą mi marketerzy. System zrobi research konkurencji, analizę sentymentów, a potem napisze tekst na bloga. Odpowie też na komendę wyrażoną w języku naturalnym.

‘Poproszę o bazę Excel klientów, którzy ostatnio się u nas logowali’.

Tak. A kiedy wrzuci się mu hasło ‘ambientowa kuchnia futurystyczna’, to przygotuje nawet mood board. To pokazuje, że nie potrzeba wysokich kompetencji programistycznych, żeby współpracować ze sztuczną inteligencją.

To brzmi jak wyzwanie dla programistów. Stworzyć aplikację zrozumiałą dla każdego.

W środku sztucznej inteligencji buzuje od pomysłów, to coraz bardziej skomplikowana dziedzina. Ale ty jako użytkownik końcowy musisz dostać produkt, który jest tak prosty w obsłudze jak media społecznościowe.

Przecież jak wchodzisz do intetnetu, to nikt nie karze ci studiować, czym jest World Wide Web i jak działają protokoły. Dostajesz usługę i korzystasz.

Jak sztuczna inteligencja aktualizuje swoją wiedzę? Przecież stworzenie mood boardu czy napisanie tekstu do internetu wymaga znajomości trendów.

Prawda jest taka, że dziś nie ma sztucznej inteligencji bez człowieka. Jesteśmy selekcjonerami – to my wiemy, co dzieje się w dziedzinie życia, w której wspieramy się technologią. Nie da się uciec od kodu kulturowego czy kontekstu – my go rozumiemy, ale algorytm go nie ogarnie. I tak będzie jeszcze długo.

fot. michał algebra

To jak z poczuciem humoru. Sztuczna inteligencja super radzi sobie z Big Data, ale gorzej z żartami.

Poczucie humoru nie jest mocną stroną technologii… Moja córka męczy czasem Alexę: ‘Opowiedz śmieszny dowcip’. Niczego ponad humoru z zeszytów szkolnych lepiej się nie spodziewać. Oczywiste ograniczenia nie zmieniają jednak tego, że potencjał sztucznej inteligencji jest ogromny. Prosisz algorytm o raport konkurencji, dostajesz go po paru minutach. Współpraca ze sztuczną inteligencją na takim pragmatycznym poziomie może nam wiele dać i to chyba jest nieuchronne, że technologia coraz głębiej będzie w naszą pracę wchodzić.

Mówisz, że dziś nie ma sztucznej inteligencji bez człowieka. A czy w przyszłości poradzi sobie bez nas?

Trudno jednoznacznie prognozować. Należę do sceptyków. Przyjmuję ewolucyjne podejście i wątpię – trochę odważnie – czy w ciągu najbliższego wieku sztuczna inteligencja zyska świadomość. Na pewno ta technologia będzie coraz lepsza w różnych procesach. Dziś jesteśmy na początku jej rozwoju. Być może na jednym z etapów sztuczna inteligencja zaczęłaby potrzebować panelu, czyli swego rodzaju ‘ciała’.

Philip K. Dick kilkadziesiąt lat temu twierdził, że sztuczną inteligencję zamkniętą w androidzie odróżni od człowieka empatia – do gruntu ludzka cecha, niedostępna maszynie.

Jeżeli stworzysz system zdolny do odczuwania bólu, to na jakimś etapie może pojawić się empatia. Prosty system, który będzie razić światło, może od niego uciekać, a więc odczuwać dyskomfort, a w pewnym sensie i ból. Jak się od tego wyjdzie, to trudno powiedzieć, gdzie jest granica. To jednak futurologia, dziś mamy na tapecie inne zadania.

Jak Polska prezentuje się na tle innych krajów w obszarze rozwoju sztucznej inteligencji?

Zdecydowanie największą siłą naszego kraju są programiści. Polski rynek ma natomiast jeden problem – jak zapewnić specjalistom coraz ciekawszą pracę, wyzwania zawodowe.

Ciekawy projekt więcej wart niż benefity?

Tak. Samodzielność i odpowiedzialność w satysfakcjonującym projekcie. Myślę, że programiści już tak mają, że muszą napędzać się wyzwaniami. Na pewno lubią pracować w międzynarodowych zespołach. Ich zdaniem ciekawie jest wtedy, gdy jest trudno.

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook