Aż 31 proc. badanych Brytyjczyków rozważyłoby nawiązanie otwartej relacji

W 2021 roku twierdząco w podobnej ankiecie odpowiedziało 29 proc. osób, zaś w 2020 – 26 proc. Stopniowa tendencja zwyżkowa jest więc widoczna.
.get_the_title().

Choć w oczach przeważającej części społeczeństwa monogamiczne związki są standardem i punktem odniesienia, z każdym rokiem wzrasta zainteresowanie poliamorią bądź otwartymi relacjami. Oba te zyskujące na popularności typy więzi nieco różnią się w swej charakterystyce. Przyjmując wielkie uproszenie: w poliamorii z dwoma lub więcej osobami współdzielona jest zwłaszcza silna więź emocjonalna (a w idealnym układzie, jak sama nazwa wskazuje, miłość), często uzupełniana dodatkowo fizycznością. W otwartych relacjach, te poboczne względem priorytetowej interakcje służą zaś głównie do zaspokajania potrzeb seksualnych – bez wzajemnych wyrzutów i poczucia zdrady, za to często z dodatkowym dreszczykiem.

Mimo że liczne wzorce kulturowe wciąż stanowią silny ogranicznik dla rozwoju związków, w które zaangażowanych jest więcej niż dwójka osób, zainteresowanie nimi powoli rośnie.

Dobrze widać to po statystykach portalu randkowego OkCupid, na którym w 2021 roku liczba użytkowników rozglądających się za niemonogamiczną relacją wzrosła o 7 proc.

Z kolei w ankiecie z 2022 roku dotyczącej tego, czy badany byłby otwarty na taki układ, aż 31 proc. z nich odpowiedziało twierdząco. Dla porównania w 2021 roku odpowiedzi takiej udzieliło 29 proc. respondentów, zaś w 2020 – 26 proc. Podobnie kształtują się dane z serwisu Hinge, na którym jeden na pięciu użytkowników był gotów rozważyć zaangażowanie się w otwartą relację, zaś co dziesiąty już takiej doświadczył. Oczywiście dla wielu osób taki typ więzi pozostaje bardziej fantazją, niż czymś do realnego spełnienia, zaś według badań realnie w zróżnicowanych układach otwartych żyje ok. 4 proc. osób.

Jak wskazują zajmujące się tym tematem od lat ekspertki, Dedeker Winston i Sarah Levinson, wpływ na zmiany ma m.in. większa obyczajowa otwartość milenialsów i (zwłaszcza) pokolenia Z oraz często spotykany punkt widzenia, że jedna osoba nie jest w stanie zapewnić długoterminowo absolutnie wszystkiego. Levinson podkreśla jednak, że nie jest to wyłącznie kwestia wieku, gdyż do jej psychologicznego gabinetu przychodzą reprezentujące przeróżne kultury osoby od 20 do 70 roku życia. Istotnym motywem jest też rozczarowanie monogamią (psychologiczne pokłosie rozstań) i chęć zabezpieczenia się wówczas ‘partnerem awaryjnym’ oraz wzajemną opieką. Czasem chodzi zaś po prostu o podkręcenie emocji i zniwelowanie rutyny.

Poligamiczne przyspieszenie przypisuje się też pandemii, w trakcie której wiele osób miało czas, by dokładnie przemyśleć, czego by właściwie w życiu chciało, zaś internet daje dziś przecież dużo przestrzeni do eksperymentów.

Eksperci nie są zgodni co do tego, w którym kierunku będą postępować zmiany, jednak warto tu przytoczyć słowa Michaela Keya z OkCupid, który mówi, że poli-zachowania były w ludziach zawsze, tylko że sukcesywnie tłamszone przez zestaw społecznych oczekiwań. Im mniej oceniające i oswojone z różnymi postaciami inności będzie społeczeństwo, tym – zapewne – bardziej sprzyjające warunki stworzy to do wykroczenia tematu otwartych związków poza sferę tabu. Czy właśnie tu tkwi przestrzeń do kolejnej ‘fali potyczek’ pomiędzy tradycjonalistami i postępowcami?

Tekst: WM
Źródło zdjęcia głównego: Independent

SPOŁECZEŃSTWO