Chiny nie nadążają z cenzurowaniem social mediów

Przedłużający się lockdown w Szanghaju sprawił, że Chińczycy bardziej krytycznie patrzą na poczynania władzy.
.get_the_title().

Chiny zmagają się z kolejną falą koronawirusa. Władze kraju od wybuchu pandemii stosowały niezwykle surową strategię nazywaną ‘zero Covid’ – tak jest i tym razem. Od marca, gdy pojawił się tam wyjątkowo zaraźliwy wariant Omikrona BA.2, zaczęła rosnąć liczba zakażeń. Najgorzej sytuacja przedstawia się w Szanghaju. W części 25-milionowego miasta twardy lockdown trwa już od końcówki marca, a w całym mieście wprowadzono go już na początku kwietnia. Teraz został przedłużony do 26 kwietnia, jednak władze zapowiadają, że to może nie być ostateczny termin – wszystko zależy od rozwoju sytuacji epidemiologicznej.

Rząd zachęca obywateli do zachowania optymizmu, jednak ci są już zmęczeni przedłużającą się sytuacją i miastem, które w obliczu pandemii działa coraz gorzej.

W social mediach pojawiają się filmy, które pokazują, że obywatele nie mają wystarczającego dostępu do opieki zdrowotnej, a pracownicy służb medycznych źle ich traktują. Występują coraz większe problemy z żywnością. Choć przygotowano wprawdzie darmowe paczki z jedzeniem dla mieszkańców, ich zawartość bywa niewystarczająca. Ludzie zamawiają więc jedzenie przez internet, tymczasem brakuje kurierów – zamówienia często nie są więc realizowane.

Mieszkańcy Szanghaju mają dość i coraz bardziej otwarcie krytykują strategię ‘zero Covid’. Niedawno w sieci pojawiły się nagrania, na których krzyczą oni z balkonów, protestując przeciwko przedłużającemu się lockdownowi.

Wszystko to dokłada oczywiście roboty przeczesującym chiński internet cenzorom – w efekcie nie nadążają już oni z kasowaniem ‘niewłaściwych’ treści. Zwłaszcza że użytkownicy Weibo robią się coraz sprytniejsi.

W ubiegłym tygodniu przez kilka godzin swobodnie krytykowali władzę na tym portalu społecznościowym, ponieważ udawali, że piszą nie o Chinach, a o… Stanach Zjednoczonych. Po prostu dodawali do swoich postów hasztag #US.

Myślę, że to, co wydarzyło się w Szanghaju, nie wydarzyłoby się w Pekinie. Ale na pewno coś się zmieniło. Ludzie stracili zaufanie do rządu, prawdopodobnie nie uwierzą w to, co rząd im mówi, i będą kwestionować propagandę – komentuje w rozmowie z ‘Guardianem’ współzałożyciel serwisu monitorującego cenzurę GreatFire.com, który występuje pod pseudonimem Charlie Smith. Wyraźnie widać, że sytuacja w Szanghaju sprawiła, że obywatele Chin przestali mieć bezkrytyczny stosunek do władzy. Czy to znak, że czasy bezwzględnego posłuszeństwa powoli się kończą?

Tekst: NS

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook