Kult bycia wiecznie zajętym. Czy to się kiedyś skończy?

Kiedyś aspiracją klasy wyższej było wolne i spokojne życie. Diametralnie to się jednak zmieniło, a chwalenie się swoim zapracowaniem stało się sposobem, w jaki ludzie komunikują swój status. Czy pandemia to zmieni?
.get_the_title().

Zapracowanie to nie tylko codzienna krzątanina i non stop zajęta głowa, ale także waga, jaką się temu przypisuje. Bycie zajętym sprawia, że ludzie czują się dobrze ze sobą i wykorzystują je, żeby zasygnalizować swoją wartość innym. Zapracowanie stało się więc potężnym – choć nieco sprzecznym z intuicją – sygnałem społecznym. Na przełomie XIX i XX wieku ekonomiści przewidywali, że ostatecznym symbolem bogactwa będzie czas wolny – pokazanie innym, że odniosłeś taki sukces, że możesz powstrzymać się od pracy. W 1928 roku ekonomista John Maynard Keynes wygłosił wykład, opublikowany później jako ‘Ekonomiczne perspektywy dla naszych wnuków’, w którym przewidział, że ludzie w roku 2028 będą pracować tylko 15 godzin tygodniowo dzięki produktywnej gospodarce i innowacjom technologicznym. Stało się jednak odwrotnie. To nie czas wolny, ale ilość zajęć świadczy o znaczeniu danej osoby. Badania wykazały, że zapracowanie jest najczęściej uważane za symbol statusu lepiej opłacanych pracowników.

Bycie zajętym jest powszechnie utożsamiane z bycie ważnym – wskazuje, że jesteś poszukiwany, a twój kapitał intelektualny jest wysoko ceniony. W rezultacie inni uważają cię za osobę o wyższym statusie.

Istnieje jednak coraz więcej przesłanek, że całe rzesze ludzi nie chcą już wracać do trybu życia sprzed pandemii. Dzięki niej niektórzy zyskali pierwszą od dawna okazję do bycia choć trochę mniej zajętym, a co ważniejsze – pozwoliła ona spojrzeć na swoje życie nieco z boku. Zyskaliśmy czas na zastanowienie się, w jaki sposób wykorzystujemy przepracowanie do zdefiniowania siebie – i jak bardzo prowadziło to do stresu, a także silnego powiązania produktywności z poczuciem własnej wartości.

Katie Moum / Unsplash.com

Gloryfikacja zapracowania obnaża pewien paradoks – badanie wykazało, że chociaż ludzie aspirują do bycia bardziej zajętymi, uważają również, że taka osoba jest mniej szczęśliwa. Obsesja na punkcie zapracowania wpływa również na to, jak ludzie spędzają wolny czas – tu też stawiają na produktywność i chcą, by dał im jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Takie podejście jak charakterystyczne dla mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Włosi na przykład pozostali wierni starym przekonaniom; jedno z badań pokazało, że uznają osoby zrelaksowane i spokojne za te w lepszej sytuacji finansowej. Z kolei w Stanach Zjednoczonych przepracowanie jest prawie jak odznaka honorowa – fakt, że nigdy nie bierzesz urlopy, nawet jeśli możesz sobie na to pozwolić, jest godny podziwu.

Badania wykazały, że ludzie, którzy najbardziej narzekają na to, że są zajęci, w rzeczywistości nie doświadczyli znacznego wzrostu godzin pracy – bycie zajętym jest uczuciem i stanem umysłu, a nie odzwierciedleniem realnej sytuacji.

Zapracowanie samo w sobie prowadzi do ciągłego pośpiechu – czas ucieka, jest go za mało i musimy biec coraz szybciej, aby za nim nadążyć. Ludzie szukają więc różnego rodzaju kursów czy warsztatów, które pomogą zwolnić tempo i staną się pierwszym krokiem czy inspiracją do zmiany. Bo slow life musi płynąć z nas, a nie z warsztatów – musimy zrozumieć potrzebę zmiany i sukcesywnie ją wprowadzać. Warto dążyć do spowolnienia na trzech płaszczyznach. Ucieleśnione spowolnienie to fizyczne spowolnienie własnego ciała – chodzenie lub jazda na rowerze zamiast poruszania się samochodem lub autobusem. Technologiczne spowolnienie, czyli nie rezygnacja z technologii, ale poczucie, że masz nad niaą kontrolę. Epizodyczne spowolnienie to pozwalanie sobie na mniej różnych wydarzeń i czynności podczas dnia.

Austin Schmidt / Unsplash.com

Sukcesywnie rośnie liczba osób, które są zainteresowane zwolnieniem i zaczynają czuć faktyczną potrzebę zmiany. To bardzo dobrze! Jeśli slow life stanie się bardziej dominującym sygnałem dobrego samopoczucia i statusu społecznego, może ustanowić nowy standard. Podkreślanie przyjemności i społecznych korzyści płynących ze spowolnienia ma ogromną wartość.

We Francji istnieje prawo do bycia offline, zgodnie z którym pracownicy nie muszą odpowiadać na służbowe e-maile po pracy lub w weekendy. Jeśli prawo umożliwia lub zmusza ludzi do spowolnienia – problem jest faktycznie poważny.

Powolność może być także sposobem na wspieranie innych. Slow food, slow fashion, slow design czy ruchy miejskie promujące slow life podkreślają nie tylko wolniejsze tempo, które jest połączone z etyczną konsumpcją i produkcją – w tym mniejszym wpływem na środowisko i lepszą jakością życia.

Zdjęcie główne: Cory Schadt/ Unsplash.com
Tekst: Marta Zinkiewicz

SPOŁECZEŃSTWO