Od liceum wiedziałem, że chcę pracować w reklamie – przyznaje Filip Kniej z agencji Cukier

O początkach, pracy i graniu opowiada nam Filip Kniej, młody-zdolny, przed 30-tką, założyciel agencji kreatywnej Cukier. Work hard. Play hard. Everyone is a gamer.

Spotykamy się w siedzibie agencji kreatywnej Cukier z jej współzałożycielem Filipem Kniejem w ramach cyklu ‘Work hard. Play hard. Everyone is a gamer’ realizowanego z marką ASUS Republic of Gamers. Knieju przetestował dla nas laptopa ASUS ROG Zephyrus M16, który łączy świat gamerów i kreatywnych. Pozwala płynnie pracować w wymagających programach i zrelaksować się przy nowoczesnych grach.

Sport jest bardzo podobny do biznesu. Daje adrenalinę, wymaga pracy. Kiedy masz przetarg, to adrenalina jest podobna jak przy skakaniu 25 metrów na snowboardzie. Chcesz to zrobić, zależy ci.

Sport jest bardzo podobny do biznesu

Marta Jerin: Jak to się stało, że założyłeś własną agencję Cukier?

Filip Kniej: Od liceum wiedziałem, że chcę pracować w reklamie.

Skąd ci się to wzięło?

Nie wiem. Najpierw chciałem być prawnikiem, ale szybko zorientowałem się, że to nie jest jak w amerykańskich filmach, tylko to jest mega nudna robota. Stwierdziłem, że będę artystą, ale na zajęciach z rysunku widziałem ludzi dużo lepszych ode mnie. W którymś momencie stwierdziłem, że reklama jest czymś pomiędzy poważnym biznesem, popkulturą, sztuką a światem kreatywnym. Moja starsza siostra pracowała już od lat w reklamie, więc to był oczywisty wybór. Wydaje mi się też, że mam naturalne zdolności, które pasują do tej branży.

Jakie?

Umiejętność łączenia różnych ludzi, organizacji, pracy projektowej. Do tego zainteresowanie popkulturą, muzyką, sztuką. Te wszystkie rzeczy, które były dla mnie naturalne, są potrzebne w reklamie. Wydaje mi się, że jestem w tym dobry, a nie muszę się naginać.

Kiedy trafiłeś do branży?

W pierwszej agencji Euro RSCG Sensors pracowałem na stażu zanim doczekała się nazwy Havas PR Warsaw. To było na pierwszym roku studiów. Studiowałem PR i marketing medialny na UW. W czasie studiów zawsze robiłem social media dla różnych marek. Byłem też instruktorem snowboardu i windsurfingu, więc dużo podróżowałem. To wszystko miało sens. Praca w internecie plus podróże – to działało. Zimą były Włochy, Szwajcaria, Francja, Austria, czasem Polska. Windsurfing to głównie Rodos i Hel. Byłem managerem sklepu Rip Curla na Chałupy 3. Niedługo potem zostałem brand managerem Rip Curl Polska. To pokazało mi, że moje zdolności są zauważane i doceniane. Nawet gdy pracowałem w sklepie, to chwilę później byłem managerem, bo każdy widział, że mnie to interesuje i się w tym sprawdzam.

Sport uczy determinacji? Czy ty po prostu jesteś zdeterminowany i dlatego idziesz w sport?

Sport jest bardzo podobny do biznesu. Obie tez rzeczy dają adrenalinę, obie wymagają pracy. Determinacja to chyba nie jest najważniejsza rzecz, tylko adrenalina. Kiedy masz przetarg, to adrenalina jest podobna jak przy skakaniu 25 metrów na snowboardzie. Chcesz to zrobić, zależy ci. Może to jest ten rodzaj ambicji, jaki buduje się w sporcie, współzawodnictwo. Zawsze coś trenowałem, od 3 roku życia – narty, pływanie, tenis, windsurfing. Jak się mieszka w Warszawie, to nie da się opierać na sportach, które możesz uprawiać w górach albo nad morzem. To jest raczej hobby. Nie byłem zawodowym sportowcem, ale mam dużo znajomych, którzy byli i świetnie sobie radzą w biznesie. Zawodowi sportowcy są dobrymi biznesmenami.

Czy to powoduje, że przełamujesz strach? Musisz przełamywać strach w sporcie…

Cały czas. W sportach ekstremalnych szczególnie. Nigdy się nie przyzwyczajasz do tego skakania. To za każdym razem jest jakiś stres. ‘Strach’ to nie do końca to słowo. Stres cię motywuje do tego, żeby zrobić to lepiej, wiesz, że jak źle to zrobisz, to wylądujesz w szpitalu. Adrenalina pomaga przesuwać granice swoich możliwości.

Mój kumpel Maciek Żakowski też ma agencję i on zawsze mówił: butikowe usługi są sto razy cięższe od pracy w organizacji. Jak nie wstaniesz raz w porę z łóżka, to możliwe, że firma stanie – takie tempo jest w reklamie. To nie jest tak, że masz biznes i on sobie po prostu działa. Jesteś independentem, a nie trybem w sieciówce. Jeśli chcesz mieć kasę i chillowe życie, to otwórz zwyczajny biznes, handel, jakiś import bez pasji – a nie pakujesz się na pogranicze twórczości i sprzedaży.

Banner Image

Covid okazał się dla nas przełomowy... To był boom. Urośliśmy 300 proc. Wszystko przeniosło się do digitalu. Wielkie korporacje szukały tańszych alternatyw, a my jesteśmy w stanie dostarczyć tę samą jakość co duże agencje, a jesteśmy dużo bardziej elastyczni i szybciej reagujemy na zmiany.

Jestem wychowany w digitalu

Ty w to jednak wszedłeś. Po jakim czasie złapaliście wiatr w żagle? Mówisz, że teraz nie mieścicie się już w biurze…

Te parę miesięcy przed covidem to był najgorszy okres. Po 2 pierwszych latach działalności dopadł nas dół – skończyła się kasa od inwestora, pod koniec roku skończyły się kontrakty z klientami, a my byliśmy na tyle niedoświadczeni, że nie wiedzieliśmy, że tak się dzieje, że przychodzisz w styczniu i nagle nie masz klientów. Co robić? Nie mamy kasy, mamy ludzi, biuro, leasingi. Wzięliśmy się mega ostro do roboty. Styczniowa walka o przetargi zaczęła dawać efekty koło marca… i nagle przyszedł covid. Na samym początku myślałem, że to koniec, że będzie dużo gorzej ekonomicznie, że będą dramaty na ulicach.

Wszyscy tak myśleliśmy…

Kiedyś czytałem artykuł, że nie potrzeba wojen w Europie, wystarczy wyłączyć prąd i temat zamknięty. Czytałem, że w Warszawie wystarczy jedzenia na 48 godzin. Ja nic nie jestem w stanie zrobić bez internetu. Jestem wychowany w digitalu. Jak się leje ze zmywarki, to wchodzę na Fixly.

Parę tygodni przed lockdownem zamknęliśmy biuro, wysłaliśmy ludzi do domu. Ścięliśmy koszty, ścięliśmy pensje o 30 proc. Patrzyliśmy na wielkie domy badawcze, firmy consultingowe, ściągaliśmy raporty, przefiltrowaliśmy to przez polski rynek i zaczęliśmy działać. Przez to, że jesteśmy młodą organizacją i wszystko mamy w chmurze, wszędzie korzystamy z apek, to przeniesienie się z offline do online zajęło nam jeden dzień. Dzięki temu, że tak szybko zareagowaliśmy z cięciem kosztów, po 3 miesiącach mogliśmy już zacząć oddawać ludziom różnice w ich pensjach. Covid okazał się dla nas przełomowy… To był boom. Urośliśmy 300 proc.

Wszystko przeniosło się do digitalu.

Tak. Zaczynając od tego, że rodzinna firma, która sprzedaje alarmy, nagle potrzebuje sklepu internetowego, a kończąc na tym, że wielkie korporacje szukały tańszych alternatyw. A my jesteśmy w stanie dostarczyć tę samą jakość co duże agencje, a jesteśmy dużo bardziej elastyczni i dużo szybciej reagujemy na zmiany z racji decyzyjności.

Banner Image

Od 10 lat nie piję alko, więc co mi pozostaje? Gra jest czymś pomiędzy – trochę sportu, trochę rywalizacji i popkultury, do tego w immersyjny sposób. 'Work hard. Play hard. Everyone is a gamer' to dobre hasło. Każdy ma swoją gierkę. Ja też mam swoją.

Work hard. Play hard. Everyone is a gamer

Kiedy cię zapytałam, czy w coś grasz, to ty powiedziałeś, że we wszystko i do tego jeszcze z dziewczyną.

Gram od zawsze, od dziecka. Pierwszy był Pegasus, gry na dyskietkach, bo tata też grał. Kiedy mój ojciec miał 36 lat, ja miałem 6 lat. On grał, ale raczej w biurze. (śmiech)

W robocie?

Tak.

Tobie zdarzyło się kiedyś grać w biurze?

Pewnie. Nie mówcie nikomu.

Wszyscy myślą, że jesteś zarobiony, a Ty grasz w Heroesów jak nasz naczelny?

Dokładnie, zdarzyło mi się grać w Heroesów w pracy. Chociaż w reklamie nie ma dużo wolnego czasu. Tu jest bardziej jak na giełdzie. W robocie nie możesz grać w coś, gdzie są duże emocje. Kiedy pracowałem w Havasie, był wysyp gierek na Facebooku, między innymi Farmville… Musieli widzieć, że grałem (śmiech). W dzieciństwie to była Contra, Blues Brothers, gdzie się rzucało płytami winylowymi, Dyna, Wolfenstein. Kiedyś grałem w LoL-a, Battlefield, CoD-a, w Counter-Strike’a. Była masa gier, w które grało się kompetytywnie. Teraz nie gram w gry onlinowe, bo nie mogę się zobowiązać, że o 21:00 zagramy. Zupełnie nie ma takiej opcji, bo reklama to nie poczta.

Dziś gram bardziej casualowo niż kiedyś, chociaż dalej właściwie codziennie.

W co grasz z dziewczyną?

Najczęściej w NBA, bo w Fifę nie ma sensu. Way Out to fajna gra ze split screenem dla dwóch osób. Mega polecam dla par. Ucieka się z więzienia. Kiedy przychodzą znajomi, to gramy w te wszystkie gierki typu Buzz!, w różne quizy. Kaja teraz gra w Civilization VI.

Najwięcej czasu poświęciłem chyba na Civilization VI. Widzę w tym podobieństwo do mojej pracy. Jestem strategiem. Masz cały świat, dziesięciu przeciwników i milion zmiennych – kulturę, sztukę, religię, naukę – i gdy dochodzisz do wyższych poziomów, to ta gra staje się naprawdę trudna i wymagająca. Nie wiem, czy nie trudniejsza niż praca, niż zrobienie strategii wprowadzenia na rynek piwa albo samochodu. Gdy wprowadzasz jakiś produkt, to masz target, grupę, określony rynek, milion badań klienta, warsztaty, spotkania. Każda rozgrywka jest trudniejsza niż to (śmiech). Gdy masz zarządzić całym światem, to jest trochę inaczej.

Lubię RPG-i, lubię strzelanki. Final Fantasy VII – remake był mega spoko. Bardzo lubię Far Cry, mimo że każda gra w serii jest taka sama. Humor jest tam zajebisty. Moja ulubiona gra to GTA5 – to najlepsza gra, jaka powstała w historii i mówię to na głos. Doskonała. Kiedy wyszła, to grałem pewnie ciągiem z 40 godzin. Wspaniała gra.

Jadłeś coś?

Tylko to, co mi ktoś podsunął.

Co w tym jest? Co ci to daje?

To jest jak film czy teatr, tylko masz wpływ na postać. Wiadomo, że jest dużo słabych gier, głupich i bez sensu, ale czasami mają świetną fabułę, humor i coś, za co lubisz popkulturę. Gra daje ci to wszystko, tylko jeszcze w bardziej immersyjny sposób, bo jesteś w środku. Gram od zawsze. Od 6-7 roku życia. Kiedyś mama ciągle mówiła, że mam przestać grać i się uczyć.

A teraz mama już nie powie ‘przestań grać’, bo to często jest już niezły biznes, sponsoring, nadzieje etc. Może gdybyś teraz miał 16 lat, byłbyś gamerem?

Na pewno nikt wtedy się nie spodziewał takiej zmiany rynku. Dla nas to była czysta rozrywka.

Teraz to się zmieniło w biznes. 

Totalnie nie kumam, dlaczego cały czas to jest tak źle wykorzystywane. Te sponsoringi gamerów, jakieś streamy i rozdania nagród to jest przeważnie mega paździerz. Jedynie turnieje gamingowe wyglądają sensownie. Nie wiem, czy to są kwestie budżetu…

To się chyba zaczyna zmieniać, nawet sprzęt gamingowy nie jest już ograniczony do tej dość trudnej estetyki. Zresztą sam widzisz, jak wygląda ten laptop (ASUS ROG Zephyrus M16)…

To prawda. Może to się wreszcie zmieni na szerszą skalę. Pewnie chodzi o to, że marki sponsorskie cały czas myślą, że to jest dla geeków, więc robią komunikację dla geeków, która trafia tylko do geeków. W gry grają właściwie wszyscy, a cały czas pokutuje przekonanie, że tylko nerdy. Ale nie używam tego określenia pejoratywne! W szkole może nie byłem nerdem, ale na pewno można powiedzieć, że po czasie to oni się śmieją.

Realizacja: Marta Jerin
fot. Kuba Łysiak

Banner Image

Kiedy sprawdzicie badania gamingu, okazuje się, przeciętny wiek gracza to 30 lat. Głównie przez gry casualowe na telefon, ale nie tylko. To jest mega mit, że tylko dzieciaki grają w gry. Ulubiony przykład? Nasz główny prawnik. Gość doradza rządowi w Brukseli i jeździ Audi R8, a tłucze właściwie codziennie. Ma dzieci, pracę, zajawki. Wszyscy moi kumple grają. Nieważne, co robią – czy ktoś jest szefem kuchni, dziedzicem wielkiej fortuny, czy ma własną firmę – generalnie tłuką wszyscy. Jak przyszedł covid, to od razu każdy sobie złożył kompa i kupił fotel gamingowy (śmiech). Ci ludzie nie tylko grają, ale też żyją tą kulturą, oglądają twitche.

Banner Image

Jeśli tak jak Knieju potrzebujecie mocnego sprzętu do wymagającej pracy w programach graficznych, ale chcecie też odpocząć przy dobrej grze, powinniście koniecznie sprawdzić ASUS ROG Zephyrus M16. To wysokiej jakości sprzęt gamingowy, na którym świetnie się pracuje. Ten wszechstronny laptop gamingowy gwarantuje świetne osiągi i mobilność, a do tego ma elegancki design.

Przybywa modeli, które wcale nie krzyczą, że są dedykowane graczom. Tak jest w tym wypadku.

Nowa propozycja Republic of Gamers jest zdecydowanie godna uwagi. Zwłaszcza że laptop zadowoli nie tylko graczy – może też zainteresować fotografów, twórców video, a nawet gier. ROG Zephyrus M16 został wyposażony w bardzo mocne podzespoły, świetny ekran oraz piękną i smukłą obudowę, która przykuwa uwagę. I waży tylko 1,9 kg! A do tego najnowszy pełnonapięciowy Intel® Core i7 lub nawet i9 najnowszej generacji, chłodzony ciekłym metalem, karta graficzna NVIDIA® GeForce RTX™ 3070, 48 GB RAM i nawet 2 TB szybkich dysków SSD. Wymagające aplikacje błyskawicznie się ładują, co zapewnia szybkość podczas rozgrywki i tworzenia treści. Renderowanie, edycja filmów 8k, streaming? Dzięki laptopom GeForce RTX 30 wszystko działa szybko i sprawnie.

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook