Podnoszenie płacy minimalnej i imigracja nie wpływają negatywnie na rynek pracy – czyli wnioski z tegorocznej nagrody Nobla z ekonomii

David Card, Joshua Angrist oraz Guido Imbens dostali Nobla za przeprowadzenie naturalnych eksperymentów dotyczących rynku pracy.

David Card poświęcił swoją karierę studiowaniu niezamierzonych eksperymentów w celu zbadania kwestii ekonomicznych — na przykład, czy podniesienie płacy minimalnej powoduje zwiększenie bezrobocia. Natomiast Joshua Angrist i Guido Imbens opracowali narzędzia badawcze, które pozwoliły mu na analizę zebranych danych, tj. umożliwiły ocenę wyników badań w kontekście teorii ekonomicznych. Ich praca przyniosła im Nagrodę Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych, czyli tzw. Nobla z ekonomii. Wszyscy trzej zwycięzcy pracują w Stanach Zjednoczonych, Card jest Kanadyjczykiem, Angrist Amerykaninem, a Imbens Holendrem.

Laureaci chcą zaznaczyć, że większość badań nagrodzonych Noblem powstała z udziałem nieżyjącego już Alana Kruegera, ekonomisty z Princeton i byłego doradcy Obamy i Clintona.

Noble nie są jednak przyznawane pośmiertnie.

Image

Peter Fredriksson

Przewodniczący komitetu noblowskiego

Czasami natura lub zmiany w polityce dostarczają sytuacji przypominających losowe eksperymenty. Tegoroczni laureaci pokazali, że takie naturalne eksperymenty pomagają odpowiedzieć na ważne dla społeczeństwa pytania.

Ekonomii nie da się sprawdzić w warunkach laboratoryjnych. Badacze postawili na naturalne eksperymenty, czyli na obserwację skutków decyzji politycznych i ich wpływ na rynek pracy.

Naturalne eksperymenty

Rewolucyjna praca badawcza Davida Carda nosiła tytuł ‘Minimum Wages and Employment: A Case Study of the Fast-Food Industry in New Jersey and Pennsylvania’. Dotychczas ekonomiści podejmowali temat płacy minimalnej tak jak większość innych tematów — głównie w kategoriach teoretycznych. Na ich światopogląd w większym stopniu wpływały modele narysowane na tablicach niż twarde dane. A te teoretyczne modele wskazywały, że płaca minimalna zabija rynek pracy.

Card i Krueger chcieli natomiast wskazać, jak płaca minimalna wpływa na miejsca pracy w świecie rzeczywistym. Zainspirował ich sposób, w jaki naukowcy z dziedziny medycyny wiarygodnie wykazali przyczynę i skutek za pomocą randomizowanych eksperymentów. W medycynie, z grubsza, robi się to losowo, dzieląc ludzi na dwie grupy, które są statystycznie identyczne. Naukowcy proponują jednej grupie leczenie, np. nowy lek, a drugiej placebo. Następnie porównują wyniki obu grup i dają nam wiarygodne dowody dotyczące działania danego leku. Card i Krueger marzyli o tym, aby móc to zrobić w swoich badaniach, ale problemem było dla nich (i tak naprawdę wszystkich ekonomistów) zorganizowanie takiego eksperymentu – to logistyczny koszmar, wręcz niemożliwa do wykonania rzecz. Należałoby przecież podzielić spore grupy ludzi na różne sfery ekonomiczne i kazać im żyć w określony sposób i w określonych warunkach przez co najmniej kilka miesięcy, jeśli nie lat. Zdawało się, że to, co działa z powodzeniem w medycynie, będzie nie do przełożenia na ekonomię.

Nie mając możliwości przeprowadzenia randomizowanego badania, Card i Krueger byli pionierami alternatywnej metody wiarygodnego oszacowania przyczyny i skutku. Kiedy stan New Jersey podniósł płacę minimalną, dostrzegli szansę na ‘naturalny eksperyment’, podchodząc do zmiany polityki jak do randomizowanego badania. Grupą ‘leczoną’ były restauracje typu fast food w New Jersey, a drugą grupą kontrolną były fast foody tuż za granicą, we wschodniej części Pensylwanii. Card i Krueger następnie przyjrzeli się zmianom w zatrudnieniu w każdym stanie, aby zobaczyć, jaki wpływ miała płaca minimalna w New Jersey. Odkryli, że niewielki wzrost płacy minimalnej w żadnym stopniu nie wpłynął negatywnie na rynek pracy. Wówczas, w latach 90., było to wielkie zaskoczenie dla całego świata. Odkrycia podważały pozornie oczywiste teorie ekonomiczne, które dominowały w nauce przez dekady.

Badanie Carda i Kruegera pomogło rozpocząć dodatkowe prace nad metodami badawczymi, które później przeprowadzili Angrist i Imbens. Według komitetu noblowskiego ten wkład zmienił sposób, w jaki naukowcy myślą i jak analizują naturalne eksperymenty. Wykazali oni, że możliwe jest zidentyfikowanie wyraźnego efektu interwencji w zachowanie ludzi, nawet jeśli badacz nie mógł kontrolować, kto brał udział w eksperymencie, a nawet jeśli wpływ różnił się u poszczególnych osób. Opracowali również przejrzyste ramy dla takich badań, które zwiększyły do nich zaufanie. Eva Mörk, członkini komitetu, uznała, że Card, Angrist i Imbens ‘zrewolucjonizowali pracę empiryczną w ekonomii. Pokazali, że rzeczywiście można odpowiedzieć na ważne pytania, nawet jeśli nie jest możliwe przeprowadzenie losowych eksperymentów’.

Zdjęcie: Frank C. Dougherty/The New York Times

Image

Orley Ashenfelter

Profesor ekonomii na Uniwersytecie Princeton

To miłe, ponieważ Komitet Nobla od tak dawna zafiksował się na teorii ekonomicznej, a teraz jest to druga nagroda przyznawana za to, jak obecnie wykonuje się analizę ekonomiczną. Większość analiz ekonomicznych w dzisiejszych czasach jest stosowana i empiryczna.

Sprawdzając w praktyce wpływ podniesienia płacy minimalnej w New Jersey, badacze stwierdzili, że nie zwiększyło to bezrobocia.

Płaca minimalna nie wpływa negatywnie na rynek pracy

Card i Krueger zestawili wskaźniki zatrudnienia w 410 restauracjach typu fast-food, w tym w Burgeru Kingu, KFC i Wendy’s, w New Jersey i pobliskiej Pensylwanii. Porównali zatrudnienie, płace i ceny w sklepach w New Jersey, która rok wcześniej podniosła płacę minimalną z 4,25 do 5,05 dolara za godzinę, oraz w Pensylwanii, która nie zmieniła swojej płacy minimalnej. Badacze chcieli sprawdzić, czy jest jakaś różnica w zmianach liczby pracowników zatrudnionych w miastach położonych blisko siebie, ale różniących się tylko płacą. Odkryli, że zmiana płacy minimalnej w jednym stanie nie miała wpływu na zatrudnienie. Należy tu zaznaczyć, że ogrom pracowników w restauracjach fast-food pracuje właśnie za płacę minimalną, najniższą legalnie możliwą pensję – stąd taki wybór obiektu badania. Praca Carda i Kruegera podważyła konwencjonalną maksymę ekonomii — ideę, że wyższe płace minimalne prowadzą do niższego zatrudnienia. — Początkowo sporo ekonomistów było dość sceptycznie nastawionych do naszych wyników – powiedział Card po otrzymaniu nagrody. Odkrycia Carda i Kruegera dają teoretyczną podstawę i uzasadnienie dla podniesienia płacy minimalnej, unieważniając najczęstsze argumenty przeciwko takiej polityce.

Artykuł miał znaczący wpływ, gdy został opublikowany i wciąż jest aktualny dziś, w obliczu odnowionej dyskusji na temat warunków ekonomicznych najgorzej zarabiających pracowników. Od czasu publikacji większość ekonomistów głównego nurtu zmieniła swoje stanowisko w sprawie płacy minimalnej. W 1978 roku 90 proc. członków ankietowanych przez American Economist Association zgodziło się, że płace minimalne znacznie obniżają zatrudnienie wśród pracowników o niskich zarobkach. W 2000 roku zgodziło się tylko 46 proc.

Artykuł Carda i Kruegera miał również wpływ na politykę we wielu częściach świata. Były premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown i jego doradca ekonomiczny z Partii Pracy Ed Balls wykorzystali badania, aby uzasadnić swój plan wprowadzenia w Wielkiej Brytanii krajowej płacy minimalnej, czego dokonano w 1999 roku. Niemniej jednak w Stanach Zjednoczonych federalna płaca minimalna utrzymuje się na poziomie 7,25 dolarów już od 2009 roku. Nacisk pracowników i opinii publicznej na wprowadzenie krajowej płacy minimalnej w wysokości 15 dolarów nabrał jednak rozpędu, szczególnie po tym, jak w zeszłym roku Floryda zatwierdziła decyzję o podniesieniu stanowej płacy minimalnej do 15 dolarów za godzinę do 2026 roku.

Photo by Mae Mu on Unsplash

Płace nie maleją wraz z napływem ludzi z zagranicy. Pracownicy rodzimi i imigranci uzupełniają się.

Imigracja nie wpływa negatywnie na rynek pracy

Card wykorzystał też naturalne eksperymenty do zbadania innych ważnych kwestii ekonomicznych. Na przykład kolejną niepodważalną maksymą starej szkoły ekonomii było to, że imigranci obniżają płace rodzimych pracowników. Jednak w badaniu z 1990 roku Card przeanalizował, co stało się z rynkiem pracy w Miami po 1980 roku, kiedy Fidel Castro pozwolił tysiącom osób opuścić Kubę i przenieść się do Stanów Zjednoczonych.

Między kwietniem a październikiem 1980 roku około 125 tys. ludzi uciekło z Kuby z portu Mariel, i wylądowało w Miami jako uchodźcy. To nagłe wydarzenie zwiększyło lokalną siłę roboczą w Miami o około 7 proc. Jest to doskonały przykład ‘naturalnego eksperymentu’, ponieważ niemożliwe byłoby zbadanie wpływu masowej imigracji na rodzime zatrudnienie i płace w prawdziwie laboratoryjnym otoczeniu. Card zdawał sobie z tego sprawę. Porównał on różnicę w zarobkach w Miami sprzed i po nagłej migracji z tą samą różnicą w czasie w grupie amerykańskich miast kontrolnych. Odkrył, że efekt migracji był ‘zerowy’— nie tylko pensje i bezrobocie rodzimych pracowników pozostały bez zmian przez siedmioprocentowy wzrost siły roboczej w Miami, ale także nie miało to wpływu na nisko wykwalifikowanych pracowników rodzimych, czyli tych, którzy posiadają co najwyżej dyplom ukończenia szkoły średniej. Odkrycia te były sprzeczne z nastrojami antyimigracyjnymi zarówno w USA, jak i Kanadzie.

Odkrycie Carda zakwestionowało konwencjonalną doktrynę tamtych czasów i ostatecznie zmusiło ekonomistów do ponownego przemyślenia modelu imigracji i płac na rynku pracy. W dominującym wówczas myśleniu masowa imigracja oznaczała wszakże znaczny wzrost podaży pracy, co powinno prowadzić do spadku ceny pracy — innymi słowy, niższych płac i mniejszej liczby stanowisk dla rodowitych obywateli.

Dlaczego masowy napływ robotników do miasta nie wpłynął na obniżanie płac i zatrudnienia tubylców? Tym Card już się nie zajmował. Jedna z teorii głosi, że pracownicy zagraniczni i miejscowi mogą specjalizować się w różnych zadaniach, a duży napływ imigrantów może spowodować, że miejscowi pracownicy przeniosą swoją pracę na swoją przewagę komparatywną. Na przykład rdzenni pracownicy mają przewagę w zawodach, które wymagają silnych umiejętności językowych, a więc jednym z powodów, dla których gospodarka Miami była w stanie tak łatwo wchłonąć duży napływ pracowników, mogło być to, że rdzenni pracownicy realokowali swoją pracę do zawodów, które wymagają silnych umiejętności komunikacji w języku angielskim.

Mówiąc krótko, Card odkrył, że duży napływ imigrantów ‘nie miał praktycznie żadnego wpływu na stawki płac mniej wykwalifikowanych pracowników spoza Kuby’. Jego praca ożywiła więcej wysiłków badawczych na ten temat i pomogła pokoleniu ekonomistów i polityków ponownie ocenić koszty i korzyści imigracji.

Photo by Katie Moum on Unsplash.

Im więcej pieniędzy, tym lepsza edukacja. Im lepsza edukacja, tym lepsze zarobki. Prosta zależność.

Jakość i długość edukacji wpływają na późniejszą karierę

Angrist i Krueger na początku lat 90. próbowali ocenić, ile korzyści czerpią ludzie z dodatkowych lat nauki. W 1991 roku opublikowali artykuł na temat związku między edukacją a zarobkami, który od tego czasu pojawia się w wielu podręcznikach jako klasyczny przykład naturalnego eksperymentu. Wykorzystali fakt, że uczniowie urodzeni wcześniej w roku mogą legalnie opuścić szkołę wcześniej niż ci urodzeni w późniejszych miesiącach. Ci, którzy urodzili się wcześniej, otrzymywali mniej wykształcenia, a także zarabiali mniej później w ciągu kariery. Szacowali, że efektem dodatkowego roku nauki był 7,5-procentowy wzrost dochodów. Przeanalizowano dane od lat 20. XX wieku.

Niektórzy uczniowie i tak by się uczyli, a dla nich wartość edukacji często nie jest reprezentatywna dla całej grupy. Czy można zatem wyciągnąć jakiekolwiek wnioski na temat efektu dodatkowego roku w szkole? – zastanawiał się komitet noblowski. – W połowie lat dziewięćdziesiątych Angrist i Krueger rozwiązali ten problem metodologiczny, pokazując, jak precyzyjne wnioski dotyczące przyczyny i skutku można wyciągnąć z naturalnych eksperymentów.

Edukacją zajmował się też w swoich późniejszych pracach David Card. W badaniu z 2010 roku odkrył, że szkoły publiczne w Kanadzie radzą sobie lepiej w obliczu większej konkurencji ze strony pobliskich szkół religijnych. W dwóch badaniach opublikowanych w 1992 roku Card odkrył, że amerykańscy uczniowie, którzy uczęszczali do szkół z mniejszymi klasami i wyższymi zarobkami nauczycieli, mieli lepiej płatne prace jako dorośli. Odkrycia ‘zaskoczyły społeczność naukową’, napisał komitet nagrody Nobla. ‘Wyniki doprowadziły do dyskusji na temat tego, czy jakość szkoły i zasoby szkolne mają znaczenie dla wyników szkoły i rynku pracy’.

W oparciu o nowe badania, które wykorzystały naturalne eksperymenty Carda i Kruegera ekonomista Kirabo Jackson odkrył, że uczniowie, którzy uczęszczali do szkół, które otrzymały więcej pieniędzy po reformach nakazanych przez sąd, zarabiali więcej pieniędzy jako dorośli niż uczniowie, którzy uczęszczali do tych samych szkół tuż przed pojawieniem się nowych środków. Chociaż są wyjątki, inne badania generalnie wykazują to samo: większe finansowanie oznacza lepszą edukację, a później lepsze zarobki. Pozornie brzmi to jak oczywistość, lecz jest wciąż duża grupa ekonomistów i polityków, którzy argumentują przeciwko większym nakładom na edukację, twierdząc, że pieniądze nie robią tu różnicy.

Photo by JodyHongFilms on Unsplash.

Zmiana stereotypów

Mimo że prace tegorocznych noblistów znane są już od lat 90., to być może dopiero uhonorowanie ich Noblem wpłynie na adekwatną ich popularność w dyskursie publicznym. Argument o szkodliwości podnoszenia płacy minimalnej pojawia się zawsze, gdy politycy proponują to rozwiązanie – teraz cały świat wie, że ta stara doktryna odeszła do lamusa. W kontekście prac Carda i innych warto też przypomnieć sobie o nastrojach w USA sprzed ery Trumpa, który wygrał m.in. dzięki ‘obietnicy’ postawienia muru na granicy, aby nie wpuszczać Meksykanów, którzy rzekomo kradli pracę Amerykanom.

Zabierają nam pracę. Zabierają nam pracę w produkcji. Zabierają nasze pieniądze. Zabijają nas – mówił Donald Trump w 2015 roku.

Problemem będzie jednak to, że być może część wyborców Trumpa nie śledzi wieści o laureatach nagrody Nobla z ekonomii i, przede wszystkim, że wiele z tych trumpowskich zapatrywać mogło opierać się na chłodnej kalkulacji swojej pozycji na rynku pracy, lecz na zwykłym rasizmie lub niechęci do obcych. Emocjami łatwo manipulować, a w ten sposób można wygrać wybory.

Przez mniejszą migrację w Wielkiej Brytanii brakuje ludzi do pracy. Cierpią na tym wszyscy.

Kolejny negatywny efekt Brexitu

Ograniczenie imigracji do Wielkiej Brytanii po Brexicie może, paradoksalnie, doprowadzić nie do większej liczby miejsc pracy dla lokalsów, lecz do zmniejszenia liczby stanowisk.

Po kolei. Obecnie w UK są problemy z łańcuchem dostaw. Są one spowodowane nie przez pandemię, lecz przez brak kierowców ciężarówek, który jest bezpośrednią konsekwencją Brexitu. Sprowadza się to do tego, że odwrócono napływ wschodnioeuropejskich pracowników, od których gospodarka brytyjska zaczęła zależeć w pierwszych dwóch dekadach tego stulecia. Imigracja była również jednym z głównych problemów dla zwolenników Brexitu – imigranci ‘zabierali pracę’, nie chcieli się asymilować, nie rozumieli brytyjskiej kultury itd. To rzekomo zbyt duża liczba pracowników z zagranicy była jednym z powodów wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Obecnie jednak, gdy Brytyjczycy patrzą na puste półki w sklepach i puste zbiorniki na stacjach paliw, widzą, za jakie podstawowe elementy życia codziennego byli odpowiedzialni migranci. I jak ich brak może doprowadzić do załamania rynku.

Ekonomiści z Instytutu Studiów Zatrudnienia szacują, że około 200 tys. obywateli UE opuściło Wielką Brytanię w wyniku Brexitu. Natomiast w niedawnej ankiecie przeprowadzonej przez Ipsos Mori 65 proc. respondentów udzieliło zdroworozsądkowej odpowiedzi, że brytyjskim firmom należy pozwolić na rekrutację z zagranicy, aby wypełnić luki w zatrudnieniu. Jest to ironiczne, bo byłoby to całkowitym odwróceniem skutków Brexitu, jakiego pożądali przecież jego zwolennicy.

Jak pasują tu odkrycia Davida Carda? Tak samo, jak w przypadku absurdalnych tez Trumpa o Meksykanach. Imigranci nie zabierają nam pracy, po prostu. Co więcej, jest wręcz przeciwnie – naukowcy z University of Sheffield i University of Cambridge odkryli, że wzrost liczby migrantów z UE w Londynie doprowadził do wzrostu ogólnego zatrudnienia. Analizując spis ludności i dane o zatrudnieniu od 1971 roku, badanie wykazało, że jednoprocentowy wzrost liczby migrantów urodzonych w Europie powoduje wzrost zatrudnienia w Londynie o 0,28 proc.

Zdjęcie: Wikimedia Commons

Zwiększenie liczby miejsc pracy, jakie przynoszą migranci, tłumaczy się takimi czynnikami, jak wydawanie przez migrantów pieniędzy w lokalnych biznesach, zakładanie nowych firm, przyczynianie się do innowacji, obsadzanie miejsc pracy, których pracownicy z Wielkiej Brytanii nie są w stanie lub niechętnie akceptują, oraz pomoc w budowaniu zagranicznych powiązań handlowych.

W dłuższej perspektywie migranci z UE generują w UK więcej miejsc pracy niż zajmują.

Badanie to trafnie przewidziało, że jeśli migranci z UE opuszczą Londyn po Brexicie, nastąpi znaczny spadek dostępnych na rynku miejsc pracy. Badanie wykazało również, że żadna grupa migrantów nie miała statystycznie istotnego długoterminowego negatywnego wpływu na rynek pracy. Nie zapominajmy też o tym, że być może Brytyjczykom nie uda się naprawić i uzupełnić łańcuchów dostaw w odpowiednim stopniu i czasie. Wówczas wszystkie przedsiębiorstwa, które polegały na pracy np. kierowców ciężarówek, zwyczajnie zbankrutują. Imigracja może więc, wbrew obalonej, lecz wciąż żywej doktrynie, zmniejszać bezrobocie rdzennej populacji.

Zdjęcie główne: The Nobel Prize
Tekst: Miron Kądziela

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook