Slow violence – przemoc niewidoczna, która dotyka miliony

Przemoc brutalna, wyrządzana bez uzasadnienia i niewytłumaczalna przeraża każdego z nas. Morderstwa, działania naruszające godność i nietykalność cielesną, czynności zagrażające naszej wolności, ograniczające seksualność, wyrządzające krzywdę fizyczną i gwałcące psychikę budzą lęk. Istnieje jednak inny rodzaj przemocy, o którym nie krzyczą nagłówki gazet – krzywdząca latami, czasami dziesięcioleciami „slow violence”.
.get_the_title().

Teoria przemocy strukturalnej

Idea powolnej przemocy sięga lat sześćdziesiątych XX wieku. Johan Galtung, norweski socjolog, już w 1969 roku przekonywał, że agresja może mieć charakter inny niż fizyczny. Chociaż termin slow violence nie pojawił się w jego publikacji, nakreślił jego konceptualnego poprzednika – przemoc strukturalną. Według Galtunga ten rodzaj przemocy ma miejsce, gdy społeczeństwo działa na szkodę swoich obywateli.

Wpływa na nas w niezauważalny sposób, głównie poprzez nierówności społeczne i zdrowotne, rasizm, seksizm lub inne środki systemowe.

Zdjęcie: Mike Von

Dynamizm zachodzących zmian jest często niezauważalny, więc mimo namacalnego wpływu, trudno jest ustalić osoby odpowiedzialne.

Teoria przemocy powolnej

Przenieśmy się do roku 2011, w którym ukazuje się książka Roba Nixona “Slow Violence and the Environmentalism of the Poor”. Po raz pierwszy w historii pojawia się definicja przemocy powolnej, wywołanej przez zmiany klimatyczne, wylesianie terenów zielonych, wycieki ropy, stosowanie pestycydów i chemikaliów w rolnictwie, środowiskowe następstwa wojny oraz opady jądrowe.

Według autora przemoc tego rodzaju zarysowuje się „stopniowo i poza zasięgiem wzroku, przemoc opóźnionego zniszczenia, która jest rozproszona w czasie i przestrzeni, przemoc polegająca na wyczerpaniu, która zazwyczaj nie jest postrzegana jako przemoc”.

Zdjęcie: Swarnavo Chakrabarti

Analogicznie do dobrze nam znanej przemocy szybkiej i brutalnej, ludzie cierpią i umierają, a szkoda wyrządzana jest nie tylko pojedynczym jednostkom, ale całym społeczeństwom. Niestety w tempie zbyt wolnym, by wytypować osoby za nią odpowiedzialne. Część winy możemy przenieść na branże, które przyczyniły się do zanieczyszczenia ekosystemu. Część winy może leżeć po stronie rządu i polityki, którą realizował lata lub dekady wcześniej. Przemoc działająca powoli nie ma wyraźnego sprawcy, jest to kumulacja wielu złych decyzji.

Świat przywilejów

Thom Davies (University of Nottingham), geograf zajmujący się sprawiedliwością środowiskową i kryzysem uchodźczym, na co dzień prześwietla „toksyczne obszary geograficzne”, w których wpływ powolnej przemocy jest wyraźnie widoczny. W 2019 roku poddał analizie przypadek „alei raka” zlokalizowanej wzdłuż rzeki Missisipi w Luizjanie.

W artykule “Slow violence and toxic geographies: ‘Out of sight’ to whom?” określił badany region jako „najgęstszą grupę zakładów chemicznych na półkuli zachodniej”.

Zdjęcie: desmogblog.com

W osadzie wiejskiej Freetown przeprowadzał wywiady z mieszkańcami o ich doświadczeniach związanych z życiem na skraju krajobrazu przemysłowego.

Powolne gromadzenie się zanieczyszczeń, chemiczna woń unosząca się w powietrzu, obumieranie roślinności, i plotki dotyczące rosnących wskaźników zachorowalności na raka to dla nich codzienność.

Do kluczowych kwestii należy dołączyć dyskryminację rasową i nierówność społeczną. Wśród wszystkich mieszkańców alei raka największą grupę stanowią Afroamerykanie o niskich dochodach.

Zdjęcie:
Chris LeBoutillier

Analiza przypadku

Christopher Pala, reporter The New York Times, przeprowadził analizę wpływu pestycydów wykorzystywanych na farmie Bayer-Monsanto Mokulele przy testach nowej, genetycznie modyfikowanej odmiany kukurydzy na mieszkańców sąsiadującego z nią osiedla Kamalani.

Mimo strefy buforowej, miejscowi skarżyli się na nieprzyjemne chemiczne zapachy, ból gardła i kaszel.

Wśród nich znalazła się rodzina Tammy Brehio. Po latach narzekania na świszczący oddech, nawracające migreny, bóle gardła oraz braku wsparcie od lokalnych władz, razem z mężem i trójką dzieci zdecydowała o przeniesieniu się w głąb kraju, na zbocze wulkanu Haleakala. Po kilku tygodniach dolegliwości ustąpiły.

Zdjęcie: SITNBoston

To historia jednej z wielu rodzin, których członkowie borykali się z podobnymi problemami zdrowotnymi. Do niepokojących sygnałów należy dołączyć swędzenie oczu, ból stawów, obrzęk gruczołów, chroniczne zmęczenie.

Skargi na pestycydy stały się powszechne na czterech z sześciu głównych wysp Hawajów – O’ahu, Maui, Moloka’i i Kauai, które stanowią globalne epicentrum testowania nowych odmian kukurydzy pod kątem odporności na wysoce toksyczne pestycydy.

Pomimo badań wykazujących widoczną korelację między bliskością pól z GMO a wzrostem zachorowań na raka i pojawieniem się wad wrodzonych, lokalne władze przez wiele lat nie podjęły żadnych znaczących kwestii w celu ograniczenia przemocy zdrowotnej. Przełom nastąpił w roku 2019, kiedy ustanowiono pierwsze prawo stanowe regulujące stosowanie pestycydów.

Zdjęcie: Jakayla Toney

Stopniowa prędkość narastania slow violence, którą część społeczeństwa musi znosić latami, pozwala ludziom gromadzić wiedzę na temat zanieczyszczeń. Tempo narastania procesów jest zbyt wolne, by zarejestrować dowody jej negatywnego wpływu. Mimo trudności w określeniu oczywistego sprawcy, skutki są odczuwalne zawsze.

Te nieuniknione „powolne badania”, często pozbawione widowiskowości, prowadzą do nierówności zdrowotnej i rasizmu.

Czy slow violence na pewno jest zupełnie niewidoczna? To zależy, kto na nią patrzy.

Zdjęcie główne: Josh Hild
Tekst: Karolina Wilczewska

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook