W grupie siła – mówi fotograf Bartek Wieczorek

"Jestem zmęczony, rozczarowany i wkurwiony, ale nigdy wcześniej nie czułem takiej wspólnoty i emocji z tym związanych. Ludzie chcą razem coś zmienić, bo nie zgadzają się z tym całym zakłamaniem i brakiem empatii" - o lockdownie, strajkach i trudnych emocjach rozmawiamy z fotografem Bartkiem Wieczorkiem.
.get_the_title().

Wrażliwe i czułe oko fotografa rejestruje obrazy, które doskonale opisują rzeczywistość. Tę subiektywną, nasyconą emocjami i wrażeniami, ale też wspólną dla nas jako społeczeństwa. Niektóre zdjęcia mają moc uchwycenia uniwersalnej prawdy, są zapisem historii i mówią więcej niż tysiąc słów.

Bartek Wieczorek mieszka i pracuje w Warszawie, od kilkunastu lat tworzy okładki prasowe, sesje modowe, kampanie dla takich marek jak Reserved. Jaki jest fotograficzny zapis pandemicznego roku jednego z bardziej znanych polskich fotografów? Jest pełen prywatnych momentów, chwil z bliskimi, pustych podwórek, napięcia, frustracji na ulicach, ale też poczucia wspólnoty i bliskości.

Społeczne napięcia są fotogeniczne, ale to z tych zwykłych momentów składa się życie.

F5: Jesteś gotowy na kolejny lockdown? Oswoiłeś go wiosną?

Bartek Wieczorek:

Można powiedzieć, że bardziej niż na poprzedni, bo przynajmniej teraz wiem, z czym to się je i że kiedyś się musi skończyć. Ale tak naprawdę nigdy nie będę, bo nie jest łatwo żyć w ograniczeniach, rezygnować ze spotkań, rezygnować z miasta. Przy poprzednim lockdownie było takie olśnienie, że przymusowe zwolnienie tempa może być przyjemne. Nagle zaczęliśmy, bo musieliśmy, spędzać dużo czasu w domu, w bliskim gronie rodziny. No, ale w tym wszystkim smutno się patrzyło na pozamykane restauracje, bary i puste ulice. W środku lockodwnu jeździłem codziennie do biura naszej agencji na rowerze, tylko po to, żeby coś zrobić i mieć alibi, że jadę tam po jakiś negatyw do pracy. Czułem paranoję.

Wiem, że wielu fotografów podczas lockdownu i powolnego wychodzenia z niego musiało się przestawić z trybu ciągłych wyjazdów, sesji, wiru pracy, na tryb „stand by”. Niektórzy szukali jakiegoś celu, tworzyli swoje projekty. Jak to wyglądało u Ciebie? Rejestrujesz otoczenie, swoją rzeczywistość, fotografując, więc zamknięcie mocno ogranicza… A może otworzyło Cię na coś nowego? Kogo lub co fotografowałeś najczęściej podczas lockdownu?

U mnie też tak to wyglądało, że z codziennego wiru i kilku projektów naraz nastała głucha cisza. W zasadzie od marca do prawie końca czerwca nie miałem żadnej pracy. To było bardzo stresujące, bo nie wiedziałem, kiedy i czy ta praca wróci. Zwykle nie fotografuje kompulsywnie swojego najbliższego otoczenia. Tym razem było inaczej i myślę że zrobiłem sporo zdjęć, których w normalnym czasie bym nie zrobił. Ograniczenia naturalnie zmuszają do innych niż zwykle działań.

Fotografowałem moją rodzinę, dom, drogę do biura, puste podwórka, potem przyjaciół, powrót do względnej normalności. Ja na co dzień robię dużo takich zdjęć, ale tym razem można powiedzieć, że zacząłem traktować to jak projekt, robiłem stykówki, układałem te fotografie w szkicowniku. To pozwoliło mi przejść przez ten czas nie wariując.

When I see the magic, beauty it’s more real when you’re here too, sounds around us are to be witnessed together. Come closer, as close as you can feel the closeness, the togetherness, see the connection, we are one, when we live, we love, when we laugh, we share, when we dream, we fill the world with wonder

Czego najbardziej brakowało Ci podczas lockdownu?

Ludzi, znajomych, przyjaciół. Jestem introwertykiem i zdarza mi się mało aktywnie uczestniczyć we wszelakich grupowych spotkaniach. Ale lockdown pokazał mi, jak bardzo je lubię. Na co dzień, w pracy też spotykam mnóstwo osób, często wcześniej nieznanych.

Ten czas pokazał jak bardzo mi tych wszystkich spotkań, śmiechu, rozmów brakuje.

Skąd pomysł na wystawę „Ostatnie takie lato”? Jak to się właściwie stało, że ta wystawa powstała?

Rozmawiałem z Wiktorem Malinowskim i Maksymem Rudnikiem o lockdownie i o tym, co wtedy robiliśmy. Każdy miał swoją ciekawą, prywatną historię z tym związaną. Maksym na przykład pomagał mamie w pracy i przez to zrobił bardzo prywatny projekt o swojej rodzinnej miejscowości. To było dla mnie bardzo inspirujące. Stwierdziliśmy zgodnie, że tyle razy rozmawialiśmy o wspólnych projektach foto, że może to jest dobry moment, żeby coś zrobić. Każdy z nas robił w tym czasie sporo zdjęć, więc postanowiliśmy, że pokażemy rzeczy, które powstały od ogłoszenia lockdownu do czasu wystawy. Zapytaliśmy o to samo osoby, które są nam w jakiś sposób bliskie i również fotografują i tak zebrała się dość spora grupa chętnych i powstało “Ostatnie takie lato”. Już myślimy o następnym projekcie, więc są też jakieś plusy tego lockdownowego czasu.

Jestem ciekawa, czy Twoje środowisko się wspierało? Widziałam reklamy, które kręcono w domach przyjaciół, rodziny ekipy filmowej, nagle mieszkania zwykłych ludzi stały się planem zdjęciowym. Ty kręciłeś teledysk Miasto, w którym też widać mieszkania Twoich znajomych.

Moje środowisko wspiera się i bez lockdownu. Zawsze uważałem, że żeby robić fajne rzeczy i też rozwijać nasz rynek, trzeba iść ramię w ramię. I wiele osób, które znam, myśli tak samo, dzięki temu powstało już wiele projektów, które normalnie nie miałyby szans.

Teledysk dla Baascha powstał z potrzeby opowiedzenia o naszych emocjach, złości, bezsilności na to, co się dzieje i co robi rząd i policja. Nie było trudno zebrać chętnych, którzy wzięli w tym udział.

Ci sami ludzie dalej, mimo tego, co się dzieje, wychodzą na ulice, żeby krzyczeć o tym, co ich denerwuje. W grupie siła.

Pandemia mocno ograniczyła kontakty społeczne, jedni boją się spotykać, inni całkiem nie, ale generalnie jest inaczej. Lato było momentem oddechu, kiedy wszyscy nagle poczuli się bezpieczniej, ale wystarczył miesiąc, dwa i znowu jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, czekamy na lockdown, tudzież „narodową kwarantannę”. Czy w tej pandemii zastanawiałeś się, kto jest dla Ciebie tą najbliższą wspólnotą? Masz potrzebę identyfikacji z grupą, potrzebę przynależności, czy wystarcza ci najbliższa rodzina?

Rodzina jest bardzo ważna, od kiedy mamy córkę to jeszcze bardziej to rozumiem. Jednak tak jak wcześniej mówiłem ważni są też inni ludzie, przyjaciele, koledzy z pracy, cała fotograficzna rodzina, z którą robiliśmy “Ostatnie takie lato”.

Musi być przepływ energii, inspiracji, zabawy, poważnych i niepoważnych tematów. Bez tego nie ma życia i nie ma fotografii.

To dość trudny rok… Pandemia, lockdown, poczucie zagrożenia, ograniczenia, poczucie podziału społeczeństwa, strajki, poczucie absurdu. Wielu ludzi ma dość Polski, nie czuje wspólnoty z tzw. „narodem”, wielu doskwiera izolacja. Jak Ty to czujesz? Jesteś zmęczony tym wszystkim? Szukasz, znajdujesz tę wspólnotę gdzieś indziej?

Jestem zmęczony, rozczarowany i wkurwiony, ale nigdy wcześniej nie czułem takiej wspólnoty i emocji z tym związanych. Ludzie chcą razem coś zmienić, bo nie zgadzają się z tym całym zakłamaniem i brakiem empatii.

Nie jest to dziwne, bo nie da się patrzeć na ten brak empatii ze strony władzy i na to, jak w tak trudnym czasie dolewa oliwy do ognia i krzywdzą tym nas i bliskie nam osoby. Nie mam dość Polski, mam dość ludzi, którzy chcą ten kraj zniszczyć i skłócić nas ze sobą.

W zeszłym tygodniu policja prowokowała tłum pod TVP i traktowała ludzi gazem, w tym samym czasie premier wygłaszał w sejmie antyunijne treści. Nie możemy się zgadzać na takie zachowanie i traktowanie i na niszczenia naszego kraju. Mam nadzieję, że ludzie się nie poddadzą i że w każdy możliwy sposób, dalej będziemy pokazywać jak bardzo się z tym nie zgadzamy.

Jaki jest rok 2020 na Twoich zdjęciach? Masz takie zdjęcia, które opisują najlepiej Twoje doświadczenia tego roku?

Jest na pewno bardziej osobisty. Mam dużo portretów bliskich mi osób i dużo portretów Miry, mojej córki. Myślę, że emocje na tych zdjęciach mówią dużo o mnie i o moich emocjach związanych z tym czasem. Na naszej wystawie pokazałem projekt „Teraz kładę się spać”, który składa się z portretów dzieci moich przyjaciół i z miejsc, które fotografowałem w trakcie lockdownu i po nim. To są dla mnie bardzo ważne zdjęcia i na pewno mówią o moich doświadczeniach i o momencie, w którym nagle twoje życie się zmienia, a ty nie do końca rozumiesz dlaczego.

Do takiego właśnie wyboru zdjęć zainspirowała mnie Mira. We wrześniu poszła do przedszkola, gdzie bardzo mocno buntowała się przed drzemką w środku dnia. Nie rozumiała, czemu ma spać, skoro wcześniej nie musiała. Pomyślałem, że to podobne uczucie do tego, które miałem na początku lockdownu: ktoś ci próbuje wytłumaczyć, że to potrzebne, ale ty nie chcesz rezygnować z wolności decydowania o sobie.

Rozmawiała: Marta Jerin
Zdjęcia: Bartek Wieczorek
Materiał powstał przy współpracy Reserved i kampanii Togetherness

SPOŁECZEŃSTWO