Previous Slide Icon Next Slide Icon
Play Daily Button Pause Daily Button
Exit Daily Button

Wielka Brytanio, what’s wrong with you?

Od ustaw, które mają umożliwić funkcjonariuszom tłumienie protestów, przez dyskryminację osób transpłciowych po obawy o sposób przeprowadzania wyborów – Wielka Brytania ma problem.
Przejawia się to wrogością wobec działaczy i organizacji charytatywnych oraz tłumieniem protestów.

Zagrożona wolność społeczeństwa obywatelskiego

Międzynarodowa organizacja Civicus śledzi zmiany, które zachodzą w społeczeństwach obywatelskich 197 krajów na całym świecie i ocenia ich stan wolności. Najnowszy raport organizacji wskazuje na to, że rząd Wielkiej Brytanii tworzy ‘wrogie środowisko’ dla aktywistów, organizacji charytatywnych i innych organizacji społeczeństwa obywatelskiego. Stwierdzono również coraz bardziej autorytarne dążenie rządu do narzucenia restrykcyjnych przepisów dotyczących publicznych protestów i konsekwencji karnych ich złamania.

Skąd takie wnioski? W ciągu ostatniego roku brytyjski rząd podjął wiele działań, który skutkiem miało być – i faktycznie było – ograniczenie przyzwolenia na organizowanie protestów. Jednym z nich jest wprowadzenie nowej ustawy, zgodnie z którą funkcjonariusze mają nowe uprawnienia do tłumienia protestów i marszów. Inna ustawa – o porządku publicznym, która obecnie przechodzi przez parlament – ma docelowo ograniczyć organizowanie protestów ‘w stylu partyzanckim’, czyli takich, które angażują uczestników w śpiewanie piosenek czy robienie żartów.

Nie tylko organizacja Civicus doszła do takich wniosków. Fundacja Sheila McKechnie przeprowadziła badanie, w którym 94 proc. aktywistów działających w Wielkiej Brytanii przyznało, że istnieją zagrożenia dla wolności organizowania się, udziału w debacie publicznej i wpływania na decyzje polityczne poprzez protesty czy manifestacje. Taki sam odsetek badanych zgodził się, że ‘negatywna retoryka’ polityków wobec działaczy zagraża swobodzie obywatelskiej.

Covid, wojna i kryzys klimatyczny. Jakby tego było mało, rząd Wielkiej Brytanii właśnie odkrył kolejne, poważne zagrożenie – młodych ludzi.

‘Plaga młodzieży’ i ich ‘antyspołeczne zachowania’

Nie tylko aktywiści – na celowniku brytyjskich polityków znaleźli się również młodzi ludzie. Chris Philp, poseł z partii torysów (chociaż na ‘problem’ zwraca uwagę również Partia Pracy), zaproponował nowy zestaw zasad mających na celu ograniczenie ich ‘antyspołecznych zachowań’. Obejmują one m.in. surowsze kary za graffiti w postaci przymusowych prac społecznych, zakaz używania gazu rozweselającego oraz zwiększenie liczby patroli policyjnych w ‘punktach zapalnych zachowań antyspołecznych’, czyli w zasadzie w każdym miejscu publicznym. Inne zasady ułatwią właścicielom mieszkań eksmisję ‘antyspołecznych lokatorów’, a także utrudnią eksmitowanym zdobycie nowych mieszkań komunalnych.

Brzmi to jak plan pogorszenia i tak już poważnego kryzysu mieszkaniowego, a co za tym idzie – kryzysu bezdomności w Wielkiej Brytanii. Nowe zasady nie oszczędzają jednak również tych osób, które znalazły się w takiej sytuacji. Docelowo miałyby być one karane za biedę i przebywanie w przestrzeniach publicznych.

Wielu odnosi wrażenie, że walka z ‘antyspołecznymi’ zachowaniami młodych osób jest jednym z priorytetów rywalizacji politycznej między brytyjskimi politykami. Przykładowo Keir Rodney Starmer zasugerował ostatnio, że marihuana rujnuje ludziom życie. Następnie skrytykował torysów za to, że ich polityka jest zbyt łagodna wobec przestępczości i wymienił kary, które wprowadziłby po dojściu do władzy.

A czym w ogóle są ‘zachowania antyspołeczne’? Problem polega na tym, że jest to bardzo subiektywny termin. To sposób na kryminalizowanie zachowań, które z definicji przestępstwem nie są. Niektórzy dopatrują się w nowej polityce rasizmu, twierdząc, że nowe rodzaje działań policyjnych są wymierzone głównie w mniejszości, zwłaszcza w młodych czarnoskórych mężczyzn. Zachowaniem antyspołecznym można określić w zasadzie dowolnie wybraną przez funkcjonariuszy czynność, ale jest większe prawdopodobieństwo, że jeśli nie spodoba im się czyjś wygląd, to siedzenie w parku z przyjaciółmi stanie się ‘włóczęgostwem’. Z kolei jeśli obok będzie odpoczywała grupa znajomych z koszem piknikowym na trawie, raczej nikt nie będzie jej o nic podejrzewał.

Oczywiście samo określenie ‘zachowania antyspołeczne’ nie jest zupełnie niejasne – niektóre z działań moglibyśmy tak określić z całą pewnością. Jednak dowody wskazują na to, że kryminalizacja jest nieskutecznym sposobem zapobiegania takim zachowaniom. Znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby inwestowanie nie w system kar, a w prewencję, opiekę psychologiczną czy edukację młodych osób. Wydatki na te cele zmalały jednak o 71 proc., od kiedy to torysi doszli do władzy.

Jeśli obstawiacie, że to zmiana na lepsze – mylicie się.

W Wielkiej Brytanii słowo ‘płeć’ miałoby zmienić swoją definicję

Minister biznesu, energii i strategii przemysłowej Wielkiej Brytanii Kemi Badenoch chce zmienić prawną definicję płci. W efekcie miałoby to pozbawić osoby transpłciowe niektórych praw. Badenoch chce, by płeć odnosiła się wyłącznie do płci biologicznej, tj. tej przypisanej przy urodzeniu. Oznacza to, że osoby transpłciowe byłyby domyślnie wykluczone z przestrzeni jednopłciowych, bez konieczności uzasadnienia. Zdaniem niektórych to najgorszy do tej pory atak rządu Wielkiej Brytanii na prawa osób transpłciowych.

Na razie jest to propozycja, a nie konkretny przepis prawny, jednak Partia Pracy nie sprzeciwia się jednoznacznie temu pomysłowi. Gdyby zmiana weszła w życie, co by to oznaczało dla osób transpłciowych? Od czasu wprowadzenia ustawy o równości w 2010 roku każda osoba transpłciowa posiadająca Certyfikat Uznania Płci (GRC) ma taką samą płeć prawną jak osoba cispłciowa: transpłciowe kobiety są prawnie kobietami, a transmężczyźni są prawnie mężczyznami. Istnieją jednak przepisy w ustawie o równouprawnieniu, które oznaczają, że osoby transpłciowe mogą być też prawnie wykluczone z niektórych przestrzeni jednopłciowych, takich jak schroniska dla ofiar przemocy domowej lub sesje poradnictwa grupowego. W każdym przypadku niedopuszczenia osoby transpłciowej do takiego miejsca trzeba jednak przedstawić konkretny powód, a ładniej mówiąc, udowodnić, że jest to ‘sposób osiągnięcia uzasadnionego celu’. Nowe zasady zaproponowane przez Badenoch oznaczałyby domyślne wykluczenie z przestrzeni jednopłciowych osób trans, bez konieczności uzasadnienia.

Jak można się spodziewać, propozycja ta została przyjęta z zadowoleniem przez transfobiczne grupy i potępiona między innymi przez organizacje LGBTQ+.

Zbliżają się wybory, które będą kluczowym sprawdzianem dla konserwatywnego rządu Rishiego Sunaka.

A co z demokracją?

Z naszej perspektywy może się to wydawać trochę dziwne, ale w Wielkiej Brytanii ta sytuacja wywołała niemałą burzę. Źródłem sporów jest ordynacja wyborcza z 2022 roku, uznana za największą reformę wyborczą od kilkudziesięciu lat. O co chodzi? Wprowadzono nowe prawo, które wymaga od Brytyjczyków udowodnienia swojej tożsamości (poprzez okazanie np. paszportu, dowodu osobistego lub prawa jazdy) przed wzięciem udziału w wyborach.

Istnieje ogromna szansa, że ludzie nie pojawią się tego dnia z dowodem tożsamości, ponieważ nie są świadomi wprowadzonych zmian – powiedziała Jessica Garland, dyrektor ds. Polityki i badań w Electoral Reform Society. – Ludzie po prostu zostaną pozbawieni praw wyborczych przez przypadek.

Garland twierdzi, że nawet 1/4 wyborców, czyli ok. 12 mln osób nie wie, że będzie potrzebować dokumentu tożsamości ze zdjęciem, zanim będzie mogło głosować w wyborach samorządowych, które zaplanowane są na 4 maja. Prawdopodobnie wiele osób nie zabierze ze sobą na wybory takiego dokumentu przez przypadek, ponieważ w Anglii nie ma obowiązku noszenia dowodu tożsamości.

Do tego dochodzą obawy, że nowe przepisy wykluczają z głosowania młodszych, biedniejszych obywateli, osoby z niepełnosprawnościami czy mniejszości etniczne – wyborców, którzy mają mniejsze szanse na posiadanie takich dokumentów w ogóle, ponieważ można je zdobyć tylko po pokonaniu znacznych przeszkód finansowych i administracyjnych. Istnieje więc bardzo realne ryzyko, że miliony wyborców o niskich dochodach nie będą mogły głosować.

Badania rządowe sugerują, że blisko 2 miliony wyborców nie posiada dokumentu tożsamości ze zdjęciem.

Eksperci dopatrują się w tej sytuacji zagrożeń dla demokracji, a kilka organizacji oskarża konserwatystów o pewną formę manipulacji i stwarzanie przeszkód wyborczych dla grup społeczno-ekonomicznych, które potencjalnie mogłyby głosować na lewicę. Politycy, którzy stoją za wprowadzeniem tej zmiany, bronią swojej decyzji, mówiąc, że zweryfikowanie tożsamości przed udziałem w głosowaniu jest koniecznością, a akceptowanych jest aż 20 rodzajów dokumentów z aktualnym zdjęciem.

Osoby nieposiadające dowodu osobistego mogą ubiegać się o bezpłatny dokument tożsamości wyborcy, znany jako zaświadczenie organu wyborczego. Według Guardiana tylko ok. 10 tys. osób złożyło wniosek o ten dokument od czasu otwarcia programu, co stanowi zaledwie 0,5 proc. wszystkich tych, którzy mogą go potrzebować.

W ostatnim czasie dochodzi do nas wiele niepokojących informacji dotyczących praw różnych grup społecznych i wolności w Wielkiej Brytanii – odnotowuje się coraz więcej przypadków bezprawnych aresztowań, tłumienia protestów czy ‘uciszania’ dziennikarzy. Kraj do niedawna mógł być uważany za wzór państwa postępowego i respektującego wolność słowa. Jednak ostatnie doniesienia i spadki pozycji Wielkiej Brytanii w wielu rankingach oceniających poziom swobód obywatelskich czy wolności uważane są przez wielu za ogromne zagrożenie i krok wstecz.

Tekst: MZ

SPOŁECZEŃSTWO