Previous Slide Icon Next Slide Icon
Play Daily Button Pause Daily Button
Exit Daily Button

Witamy w erze randek optymalizacyjnych. Kultura pośpiechu zaczyna dotyczyć również randkowania

Czas staje się dla ludzi cenniejszy niż miłość?
.get_the_title().

O kulturze zapierdolu i pośpiechu mówi się głównie w kontekście pracy. Pęd towarzyszy nam jednak we wszystkich aspektach życia i nie omija relacji romantycznych. Okazuje się, że nawet aplikacje randkowe dla wielu osób stają się stratą czasu. Nadciąga era ankiet miłosnych. O takiej praktyce opowiedziała redakcji VICE Christine Gwaze, która operację 'szukanie idealnego faceta’ rozpoczęła w 2020 roku.

Korzystając z apki 'Don’t Waste My Time Application’, dziewczyna wysłała do potencjalnych kandydatów randkowych kwestionariusze, za pomocą których musieli wskazać swój wzrost, rozmiar penisa, określić, czy potrafią się szczerze i otwarcie komunikować, a także opisać swoje poczucie humoru.

Poniżające? Bez sensu? Być może, ale Gwaze dostała odpowiedzi od ponad 60 mężczyzn, z którymi wcześniej odbyła krótkie rozmowy. Na drugim etapie ankiet kandydaci usłyszeli kolejne wymagania: 'Szukam atrakcyjnego mężczyzny do częstych stosunków za obopólną zgodą. Wybrany kandydat nie może dyskryminować innych ze względu na rasę, płeć, orientację seksualną, religię, klasę itp.’. To nie koniec! Pożądany mężczyzna musi poruszać się samochodem i mieć własne mieszkanie. Nie pasujesz do opisu, a jednak się zgłaszasz? Dostajesz karę za marnowanie czasu Christine.

Kobieta castingowała kandydatów przez dwa miesiące i w końcu znalazła partnera. Ale para nie jest już razem.

Chociaż metoda ankietowania kandydatów z pewnością niektórym wydaje się dziwaczna, to być może obserwujemy właśnie narodziny nowego pokolenia, które do poszukiwania miłości podchodzi bardziej 'projektowo’, a wręcz wydajnościowo. Po co? Głównie po to, żeby nie tracić czasu i energii na związki, które nie mają szansy przetrwać. Okazuje się, że wiele osób przed spotkaniem weryfikuje kandydata za pomocą notatek głosowych, spotyka się z nim nie w czasie wolnym, a przy okazji wykonywania obowiązków, umawia się na szybkie, dziesięciominutowe widzenia, a niektórzy nawet umawiają się na randki łączone, żeby nie marnować czasu.

fot. Christian Lue/Unsplash

Badanie eHarmony wykazało, że przeciętny użytkownik aplikacji randkowej spędza 55 minut dziennie w aplikacjach. Ci, którzy aktywnie zajmują się szukaniem miłości, prowadzą jednocześnie ponad 15 rozmów. Być może nadszedł czas, aby przerwać niekończące się pogawędki i przejść od razu do sedna – w końcu czas to ograniczony zasób.

Mało romantyczne podejście? Na pewno dla pokoleń, które nie są nauczone, że miłość to ciężka praca. Karmieni jesteśmy mitami, że prawdziwa miłość wszystko zwycięży, pojawia się, gdy najmniej się tego spodziewamy i właściwie nie trzeba nic robić. Wystarczy czekać, a idealna partnerka czy partner spadną nam z nieba.

Młodsi ludzie coraz wyraźniej dostrzegają, że romantyczne historie zdarzają się głównie w filmach. Dlatego randki stopniowo przechodzą w tryb organizacyjny.

Przykładem takiego podejścia jest 26-letnia Morgan z Londynu. Jej plan był prosty: założyła konta na Hinge, Tinderze i Bumble, od razu określiła, że nie szuka znajomości korespondencyjnych i chciała iść na randkę w ciągu tygodnia od pierwszego kontaktu. Odrzucała każdego rozmówcę, który był 'jawnie seksualny’, miał 'dziwne wibracje’ i prowadził gierki.

Psychoterapeutka Tasha Bailey w rozmowie z magazynem VICE ocenia, że mnogość możliwości wyboru sprawia, że współcześni ludzie często nie mogą się odnaleźć w świecie aplikacji randkowych i dlatego szukają sposobu, jak rozwiązać ten problem. — Szukamy planu działania, aby sprawnie się poruszać i uzyskać pewną kontrolę. Konkretny plan może dać nam trochę spokoju i jasności w chaosie świata randek i tego, jak męcząca jest nawigacja — tłumaczy ekspertka i dodaje, że taki stan można nazwać 'paraliżem randkowym’. Oznacza to tyle, że z jednej strony mamy poczucie, że istnieje nieskończona liczba ludzi, ale jednocześnie z niewieloma z nich jesteśmy w stanie zbudować relację. — Przyjmując rolę kierowniczą w naszym życiu uczuciowym, dystansujemy się od emocjonalnego zaangażowania i intymności potrzebnych do znalezienia partnera. Traktowanie potencjalnego zalotnika jak spotkania biznesowego może być naszym sposobem na ochronę przed odrzuceniem, ghostingiem lub złamanym sercem — kontynuuje Bailey.

Psychoterapeutka nie ocenia jednak pomysłu optymalizacji randek jako coś jednoznacznie negatywnego.

Tłumaczy, że umawianie się na randki w zaplanowany sposób może dać nam poczucie autonomii w życiu randkowym. Nie możemy kontrolować tego, jaką chemię z kimś tworzymy, ale za to możemy mieć pewną autonomię w kwestii tego, ile czasu mu poświęcamy. Dodaje, że to również dobra okazja do ćwiczenia swoich granic. Jeżeli jednak czujesz, że randki, aplikacje i miłosne plany cię męczą — zrób przerwę, zainwestuj energię w siebie i relacje, które już masz.

Tekst: AC
Zdjęcie: Miquel Parera/Unsplash

SPOŁECZEŃSTWO