Czy odwieczna rywalizacja między Krakowem a Warszawą ma sens? Postanowiliśmy to sprawdzić

Dawną i aktualną stolicę Polski dzieli 300 kilometrów i kompletnie inne podejście do życia. Ale czy leniwy Kraków naprawdę tak bardzo różni się od żyjącej w ciągłym pośpiechu Warszawy? Żeby to sprawdzić, wybraliśmy się na weekendową wycieczkę, podczas której odwiedziliśmy najbardziej krakowskie z krakowskich miejscówek.
.get_the_title().

Kraków i Warszawa często są traktowane jak trudne rodzeństwo – dużo je łączy, ale jednocześnie wiele dzieli. I w tym rozrachunku Kraków jest czarną owcą – trochę leniwy imprezowicz, który może i nawet by chciał, ale trochę się wstydzi, a trochę mu się nie chce. Codziennie wagony Pendolino przewożą tysiące osób pomiędzy starą i nową stolicą, miastami pod tak wieloma względami ściśle ze sobą powiązanymi, ale jednak zupełnie różnymi. W Krakowie wszystko płynie jakby wolniej, a mały kieliszek wina pity w środowe południe na Kazimierzu przez różnej maści artystów od zawsze u progu wielkiej kariery to stały element krajobrazu. Jednocześnie ten artystyczny Kraków, który często jest jak małe miasteczko, gdzie łatwo odnieść wrażenie, że wszyscy wszystkich znają przynajmniej z widzenia, to także wielkie skupisko outsoursingu i zagranicznych korporacji. Do tego Kraków w przeciwieństwie do Warszawy jest bardzo skupiony blisko centrum. Nie licząc sypialnianych dzielnic na obrzeżach, właściwie bez problemu można przemieszczać się pieszo, samochód w codziennym miejskim życiu okazuje się zupełnie zbędny, a na taksówki (które w porównaniu do innych miast są tu relatywnie tanie) czeka się 4 minuty.

Czy Kraków i Warszawa naprawdę ze sobą o coś walczą? I jaki jest weekendowy Kraków?

Ruszyliśmy w drogę razem z mytaxi, aby to sprawdzić. Na naszej trasie odwiedziliśmy najbardziej krakowskie z krakowskich miejscówek. Oto efekty tej wycieczki.

Piątek

Naszą piątkową wycieczkę zaczynamy w Tytano. Ta nieczynna fabryka, w której przez ponad 125 lat produkowano wyroby tytoniowe, to 15 tys. metrów sześciennych w centrum miasta, które przez długi czas stały puste. Gdy odżyły, stały się jednym z najistotniejszych miejsc na restauracyjnej, knajpianej i imprezowej mapie miasta. To idealny przykład, jak industrialną, ogromną przestrzeń niedaleko Rynku można było w kilka miesięcy oddać ludziom i zamienić w przestrzeń użytkową. Nadużyciem byłoby stwierdzenie, że jest to miejsce „dla wszystkich”, ale na pewno jest ono bardziej dostępne niż warszawskie Koszyki czy niektóre rejony warszawskiej Pragi po średnio udanej rewitalizacji. Przyszłość Tytano nie jest jednak pewna i co jakiś czas pojawiają się pogłoski, że miejsce jest tylko tymczasowe. Póki co jednak mocno zmieniło weekendowe ścieżki krakusów.

Międzymiastowa / Kompleks Tytano na Dolnych Młynów 10
MashRoom / Kompleks Tytano na Dolnych Młynów 10
Kompleks Tytano na Dolnych Młynów 10

Zresztą Tytano to nie tylko miejsce na piwo (Weźże Krafta), koktajle (Lastriko, Scena 54), wino i ciastko (Bonjour Cava) czy kolację (Międzymiastowa, Cargo czy Veganic), ale także miejsce, gdzie organizowane są przedstawienia i koncerty (Zet Pe Te i latem – Samo Ż), różnego rodzaju warsztaty, działa pracownia litograficzna czy studio aranżacji wnętrz.

Tytano jest idealnym przykładem na to, jak miasto pozornie przesycone knajpami i restauracjami szybko może zmienić swoje przyzwyczajenia, a jednocześnie jak rewitalizowanie miejsc tego typu i oddawanie ich ludziom – zamiast zamienianie na lofty dla zamożnych, jak w warszawskim SOHO – jest potrzebne.

Tym razem omijamy Rynek, którego z niewielkimi wyjątkami (jak Harris Piano Jazz Club) odwiedzany jest głównie przez turystów. Ciut dalej warto jednak odwiedzić Pasaż (w Pasażu Bielaka) i ulicę Stolarską, a na niej Pierwszy lokal na Stolarskiej, idąc od Małego Rynku (łatwo trafić), po lewej stronie czy Stolarnię. My jednak z Dolnych Młynów szybko przenosimy się na Kazimierz, któremu popularność Tytano nie zagraża. Wpadamy na drinka do dwóch miejsc, które wywróciły krakowską scenę barową do góry nogami – czyli Sababy, a chwilę później do speakeasy z prawdziwego zdarzenia, czyli Z ust do ust. Nie są to może miejsca dla wszystkich, to typowe cocktail bary, bez piwa czy wina, ale też bez przesadnej napinki, choć prasa pierwszego przełożyła się ostatnimi czasy na popularność i specyficzną piątkową klientelę. Oba miejsca jeszcze kilka lat temu mogłyby być określane jako “warszawskie”, bo bliżej im do klimatu stołecznego Welesa czy Kity Koguta. Jednak krakowskie knajpy także się zmieniły – ich synonimem nie jest już ciemna, zadymiona nora ze świeczką wbitą w butelkę (choć i o takie nietrudno).

Sababa
Z ust do ust

Kazimierz mocno broni się swoim wypracowanym klimatem miejsca, które jeszcze kilkanaście lat temu bywało na tyle niebezpieczne, że zapuszczanie się dalej poza Plac Nowy, groziło przestawionym nosem. Choć ostatnia dekada mocno to zmieniła, jednak wciąż jest to okolica, gdzie w jednej knajpie możesz spotkać byłego prezydenta kraju, filmową celebrytkę, upadłą gwiazdę teatralną i studenta odliczającego kasę na kolejne piwko. Przelotem wpadamy też do Kolorów (jednego z kazimierskich klasyków, akurat do odwiedzenia przed północą) i do Alchemii – miejsca, którego nikomu nie trzeba przedstawiać, a które trochę potyka się o własną popularność i obecnie pełne jest głównie turystów. Alchemia warta jest jednak wstąpienia także dlatego, że jej dolna sala w weekendy zamienia się w niezobowiązującą imprezownię i bardzo często jest miejscem, w którym odbywają się dobre i nieoczywiste koncerty.

Kiedyś bywało tak, że po 22:00 w Krakowie zostawały dwie jedzeniowe alternatywy – kultowe zapieksy (kiedyś tylko od Endziora, teraz właściwie każde okienko ma swoich fanatyków) albo McDonald (którego akurat przy Kazimierzu nie ma). Sytuację zdecydowanie zmieniły foodtrucki, więc wyruszamy do ich najpopularniejszego skupiska – czyli na Skwer Judah przy ulicy Wawrzyńca.

Skwer Judah / Food Trucki na Wawrzyńca 16

Mamy do wyboru typowo małopolską maczankę, kumpira, naleśniki i przede wszystkim hit tego miejsca, czyli belgijskie frytki. Jednak gastro punktem, który niezmiennie od lat odwiedzają tłumy jest znajdujące się trochę dalej, bo naprzeciwko Hali Targowej, miejsce z kiełbaskami z Niebieskiej Nyski. Zbliża się północ, spora kolejka już stoi. Co zabawne – o tej porze są to głównie zagraniczni turyści, zwabieni legendą tego miejsca.

Kiełbaski z Niebieskiej Nyski

Jest jeszcze za wcześnie na odwiedzenie kazimierskiego Pięknego Psa, tam impreza rozkręci się na dobre dopiero koło 2:00, a skończy rankiem w Singerze, więc wracamy bliżej Rynku, na Plac Szczepański. Tutaj obok siebie mamy dwa miejsca – Bombę i Betel. Niestraszne im tanie pijalnie wódki, które swoją popularnością kilka lat temu wymordowały sporo mniejszych miejsc. Oba idealne na szybką banię (nie warszawską lufę!) albo kawior (syrop imbirowy, cytryna, wódka, kruszony lód) i nieskrępowane gadki o niczym albo dzikie tańce.

Bomba / Plac Szczepański

Sobota

Sobotę zaczynamy mniej standardowo – w tym roku ruszył projekt „12 spacerów na 12 miesięcy”, organizowany z okazji Europejskiego Roku Dziedzictwa Kulturowego 2018. Dzięki niemu co miesiąc można wybrać się na wycieczkę poświęconą szeroko pojętej historii Krakowa. A warto, bo na pierwszy ogień poszedł Hotel Cracovia – jeden z ciekawszych przykładów powojennego modernizmu, dawny synonim luksusu, który stał się teraz własnością Muzeum Narodowego, a w przyszłości ma pomieścić zbiory wzornictwa przemysłowego.

Hotel Cracovia

Ruszamy dalej – omijając tym razem odwiedzone wcześniej dzielnice, docieramy do Starego Podgórza, odpowiednika warszawskiej Pragi, dzielnicy po drugiej stronie Wisły, która kilka lat temu stała się popularna wśród młodych ludzi i artystów. Dawny klimat dzielnicy jeszcze gdzieniegdzie pozostał, ale powoli jest wypierany przez powstające jak grzyby po deszczu nowe budynki. Nie jest to jeszcze odizolowana tkanka miasta, ale to także może na warszawską modłę ulec szybkiej zmianie. Podobnie stało się z krakowskich Zabłociem – jeszcze kilka lat temu zupełnie niepopularna, poprzemysłowa dzielnica, znajdująca się jednak relatywnie niedaleko centrum, zmieniła się teraz nie do poznania. W otoczeniu okolic MOCAK-u (koniecznie wartego odwiedzenia!) czy Fabryki Schindlera powstał Bal (idealne miejsce na lunch i pogaduchy) czy Lipowa 4. My odwiedzamy jednak Emalię – stosunkowo nowe miejsce na krakowskiej gastro mapie, idealne właśnie na sobotni wczesny lunch. Po drodze wpadniemy jeszcze na kawę do Tre Storie – otwartych zeszłego lata delikatesów z wyborem ciast przyprawiającym o zawrót głowy, jednak mimo wszystko dość ekskluzywnych jak na polskie warunki.

Emalia / Zabłocie
Tre Storie / Zabłocie

Niedziela

Nie ma bardziej krakowskiego zakończenia weekendu niż niedzielna wyprawa pod Halę Targową czy ciuchowe łowy na „Żydzie”. W styczniowy poranek wieje jednak zimnem i pada śnieg – pomysł przegrywa i wybieramy się do Muzeum Narodowego na zorganizowaną z wielkim rozmachem wystawę pełnej kolekcji dzieł Wyspiańskiego. Jeszcze w drodze powrotnej zahaczymy o Forum, w niedzielne śnieżne popołudnie zupełnie inne niż w pozostałe wieczory – teraz leniwe i ciche. Weekend kończymy na winie w krakowskiej Charlotte, która późnym wieczorem w niedzielę jest zdecydowanie mniej zatłoczona niż w porze śniadania. Warto ją wtedy odwiedzić chociażby po to, żeby przekonać się, jak bardzo jest inna od warszawskiej siostry. Ale czy sam Kraków tak bardzo się różni od Warszawy? Na pewno żyje się w nim wolniej, na pewno ma też swój niepowtarzalny charakter, ale tak naprawdę oba te miasta są do siebie bardziej podobne, niż się wydaje.

Tekst i zdjęcia: Hanna Krzyżowska

Charlotte / Plac Szczepański

mytaxi to pierwsza aplikacja łącząca pasażerów z kierowcami taksówek. Usługa działa w 70 miastach na świecie, w tym także w Polsce. Razem z mytaxi odkrywamy przed wami Warszawę, Kraków i Trójmiasto, jakich jeszcze nie znacie.

 

SURPRISE