Nowa aplikacja AR od Google pozwoli przekopać się na drugą stronę Ziemi

Wątek wykopywania bezdennej dziury w ziemi, która prowadzi na przeciwległą stronę globu, pojawiał się nie tylko w dziecięcych marzeniach, ale także w kreskówkach jak 'Looney Tunes' czy 'The Simpsons'. O dziwo niemal, zawsze po drugiej stronie znajdowały się Chiny. Dzięki nowej apce od Google możemy sprawdzić, czy to prawda.
.get_the_title().

W rzeczywistości próba przedostania się na drugą stronę naszej planety przez wydrążony w niej tunel byłaby wyjątkowo karkołomna, a szanse na odniesienie sukcesu równie małe, co Ziemia w stosunku do ogromu wszechświata. Przypuśćmy jednak, że żyjemy w alternatywnej rzeczywistości, gdzie byłoby to możliwe.

W takich okolicznościach pierwszym wyzwaniem dla człowieka chcącego odwiedzić swoich sąsiadów z naprzeciwka byłoby przekopanie się przez skorupę ziemską.

Jest to najcieńsza z trzech głównych warstw Ziemi, ale ludzie nigdy nie przewiercili się przez nią do samego końca. Śmiałek schodzący niżej po drodze przypuszczalnie napotka owiany legendą złoty pociąg, szczątki mamutów włochatych, a także diabelskiego robaka, czyli najgłębiej żyjące zwierzę, jakie odkryła ludzkość.

Devil worm (Halicephalobus mephisto) fot. prof. Gaetan Borgonie, Uniwersytet w Gandawie

W tym momencie zacznie robić się gorąco, bo o ile robal w drodze ewolucji przystosował się do wysokich temperatur i ciśnienia zgniatającego czaszkę, to człowiek mógłby mieć z tym problem. Wystarczy wspomnieć, że 4 tys. metrów pod ziemią znajduje się najgłębsza kopalnia na świecie, która jest chłodzona lodem, aby zapewnić pracownikom komfort, ponieważ termometry na dole wskazują 60 stopni Celsjusza.

Podziemny turysta jednak wciąż byłby na płyciźnie, bo najgłębszy punkt, jaki kiedykolwiek wykopali ludzie, znajduje się na dnie Supergłębokiego Odwiertu Kolskiego, ponad 12 tys. metrów pod powierzchnią Ziemi. W dole panuje ciśnienie 4 tys. razy większe niż na poziomie morza, a temperatury sięgają 180 stopni Celsjusza, więc trzeba by mieć na sobie grube warstwy hiperwytrzymałej izolacji, aby się nie roztopić.

SG-3, Supergłęboki Odwiert Kolski

Na głębokości ok. 40 tys. metrów znajduje się dopiero druga, a zarazem największa warstwa planety zwana płaszczem ziemskim, która stanowi aż 84 proc. jej objętości. W pobliżu granicy temperatura wzrasta do ok. 1 tys. stopni Celsjusza i tutaj przed samozapłonem mogłaby uchronić nas jedynie zbroja Ironmana. I to najlepiej taka wyposażona w stalowe wiertło. Będzie ono potrzebne do przewiercenia się przez litą skałę aż do 100 tys. metrów w dół.

Na takiej głębokości komiksowy kombinezon musiałby mieć dobrą klimatyzację, bo ciśnienie i temperatura tam panujące są tak wysokie, że skały zaczynają nabierać konsystencji karmelu. Nie oznacza to jednak, że wszystko wokół również zamienia się w papkę. Schodząc jeszcze o 50 tys. metrów niżej, podróżnik trafiłby na złoża diamentów, które powstają, gdy ciepło i ciśnienie restrukturyzują atomy węgla w tym regionie.

Po przebiciu się przez cały płaszcz Ziemi – jakieś 3 mln metrów w dół – globedigger dalej nie byłby nawet w połowie drogi na drugą stronę.

Dotarłby do trzeciej warstwy planety, czyli zewnętrznego jądra. W tym miejscu podróż nawet w kombinezonie ze stopu najtrwalszych metali dobiegłaby końca ze względu na temperaturę, która jest taka sama jak na powierzchni Słońca. A żadne znany ludzkości pierwiastek nie wytrzyma spotkania z 6 tys. stopni Celsjusza.

Pamiętajmy jednak, że chwilowo znajdujemy się w uniwersum, gdzie nie obowiązują ziemskie prawa. Tak więc wracając do kopania – może być ono mocno utrudnione przez niską grawitację. Znaczna część masy planety znajduje się na górze, a to sprawia, że podróżnik będzie ciągnięty w stronę powierzchni. Właśnie dlatego będzie mu potrzebny odpowiedni napęd, który doprowadzi go do wewnętrznego jądra, około 5 milionów metrów w głąb Ziemi.

Wewnętrzne jądro to gigantyczna kula z litego żelaza, więc przejście przez nią byłoby zdecydowanie trudne. Natomiast gdyby znalazł się sposób na pokonanie tej bariery, to w końcu nasz bohater dotarłby do półmetka – około 6,4 miliona metrów w dół – do samego centrum kuli ziemskiej. Masa planety znajduje się wtedy z każdej strony, więc nie ma mowy o grawitacji. Teraz pozostaje pokonać tę samą drogą, ale w przeciwną stronę i jesteśmy w Chinach.

Całe szczęście, żeby zobaczyć, co znajduje się po przeciwnej stronie Ziemi, nie trzeba machać żadną łopatą.

Google stworzyło niedawno nową zabawkę AR opartą na przeglądarce, która pozwala to sprawdzić. Dzięki Floom wystarczy wziąć do ręki smartfon, włączyć apkę, skierować aparat telefonu na ziemię, dotknąć małego wiru, który wyświetla się na ekranie i to tyle.

Aplikacja wykopie wirtualną dziurę, która pokazuje, co znajduje się po drugiej stronie Ziemi. Miejsce, które pojawi się na ekranie, może zależeć od tego, w którą stronę i pod jakim kątem zostanie ustawiony aparat telefonu. Co więcej, następnie można otworzyć daną lokalizację w Google Earth, aby się rozejrzeć. Natomiast wydrążony tunel nie musi przechodzić przez jądro Ziemi, a może ją po prostu przeciąć po krótszych cięciwach.

Floom to tylko jeden z eksperymentów ogłoszonych niedawno przez Google, które wykorzystują oprogramowanie WebXR. Dzięki niemu można tworzyć doświadczenia AR lub VR działające na stronach internetowych. Pozostałe obejmują Measure Up – wirtualne narzędzie pomiarowe, Sodar – wizualizacja zalecanego przez WHO dystansu oraz Picturescape – aplikacja nanosząca zdjęcia z galerii na realne otoczenie.

Tekst: Konrad Siwik
Foto główne: giphy.com

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook