Ponad 3 tysiące osób planowało bawić się w chowanego w jednym ze sklepów IKEA. Obsługa wezwała policję

Pałka, zapałka, dwa kije! Kto się nie schowa, ten z policji!
.get_the_title().

To nie jest tak, że IKEA nie umie się bawić. Całkiem niedawno ogłosiła na swoim polskim fanpage’u konkurs, w którym zachęca, żeby pojawić się w jednym z jej sklepów i zrobić sobie z nowym katalogiem w jednej z aranżacji. Oczywiście im bardziej szalone i kreatywne, tym lepiej. Możemy więc podziwiać galerię fotek w wannach, na łóżkach, w szafach. Niby jest zabawa, ale kontrolowana i ujęta w ramy regulaminu.

To, co planowali mieszkańcy Glasgow miało być zgoła inną historią.

via GIPHY

To właśnie jeden ze sklepów IKEA w największym mieście Szkocji miał się stać wielkim placem zabaw. A dokładnie jednej zabawy – w chowanego. Ktoś utworzył wydarzenie na Facebooku, zapraszając kilka osób do udziału w tym evencie, ktoś inny podał to dalej.

Przycisk „zaproś znajomych” musiał być rozgrzany do czerwoności, bo w dość krótkim czasie udział w tej zabawie zadeklarowało ponad 3 tysiące osób.

via GIPHY

Planowane przedsięwzięcie szybko stało się viralem, co skutkowało stałym przyrostem chętnych do wczołgania się pod ikeowskie łóżko, zanurkowania w kontenerek z maskotkami czy zwinięcia się w rulon w jakimś dywanie. Słuchy o całej akcji doszły wreszcie do obsługi sklepu, który został wybrany na lokalizację tej zabawy.

Pracownicy postanowili o całej akcji powiadomić policję. Choć idziemy o zakład, że żadne prawo nie zabrania zabawy w chowanego.

Regulamin sklepów IKEA pewnie również nie uwzględnił takiej ewentualności. W każdym razie w obawie o bezpieczeństwo – pracowników, klientów i też samych uczestników – w dniu planowanej imprezy, czyli 31 sierpnia na miejsce przybyło pięciu policjantów.

via GIPHY

Przez cały dzień pilnowali oni porządku w sklepie.

Jeden z jego pracowników wyznał potem w rozmowie z New York Post, że nie doszło do żadnych aresztowań ani poważniejszych incydentów.

Co akurat nas dziwi, bo pomijając już okoliczność zabawy w chowanego, paru osobom na pewno należałoby pewnie odebrać prawo jazdy, wnioskując po ich sposobie manewrowania wózkiem sklepowym, a kilku innym należałoby wlepić mandat za zakłócanie porządku publicznego – głównie parom awanturującym się na cały sklep o to, jaki wybrać kolor obicia kanapy lub stolika LACK.

via GIPHY

Nadal mamy szczerą nadzieję, że ta zabawa doszła jednak do skutku – może tylko z nieco mniejszą liczbą uczestników. Policji wydaje się, że ją udaremniła, a oni po prostu tak dobrze się schowali!

Zdjęcie główne: Yue Iris/Unsplash
Tekst: Kinga Dembińska

SURPRISE