Jak powinna wyglądać turystyka w postpandemicznym świecie? Amsterdam ma na to plan

Amsterdam, podobnie jak stolice innych państw, zmienił się nie do poznania w wyniku pandemii COVID-19. Na kilka miesięcy miasta stały się znacznie spokojniejsze, a po dawnym gwarze nie było śladu. Mieszkańcy, przyzwyczajeni do ciągłego hałasu i śmieci, mogli na nowo odnaleźć spokój i poznać nowe oblicze swoich miast.
.get_the_title().

Sytuacja wywołana przez koronawirusa stworzyła wyjątkową okazję do ponownego rozpatrzenia i rozwiązania problemów, z którymi zmagał się sektor turystyki. Sytuację można analizować niemalże pod każdym względem – zaczynając od sposobu, w jaki turyści docierają do miejsc docelowych, przez sposób zarządzania ruchem turystycznym w miastach zalewanych przez odwiedzających, aż po system dystrybuowania korzyści oraz kosztów turystyki wśród lokalnych społeczności. Skutków nadmiernego ruchu turystycznego jest wiele: zanieczyszczanie środowiska, tłumy, hałas czy absurdalnie wysokie ceny.

Nadmierna turystyka od dawna stanowiła duży problem.

Mieszkańcy Amsterdamu powrót do liczby turystów sprzed pandemii postrzegają jako zagrożenie, a nie cel. I nie są w tym odosobnieni. Od lat mówi się o zrównoważonej turystyce, jednak trudno było wprowadzić w życie jej założenia, gdy kolejne miejsca doświadczały tzw. overtourismu (o samym zjawisku i jego skutkach więcej pisaliśmy tutaj). Teraz jest idealny moment na to, aby pokazać, jak miasta mogą stać się bardziej ‘odporne’, czyli odpowiedzialne społecznie i ekologiczne. W efekcie może to sprawić, że ich mieszkańcom będzie się lepiej żyło.

Wspomniana odporność powszechnie rozumiana jest jako umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu, niepewnością, zmianami, stresem i szokiem. To pojęcie nie jest nowe, ma swoje korzenie w myśleniu ekologicznym i inżynieryjnym, a odnosi się do zdolności powrotu do normy, czyli do stanu równowagi po okresie przeciwności. Krytycy twierdzą jednak, że w świecie społecznym nie mamy do czynienia ze strukturami równowagi, ale z ciągłym przepływem. Powrót do pierwotnego stanu jest zatem zarówno niepożądany, jak i niemożliwy.

Sam te Kiefte/ Unsplash.com

Każda próba uczynienia turystyki naprawdę prężną musi opierać na innych wartościach niż chwilowe ożywienie gospodarcze.

Należy wziąć pod uwagę ślad węglowy sektora turystycznego, jego niesprawiedliwości oraz zagadnienia etyczne. Amsterdam prezentuje ciekawy model, który był rozważany na długo przed wybuchem pandemii – pisaliśmy o tym już w 2019 roku – a COVID-19 jedynie przyspieszył wprowadzenie jego poszczególnych elementów. Miasto już w 2018 roku usunęło sprzed Rijksmuseum słynny napis ‘I amsterdam’, ponieważ przyciągał zbyt wielu turystów, co generowało ciągłe tłumy na Museumplein. Zakazało również organizowania wycieczek w dzielnicy czerwonych latarni oraz oprowadzania po historycznym centrum grup większych niż piętnastoosobowe. Miasto przyjęło rozporządzenia, które w różny sposób zapobiegają wypieraniu lokalnych firm przez sklepy z pamiątkami, zakazują deweloperom zamieniania mieszkań na wynajem wakacyjny i budowania nowych hoteli. W trzech dzielnicach miasta niemożliwe jest udostępnianie miejsc noclegowych przez aplikację AirBnb, w pozostałych obszarach miasta mieszkańcy mogą wynajmować swoje lokum innym na maksymalnie 30 nocy w roku.

W niektórych miejscach podniesiono podatek płacony przez turystów za noclegi. Do tej pory uiszczali oni opłatę w wysokości 7 proc. rachunku za noc w hotelu, teraz dodano do tej kwoty dodatkowe 3 euro. Z kolei osoby wynajmujące lokale przez AirBnb wydadzą na nocleg 10 proc. więcej. Wprowadzono również środki mające na celu ograniczenie takich niedogodności, jak śmiecenie i oddawanie moczu w miejscach publicznych.

Amsterdam stał się pierwszym miastem, które koncentruje się na środowisku i podstawowych potrzebach obywateli, a nie na wzroście gospodarczym. Jest jeszcze za wcześnie, aby powiedzieć, czy te wysiłki się opłaciły. Jednak świadczy to o pewnym kierunku, do którego może zmierzać światowa polityka dotycząca turystyki. Kopenhaga, Bruksela, Dunedin w Nowej Zelandii i Nanaimo w Kanadzie również planują podobne rozwiązania.

Zdjęcie główne: Andrew Slifkin/ Unsplash.com
Tekst: Marta Zinkiewicz

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook