5 horrorów z ostatnich lat, które warto znać

Wysyp dobrych horrorów z ostatnich lat sprawia, że trudno wybrać tylko 5. Co dodalibyście do tej listy?
.get_the_title().

1. „Uciekaj!”

Debiutancki film Jordana Peele’a, znanego dotychczas z duetu komediowego z Keeganem-Michaelem Keyem, eksploruje horror rasizmu. Czarnoskóry chłopak (Daniel Kaluuya) przyjeżdża na weekend do posiadłości rodziców jego białej dziewczyny (Allison Williams). Od początku panuje tam dziwna atmosfera, chłopak początkowo sądzi, że problem stanowi jego kolor skóry, ale prawda okazuje się nieco bardziej skomplikowana. „Uciekaj!” zachwyciło krytyków i do dziś cieszy się 99 proc. pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes.

Jordan Peele dostał Oskara za najlepszy scenariusz oryginalny.

Tym samym „Uciekaj!” dołączyło do niewielkiego grona horrorów nagrodzonych tą statuetką.

2. „Dziedzictwo. Hereditary”

Po styczniowej premierze na festiwalu w Sundance debiutancki film Ari’ego Astera okrzyknięto najstraszniejszym filmem roku – potem potwierdzili nawet naukowcy badający widzom tętno.

Oczywiście po takiej reklamie można się wiele spodziewać i część widzów może skończyć seans z poczuciem rozczarowania, bo „Hereditary” nie jest typowym straszakiem. Ta opowieść o żałobie i radzeniu sobie z bólem często nad logikę przedkłada atmosferę i kreowanie dziwnych obrazów, co nie wszystkim może przypaść do gustu. Film warto też zobaczyć ze względu na fenomenalną rolę Toni Collette.

3. „Lament”

Poprzednia dekada upłynęła pod znakiem horrorów z Japonii – głównie za sprawą „The Ring” wszędzie straszyły nas zjawy z długimi, czarnymi włosami. Od jakiegoś czasu straszą nas filmy z Korei Południowej. Reżyser „Lamentu” Hong-jin Na ma na swoim koncie kilka filmów, ale to „Lament” z pewnością jest najoryginalniejszym. Opowieść z grubsza skupia się na policjancie badającym sprawę tajemniczych śmierci i chorób.

Są zombie, jest szatan, ale przede wszystkim jest klimat.

No i dziwne przeskoki z zupełnie poważnej opowieści po wręcz slapstickową komedię. Wszystkie te czynniki sprawiają, że ten 2,5-godzinny film ogląda się z niesłabnącą ciekawością, wciąż zastanawiając się, dokąd to właściwie zmierza.

4. „Mięso”

Kolejny debiutancki film na naszej liście, tym razem z Francji.

Julia Ducournau nakręciła nietypowy film o kanibalizmie.

Zwykle filmy o zjadaniu ludzi idą tropem „Cannibal Holocaust” i opowiadają sztampową historię o odnalezieniu jakiegoś dzikiego plemienia (warto tu wspomnieć o „Bone Tomahawk S. Craiga Zahlera, które jest chlubnym wyjątkiem). Ducournau postanowiła natomiast opowiedzieć o młodej wegetariance, studentce pierwszego roku weterynarii, która nieoczekiwanie zasmakowała w ludzkim mięsie. Ten film z kolei reklamowany był jako najbardziej obrzydliwy w historii.

5. „Revenge”

W latach 70. w amerykańskim kinie spod znaku exploitation popularnością cieszyły się filmy z gatunku rape & revenge. Charakteryzowała je trójaktowa struktura: najpierw protagonistka była bita, gwałcona i pozostawiona na śmierć, następnie dochodziła do zdrowia, a potem powodowana żądzą zemsty zabijała swoich oprawców. „Revenge” w reżyserii Coralie Fargeat – kolejny świetny i kolejny francuski debiut na tej liście – odkurza ten nieco zapomniany podgatunek. Główną bohaterką „Revenge” jest młoda dziewczyna, która wraz ze swoim starszym kochankiem udaje się do jego willi na odludziu. Gdy przyjeżdża dwójka jego znajomych, sprawy przyjmują dramatyczny obrót. „Revenge” może i jest przewidywalne, ale i tak trzyma w napięciu do końca.

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: