5 wyjątkowych utworów z Poznaniem w tle

Spokojnie, w tym zestawieniu nie znajdziecie Pidżamy Porno.
.get_the_title().

W naszej muzycznej podróży po Polsce wybieramy się dziś do Poznania – miasta, które co roku przyciąga sympatyków wydarzeń kulturalnych takimi imprezami jak Malta Festival, Spring Break czy Ethno Port. Każdy z tych eventów cechuje się silnym rysem popularyzatorskim, stanowiąc jednocześnie całkiem celną, szkatułkową metaforę tego, jak rozłożone są w większości przypadków promocyjne akcenty w stolicy Wielkopolski (czyt. dobre warunki do rozwoju i wzajemne środowiskowe wsparcie kosztem inwestowania w koncerty dużych gwiazd, co szczególnie widać na tle innych miast).

Z tego lokalnego bogactwa postanowiliśmy wybrać 5 związanych z Poznaniem artystów, czasem ważnych, czasem świetnie rokujących, którzy znakomicie lub prowokacyjnie promują swoje miasto konkretnymi piosenkami. Selekcja była trudna i bezlitosna – oto nasza piątka.

1. Rosalie – „Emotions”

Wy też zachwycaliście się w zeszłym roku „Take Me Apart” Keleli? A może przemawia do was intymność utworów FKA Twigs czy Banks? Jeśli tak, twórczość wciąż rozpoczynającej przecież dopiero muzyczną przygodę Rosalie z pewnością przypadnie wam do gustu. Gdyby chcieć wybrać obdarzoną największym potencjałem artystkę balansującą w Polsce pomiędzy popem i r&b, upatrywalibyśmy szans właśnie tutaj. Bardzo ciekawa jest już zresztą sama biografia naszej bohaterki, która dorastała w Berlinie, co z pewnością było inspirującym dla jej poczucia estetyki doświadczeniem. Już 19 stycznia premiera debiutanckiego albumu Rosalie „Flashback” – wnosząc po wysokim poziomie EPki „ENUFF” sprzed dwóch lat, będącej audialnym zapisem przeżyć i wspomnień artystki z Poznania i Berlina, można chyba zamawiać w ciemno.

W końcu mało kto – a być może i nikt – tak zmysłowo odnosił się do doświadczeń także z „miasta koziołków” jak Rosalie w „Emotions”.

2. Muchy – „Miasto doznań”

Poznań miasto doznań? Tylko w wydaniu Much. Jeśli ktoś załapał się na złoty okres zespołu, czyli „Galanterię” i „Terroromans”, z pewnością pamięta jak wiele szumu narobiły te wydawnictwa i jak ogromne nadzieje wiązano z raz za razem wypuszczającą kapitalne kawałki grupą. Kolejne płyty niestety trochę rozczarowały, a wielu fanów odebrało je jako swoistą zdradę ideałów, ale okres 2005-2007 stanowił jeden z najciekawszych momentów w polskim indie graniu. Inteligentne teksty i pomysłowe sekwencje gitar połączone z na pozór niedbałym, ale w tym wszystkim bardzo precyzyjnym, melancholijnym i, po prostu, szalenie emocjonalnym wokalem Michała Wiraszki zapewniły grupie wysokie oceny nawet na tak wymagających pod względem rozliczania z jakości songwritingu portalach jak Porcys. Jaki utwór był waszym ulubionym?

3. Wojciech Bąkowski – „Dobre do domu i na dwór”

Artysta wizualny, performer, muzyk. Nie no, dobra. Ściągając z pleców Wojciecha Bąkowskiego ten nadęty pojęciowy balast, trzeba przyznać, że bardzo sprawnie dryfuje on w swojej interdyscyplinarnej twórczości gdzieś na granicy tego co popkulturowe i awangardowe. Miasto pokazuje zaś z tej perspektywy, z jakiej wolelibyśmy raczej go nie widzieć (poza powyższym klipem sprawdźcie chociażby to wideo).

Oprócz najpopularniejszych projektów jak Niwea (duet z Dawidem Szczęsnym) czy solowe dokonania warto też zapoznać się z dorobkiem nieco bardziej zapomnianym, jak choćby GrupaKOT i przezabawne momentami językowe stylizacje nieco w duchu Doroty Masłowskiej. Strollowanie w 2013 roku czekającej na koncert Kraftwerk publiczności takim oto supportem było organizacyjnym majstersztykiem.

4. Drivealone – „Far Too Far”

Powyższe wideo, ilustrujące jak emocjonalnie Piotr Maciejewski (znany m.in. z Much) wykonuje jeden ze swoich najlepszych utworów na tle Starego Rynku w rodzinnym mieście, stanowi świetne wprowadzenie do jego solowej twórczości. Drivealone to bowiem muzyka z jednej strony spokojna i dotykająca duszy, ale z drugiej przesiąknięta nutką eksperymentalnych rozwiązań, dyskretnych szumów czy pogłosów. Każdy z czterech wydanych do tej pory przez artystę krążków (na „Lifewrecker” z 2015 roku fanom przyszło czekać aż 6 lat) idealnie nadaje się do słuchania przy postukującym w parapet deszczu, gdy łapie nas akurat bardziej melancholijny nastrój.

5. Rebeka – „Melancholia”

Iwona Skwarek i Bartosz Szczęsny na dobre rozgościli się już na polskiej electropopowej mapie, choć trzeba przyznać że debiut, czyli „Hellada”, stał chyba pod względem pomysłowości nieco wyżej niż „Davos”. Oprócz wpadających w ucho i profesjonalnie wyprodukowanych piosenek ich twórczość przyciąga też wieloma subtelnościami, jak choćby świetne budowanie napięcia w trackach.

W teledysku do “Melancholii” również możemy przyjrzeć się Poznaniowi – znalazło się tu miejsce zarówno dla palmiarni, jak i chociażby dla kręgielni „Czarna kula”.

Świszczące syntezatory, melodyjne gitary i hipnotyczne bity generowane przez duo (warto pamiętać, że za instrumentale i songwriting odpowiadają tu zarówno Szczęsny, jak i czarująca ponadto wokalem Skwarek), składają się na przebojową muzykę z potencjałem do tego, by łączyć nieco bardziej wyrobionych słuchaczy, jak i osoby, których codzienne audialne poszukiwania są znacznie bardziej przygodne. I między innymi dzięki tak demokratyzującemu wymiarowi nagrań Rebeka jest dla naszej sceny tak cenna.

Tekst: Wojciech Michalski

TU I TERAZ