Banki się cyfryzują i zwalniają na potęgę

Banki na całym świecie zamykają oddziały i zwalniają personel w odpowiedzi na zmiany cyfryzacyjne w bankowości, które przyśpieszyły przez pandemię. Obecne redukcje są kontynuacją wieloletniego trendu, poprzez który banki próbują wyjść na plus.

Banki zamykały oddziały już wcześniej – pandemia jedynie przyśpieszyła proces cyfryzacji, który rozpoczął się już dobrych kilka lat temu. Restrukturyzacja modelu nie jest jedynym powodem postępującej redukcji zatrudnień w bankowości, składa się na to także zwalniająca gospodarka oraz, w przypadku banków europejskich, ujemne stopy procentowe. Zresztą największa fala zwolnień miała miejsce w 2015 roku, gdy zredukowano ponad 91 tys. etatów. Drugim najgorszym pod tym względem okresem był rok 2019, gdy zwolniono niemal 78 tys. pracowników.

Łącznie przed pandemią, od 2015 roku, zwolniono niemal pół miliona osób w sektorze bankowym.

Ta liczba może być jednak większa, ponieważ wiele banków przeprowadza redukcję bez wcześniejszej zapowiedzi albo późniejszego rozliczenia w mediach. Zmiany odbywały się więc jeszcze przed pandemią i miały przyśpieszyć w 2020 roku.

Gdy jednak pandemia opanowała cały świat, banki przyjęły inną strategię. W tym ciężkim okresie wiele z nich obiecało, że nie przeprowadzi redukcji personelu z obawy o dobrostan pracowników, którzy mieliby problem z odnalezieniem się na dotkniętym pandemią rynku pracy. To osobliwa reakcja ze strony zimnokrwistej finansjery, która wcześniej nie miała problemu z oszczędzaniem tam, gdzie dało się zaoszczędzić. Jednakże m. in. Barclays, Deutsche Bank, Citigroup, HSBC czy Bank of America zapewniały swoich pracowników, że mogą czuć się bezpiecznie.

Teraz jasne jest jednak, że była to głównie strategia PR-owa, która nie mogła przecież trwać wiecznie. Oczywiście nie musi być tak, że prezesów nie obchodzą ich pracownicy i atmosfera w miejscu pracy – po prostu w obliczu coraz większych strat redukcja personelu i restrukturyzacja systemu nie mogły czekać w nieskończoność, bo banki nie stać na tego rodzaju szczodrość, jeśli chcą dalej działać. Tyczy się to każdego rodzaju biznesu, ale w przypadku banków jest to szczególnie ważne ze względu na konieczność dbałości o stabilność systemu finansowego.

Oczywiście problemy dotyczą też banków w Polsce, z czego biorą się ciągłe podwyżki ich usług.

W 2020 roku zapłaciliśmy za usługi bankowe łącznie o 1,5 miliarda złotych więcej niż rok wcześniej, co oznacza wzrost opłat o 42,9 proc.

Wzrosły np. opłaty za przelewy czy korzystanie z kart. Te podwyżki nie są jednak stricte związane z restrukturyzacją cyfrową przyśpieszoną przez pandemię – już od kilku lat banki systematycznie podwyższają opłaty i planują robić to dalej. Jest to spowodowane tym, że trzykrotne obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej doprowadziły do spadku wyniku odsetkowego banków o 4,3 proc. A wynik odsetkowy to aż 70 proc. całego wyniku finansowego w bankowości. Do tego dochodzą koszty związane z cyfryzacją – oczywiście zysk także jest znaczący, na co składa się szybkość obiegu pieniądza i łatwiejszy dostęp do usług przez klientów. Jednakże polskie banki nie przewidziały tego, że zapewnienie cyberbezpieczeństwa oraz całych struktur informatycznych swoim klientom będzie tak kosztowne.

Pandemia miała też wpływ na wyniki finansowe w bankowości – banki muszą dokonywać odpisów na złe kredyty, co spowodowane jest pogorszeniem się sytuacji firm w związku z ekonomicznymi efektami wirusa. Łącznie, według danych NBP, zysk netto sektora bankowego zmalał o 47,7 proc. Natomiast, patrząc globalnie, najwięksi pożyczkodawcy na świecie stracili łącznie około 139 miliardów dolarów. Same podwyżki więc nie starczą – do planów oszczędnościowych musi zostać włączony plan redukcji personelu. Tym samym zapewnienia o braku zwolnień w czasie pandemii musiały być chwilowe. Ludzie oswoili się z ciężarem pandemii, a konieczność ponoszenia strat weszła już do porządku dziennego. Mało kto zapewne oczekuje, że banki będą zbiorowo ogłaszały bankructwo, aby jak najdłużej utrzymywać nierentowny personel.

Image

Marta Czajkowska-Bałdyga

Analityczka Haitong Bank

To wydaje się nieuniknione, że pojawią się opłaty tam, gdzie ich dotąd nie było. Zresztą ten temat przewija się od dawna w dyskusjach sektorowych. W tym momencie po tak dużym cięciu stóp, który powoduje ubytek w wyniku odsetkowym, należy się spodziewać, że banki zmienią tabele opłat i prowizji.

Szereg wielkich banków ogłosił redukcję personelu, nieraz bardzo głęboką, która polega głównie na zamykaniu placówek stacjonarnych.

Wielkie marki zamykają oddziały

Deutsche Bank zamierza zamknąć w tym roku 20 proc. wszystkich swoich niemieckich placówek. Jest to znamienne, ponieważ w Niemczech cyfryzacja przechodziła powoli, a Niemcy chętniej korzystali z placówek stacjonarnych. Zwolnionych zostanie przez to około czterystu pięćdziesięciu pracowników. – Nawet klienci, którzy wcześniej nie byli zaznajomieni z bankowością internetową, teraz dokonują wielu prostych transakcji bankowych z domu, na swoim komputerze lub tablecie – powiedział Reutersowi Philipp Gossow, szef pionu odpowiadającego za działalność detaliczną Deutsche Banku w Niemczech. To jednak nie jedyny bank w Niemczech, który redukuje liczbę swoich oddziałów. Niedawno na redukcję liczby placówek z tysiąca do ośmiuset zdecydował się Commerzbank.

Brytyjski bank HSBC ogłosił swój plan restrukturyzacyjny, w ramach którego zostanie zwolnionych około 35 tys. osób na całym świecie. Plan ma na celu zmniejszenie kosztów do 2022 roku o mniej więcej 1/4 – do 31 miliardów dolarów rocznie. Zyski HSBC spadły w 2020 roku aż o 48 proc. Inny brytyjski bank, Barclays, planuje zamykać swoje placówki na Wyspach, redukując liczbę pracowników o trochę ponad tysiąc. Ich plan polega na zamknięciu placówek w mniejszych miejscowościach, przenosząc część pracowników z zamkniętych oddziałów do dużych placówek w Glasgow czy Manchesterze. – To pozwoli nam na innowacje w odpowiednim dla klientów tempie. Zrobimy wszystko, co możemy, aby wesprzeć pracowników dotkniętych ogłoszonymi zmianami – poinformował Barclays w swoim oświadczeniu.

Bank of America był jednym z tych, które zapewniały, że nie będą zwalniać pracowników w czasie pandemii. Jednak nie mogło to trwać wiecznie. Liczba zwolnień nie jest znana, ponieważ bank nie podaje żadnych informacji oraz odmawia komentarza, lecz, zgodnie z artykułem Business Insider, redukcja trwa tam już od kilku miesięcy, a personel kierowniczy dobrowolnie rezygnuje, aby otrzymać pakiet wyjściowy. Zyski Bank of America spadły w 2020 roku o 35 proc. – do 17,9 miliarda dolarów.

Australijski Westpac Group zamknie czterdzieści osiem oddziałów w różnych częściach kraju, przez co zostanie dotkniętych 165 pracowników. Liczba ta jest względnie mała, ponieważ bank zaoferował wielu pracownikom możliwość przeniesienia do innej placówki. Oszczędność Westpac polega więc głównie na zamknięciu nierentownych struktur, a mniej na redukcji zatrudnienia.

Bank of Ireland zamknie aż 103 oddziały w Irlandii oraz Irlandii Północnej, powołując się przede wszystkim na zmiany restrukturyzacyjne związane z cyfryzacją. To aż 1/3 wszystkich placówek banku na wyspie. Aby nie ucierpieli na tym ich klienci, plan zakłada dostęp do ich usług bankowych w dziewięciuset placówkach państwowej poczty irlandzkiej An Post. – Nasi klienci mówią nam, że oczekują tego, aby wizyty w placówkach zmniejszyły się z czasem, jak przejdą oni z używania gotówki do płatności cyfrowej i bezkontaktowej – stwierdził w swoim oświadczeniu Gavin Kelly, prezes Bank of Ireland. Korzystanie z placówek zmalało o 25 proc w czasie 2017-2020, a w zeszłym roku ten współczynnik wzrósł do 50 proc.

Hiszpański Santander ogłosił zamiar zamknięcia 111 placówek w Anglii, co przełoży się na około 840 zwolnień, choć bank zapewnia, że część z tych osób dostanie ofertę przeniesienia do wciąż czynnych oddziałów. Władze banku powołują się tu, podobnie jak w przypadku Bank of Ireland, nie na oszczędność finansową, lecz na konieczność cyfrowej restrukturyzacji. – Korzystanie z placówek znacząco spadło w ostatnich latach, więc podjęliśmy trudną decyzję konsolidacji naszej obecności w obszarach, w których mamy wiele placówek względnie blisko siebie – stwierdził Adam Bishop, dyrektor ds. oddziałów w brytyjskim Santanderze. Całkowita liczba placówek banku wyniesie teraz 452. Bank planuje również przenieść siedzibę główną z Londynu do mniejszej przestrzeni w Milton Keynes oraz zamknąć biura w Bootle, Newcastle, Londynie i Manchesterze, co dotknie aż pięć tysięcy osób – nie zostaną oni jednak zwolnieni, lecz będą musieli przejść na tryb zdalny lub dojeżdżać do któregoś z czynnych biurowców.

Photo by Tan Kaninthanond on Unsplash

Zmiany oczywiście nie ominęły Polski. Już w 2020 roku banki polskie zlikwidowały łącznie 1375 placówek i zwolniły niemal 8 tys. osób. Największa redukcja nastąpiła w bankach, które miały ich najwięcej – PKO BP, Pekao SA czy polskim Santanderze. W Polsce również banki powołują się na zmianę modelu bankowości na cyfrową. W 2020 roku sieć Pekao zmalała z 809 do 727 placówek, Santander zamknął 36 polskich oddziałów, a w PKO BP liczba oddziałów spadła z 1132 do 1040, a agencji z 535 do 498. Natomiast mBank zamyka swoją sieć biur maklerskich niemal w całości, zostawiając tylko jedną placówkę.

Image

Małgorzata Witkowska

Centrum prasowe PKO BP

Klienci coraz rzadziej korzystają z oddziałów bankowych na korzyść kanałów zdalnych – bankowości elektronicznej i aplikacji mobilnej oraz bankomatów i wpłatomatów. PKO Bank Polski od lat obserwuje ten trend wśród swoich klientów, a pandemia SARS-CoV-2 dodatkowo go nasiliła i zwiększyła odsetek klientów zdalnie korzystających z usług bankowych. W naszych placówkach będziemy przede wszystkim edukować klientów w zakresie udostępnianych narzędzi samoobsługi transakcyjnej i posprzedażowej, będziemy doradzać klientom i pomagać zaistnieć w bankowym świecie cyfrowym.

Jak zamykanie placówek w Polsce przełoży się na redukcję personelu? Bank Pekao w 2021 roku zwolni do 1110 pracowników, a zmieni warunki zatrudnienia 1250 – to aż 17 proc. wszystkich zatrudnionych pracowników w drugim największym banku w Polsce. W przypadku Pekao jest to część dłuższego trendu redukcji – w zeszłym roku zwolniono do 1,2 tys. pracowników, w 2019 roku 900 osób zwolniono, a warunki zatrudnienia zmieniono 620, a w 2018 bank przeprowadził program dobrowolnych odejść, z czego skorzystało około tysiąca osób. Sytuacja Pekao nie jest wyjątkiem, zwolnienia grupowe miały miejsce także w przypadku innych banków. W 2020 roku PKO BP zwolniło niemal półtora tysiąca, BNP Paribas 956, Getin Bank 849, Alior Bank 337, a Santader 365 osób.

W ciągu ostatniej dekady w bankowości polskiej ubyło 30 tysięcy etatów, a więcej osób pracuje nie w oddziałach, a w centralach.

Automatyzacja procesów i cyfryzacja modelu bankowego jest czymś nieuniknionym. Proces ten trwa już od dobrych kilku lat, wraz ze zmieniającymi się preferencjami klientów. A jeśli banki na tym zaoszczędzą, tym lepiej dla nich, bo pod pretekstem restrukturyzacji mogą tłumaczyć zwolnienia czymś od nich niezależnym – nieuniknionym postępem technologicznym, którego domagają się klienci. A tymczasem bankowości mobilnej używa w Polsce już 16,7 miliona osób. Ludzie korzystający z tego rozwiązania nie potrzebują odwiedzać placówek, bo wszystko, co potrzebne do życia, da się załatwić samodzielnie z kanapy w salonie.

Tekst: Miron Kądziela

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook