Druga młodość – ten sam Mandel!

Genialna kampania polskiej marki Mandel, w której wystąpiła babcia założycielki z przyjaciółkami a do tego genialny koncept projektowania w zamkniętym obiegu. Brawo!
.get_the_title().

Mandel to torebki stylowe jak Audrey Hepburn w małej czarnej i praktyczne jak karta płatnicza. Nieważne, czy idziesz na miasto stukając szpilkami, czy w tenisówkach i piżamie biegniesz do osiedlowego sklepu, Mandel zawsze będzie zupełnie na miejscu. Do tego założycielka marki postanowiła zmienić model działania marki tak, żeby ta stała się bardziej eko, bardziej przyjazna dla środowiska.

F5: Powiedz na początek, kto stoi za MANDEL i skąd właściwie pomysł na markę, czym zajmowałaś się wcześniej? 

Monika Kalicińska: Markę założyłam sama jeszcze, kiedy mieszkałam i pracowałam w Zurichu. Pomysł zrodził się dość przypadkowo – gdy koleżanka wkładała telefon do portfela, natchnęło mnie by zrobić torebkę dedykowaną na telefon. Prawdopodobnie na to jak wyglądał pierwszy model miało wpływ moje wykształcenie i codzienna praca w zawodzie – architektura krajobrazu. Ta profesja łączy w sobie design i funkcjonalność, i pewnie dlatego Portphonetka, czyli pierwsze dziecko Mandel, z zewnątrz była minimalistyczna, a w środku bardzo praktyczna.

W tym momencie team Mandla jest już znacznie większy. Dziewczyny które zatrudniam są bardzo kreatywne i zaangażowane, dlatego przy projektowaniu najczęściej razem dopracowujemy różne rozwiązania. Przy uzgadnianiu funkcjonalności czy formy pomaga mi Julita Czeczuk, Julia Trukawka, a za strategią Circular Design stoi Anna Szlezinger.

Jak powstają Twoje projekty, co Cię inspiruje?

Proces zaczyna się od pomysłu, który nagle zrodzi się w mojej głowie. Często myślę o unikalnych rozwiązaniach wewnątrz torebki, a dopiero później o tym jak „wstawić” je w ładną torebkę. To co projektuję opiera się na aktualnych światowych trendach, jednak często są to bardzo proste ponadczasowe formy, które sprawdzą się prawdopodobnie też za kilka lat. Nie zależy mi na tym, aby ścigać się „Fashion”, ale na stworzeniu uniwersalnych niepretensjonalnych torebek, które sprawdzą się w różnych sytuacjach. Dlatego unikamy sezonowych strzałów, po to by torebki mogły być używane i noszone jak najdłużej.

A jeśli robimy coś sezonowego to myślimy o tym jak później będzie można pozbyć się jakiegoś elementu, który przestanie być modny, nie wyrzucając całej torebki do śmieci. Stąd np. możliwości przepinania pasków, rączek, frędzli i kółek. Uważam, że jest to część zrównoważonej mody.

Czym jest projektowanie w zamkniętym obiegu (Mandel Circular Design)? Powiedz proszę coś więcej o nowym koncepcie marki.

Mimo nieco skomplikowanej nazwy to prosty koncept – chodzi o to żeby  jak najmniej produktów lądowało w koszu a zamiast tego stawało się zasobem w dalszym procesie produkcji. Najważniejsza jest zasada “reuse, repair, recycle” – wykorzystujemy nasz produkt wielokrotnie, naprawiamy, dajemy mu drugą młodość. Skóra z torebek zostaje poddana recyclingowi – to wszystko po to aby nie brać z natury więcej, a korzystać z tego co już wzięliśmy – jest to model z myślą właśnie o środowisku.

Circular Mandel to odpowiedź na zachodzące zmiany na świecie, które wymagają podjęcia radykalnych działań. Stąd nasz pomysł na stworzenie sklepu second hand i wypożyczalni, Mandel Fix up (odświeżenie używanych torebek), ponowne wykorzystanie skóry – zachęcamy w ten sposób do odpowiedzialnej i bardziej świadomej konsumpcji.

Dziś odbywa się światowy strajk klimatyczny – wiemy, że “fast fashion” ma ogromny wpływ na np. zużycie wody czy produkcję śmieci, chcemy aby nasze działania dawały przykład, że branża modowa może być dla naszego środowiska lepsza niż do tej pory.

Nowa kampania zachwyca swoim pięknem i prostotą – kim są jej bohaterki?

Dziękuję! Główną bohaterką jest moja babcia i jej dwie przyjaciółki. Wszystkie panie są w przedziale wiekowym 76-87 🙂 Dodam jeszcze, że to właśnie od babci panieńskiego nazwiska wzięła się nazwa marki.

Jakie wyzwania stanęły przed Tobą w trakcie prowadzenia własnej marki? Co Cię zaskoczyło?

Pamiętam jak jeszcze przed założeniem marki rozmawiałam o pomyśle ze znajomymi, rodziną. Jedyne co słyszałam to “pamiętaj: wyprodukować coś jest bardzo łatwo, najtrudniej jest to później sprzedać”. Pewnie dlatego to co najbardziej mnie zaskoczyło już po założeniu marki, to to, że właśnie produkcja stanowiła największe wyzwanie.

Spotykacie na ulicach dziewczyny z Waszymi torebkami? Jakie to uczucie?

Tak, to zdarza się co raz częściej. Dziewczyny bardzo często “raportują”, że widziały kogoś w metrze, czy na ulicy – jest to bardzo miłe uczucie. Natomiast kiedy ja sama kogoś spotykam, mam mieszane uczucie radości ze stresem – czy na pewno torebka dobrze się nosi, czy wszystko działa jak należy.

Jakie masz plany i marzenia związane z rozwojem MANDEL?

Wbrew pozorom naszym planem nie jest to, żeby sprzedawać więcej. Chcemy uświadamiać klientów o tym jak ważne jest kupowanie odpowiedzialnie. Chcemy móc dalej tworzyć, ale odpowiedzialnie, z myślą o otaczającym nas środowisku. Chcemy bawić się trendami, ale bez tworzenia śladu węglowego. Marzy nam się, żeby inne marki podążyły w tym samym kierunku.

TU I TERAZ