„Dziary” Maurycego Gomulickiego w Zachęcie, czyli niesamowita kolekcja starych tatuaży

Stare, PRL-owskie tatuaże, z wojska, z kryminału, marynarskie, z hufców pracy oraz specyficzna grupa – tatuaże wiejskie. Brutalna ikonografia zdobiącą najczęściej męskie ciała budzi zarazem fascynację i odrazę, ale niesie przede wszystkim ogromną dawkę szczerości.
.get_the_title().

W Galerii Zachęta trwa właśnie wystawa „Dziary” Maurycego Gomulickiego. Można na niej zobaczyć ogromną kolekcję zdjęć starych tatuaży – zanikającego fenomenu prymitywnych, ale autentycznych wzorów rysowanych tuszem. Wyselekcjonowane fotografie w dużym formacie, podzielone na wątki tematyczne, zestawione są z rysunkami naściennym. Stare, PRL-owskie tatuaże, z wojska, z kryminału, marynarskie z hufców pracy oraz specyficzna grupa – tatuaże wiejskie. Brutalna ikonografia zdobiącą najczęściej męskie ciała budzi zarazem fascynację i odrazę, ale niesie przede wszystkim ogromną dawkę szczerości.
Gomulickiego do stworzenia swojego najdłuższego jak dotąd projektu antropologicznego zainspirowali gitowcy widywani w dzieciństwie na warszawskim podwórku oraz lektura „Człowieka ilustrowanego” Ray’a Bradbury’ego.

Pierwsze zdjęcie, które zapoczątkowało całą serię było zrobione na Helu, kiedy artysta spotkał marynarza z wytatuowanym gruba kreską wielorybem.

zachęta

Procesowi tworzenia tytułowych „Dziar” towarzyszyły zawsze silne emocje. Nasze pokolenie ma jeszcze szansę spotykać podobne tatuaże na ulicy. Jednak odbiór rysunków zmienia się wraz z okolicznościami – dopiero w galerii możemy obcować z nimi jak z dziełem sztuki, które podlegają innym kryteriom oceny niż tatuaże napotkane gdzieś przypadkowo. Pierwotny, nacechowany uczuciami przekaz tych bądź co bądź artystycznych rysunków sprawia, że można spędzić na podziwianiu ich spokojnie parę godzin.

Artysta przez okres 11 lat w przeróżnych miejscach wykonał kilka tysięcy fotografii, które składają się na swoista panoramę odszczepieńców.

Bohaterowie cyklu byli spotykani na podwórku, na bazarze, podczas wakacji, Gomulicki odwiedzał też zakłady karne, poprawczaki, koszary, a część zdjęć pochodzi z Meksyku, który jest dla artysty drugim domem.


zachęta

Gomulickiego nie interesują profesjonalne tatuaże wykonane dla ozdoby, które stały się ostatnimi laty bardzo popularne i udomowione – nie należą już do grupy “outcast”, jak było do lat 90. Teraz można nawet pracować, mając tatuaż w widocznym miejscu: kelner czy pracownik biurowy z wytatuowanym przedramieniem nie stanowi już problemu.

Większość dziar powstawała w momentach opresji, kiedy bohaterowie byli w izolacji. Artysta w wywiadzie dla Polskiego Radia przyznaje, że 90 proc. tatuaży, jakie sfotografował powstało w zakładach karnych.
„Dziary” to życie intymne bohaterów: wyznania wiary, portrety bliskich, inicjały osoby, za którą się tęskni, idole i idolki, jak wytatuowana na klacie twarz Katarzyny Figury. Tworzone były z intencją zakomunikowania czegoś w danym momencie ważnego, jak miłość, tęsknota, duma, złość, nadzieja, samotność.

Wystawa wpisuje się w szerszy krąg antropologicznych zainteresowań artysty. Gomulicki, który dzięki bogatej bibliotece dziadka – Juliusza Wiktora Gomulickiego – zyskał dużą wiedzę o człowieku, łączy swoje zdolności artystyczne z ciekawością antropologa.

Interesuje go podstawowy alfabet ludzkich pragnień, to, co napędza ludzkie życie. Jego cykl fotografii “Funebre”, poświęcony fantazjom pogrzebowym w różnych częściach świata, także wiele mówi o ludzkich emocjach i ich wizualnej, często bardzo prymitywnej. ale autentycznej realizacji.

Bohaterowie reportażu Michała Ziemińskiego, który ukazał się w lipcu na naszych łamach prezentują podobny klimat starych, sentymentalnych dziar. Do poczytania i oglądania tutaj.

zachęta



Tekst: Dorota Linke
Źródło: TokFm, Polskie Radio

TU I TERAZ