Jak kryzys klimatyczny wpływa na życie seksualne?

Antynatalizm to dopiero początek.
.get_the_title().

Kryzys klimatyczny już teraz nierzadko ma ogromny wpływ na nasze życie. Nie chodzi jednak o to, że na własnej skórze czujemy jego skutki – co innego mogliby z pewnością powiedzieć mieszkańcy niewielkiej wyspy Kiribati, która znika pod wodą. Znacznie powszechniejsza jest natomiast depresja klimatyczna, czyli lęk przed zmianami klimatycznymi, który objawia się wzmożonym niepokojem i przekłada się na nasze wybory konsumenckie. Okazuje się jednak, że zmiany klimatu niekiedy mają również wpływ na nasze życie seksualne. Najbardziej powszechnym tego przejawem są tendencje antynatalistyczne – o osobach, które rezygnują z posiadania dzieci, bo obawiają się zmian klimatu, pisaliśmy już niejednokrotnie.

W badaniu z 2019 roku aż 38 proc. Amerykanów w wieku od 18 do 29 lat powiedziało, że pary przed podjęciem decyzji o posiadaniu potomstwa powinny brać pod uwagę zmiany klimatyczne.

Z kolei w ubiegłym roku 1/3 Amerykanów w wieku od 20 do 45 lat zadeklarowała, że zmiany klimatyczne to podstawowy czynnik, który skłania ich do posiadania mniejszej ilości dzieci. Szwedzi maja na to nawet słowo – barnskam to rezygnacja z dzieci na rzecz ratowania klimatu. Amerykańska naukowczyni Kimberly Nicholas przekonuje, że rezygnacja z posiadania dziecka pozwala zaoszczędzić aż 56,8 ton CO2 rocznie. Tyle dwutlenku węgla emituje się przez 24 lata codziennej jazdy samochodem. Ale nie chodzi tylko o to, że dzieci są nieekologiczne. Świadomi antynataliści rezygnują też z potomstwa, bo nie chcą, by ich dzieci doświadczyły zmian klimatu.

fot. Dainis Graveris / źródło: Unsplash

Jednak kwestia zmian klimatycznych rzuca cień nie tylko na posiadanie potomstwa, ale i na randki. Wiadomo, że chętniej umawiamy się z osobami, które podzielają wyznawane przez nas wartości. Dlatego też wiele osób, zwłaszcza tych, które cierpią na depresję klimatyczną, umawiając się z potencjalnym partnerem, biorą pod uwagę fakt, co ta osoba sadzi o kryzysie klimatycznym. Bo trudno jednak, aby ktoś, kto co tydzień eliminuje kolejne nieekologiczne rzeczy ze swojego życia, umawiał się z denialistą klimatycznym, prawda? Do tego dochodzi kolejna kwestia. Gdzie się umówić? Miejsce na pierwszą randkę też musi być eko, a więc dochodzą zagadnienia w rodzaju, czy miejsce działa w sposób zrównoważony, czy w menu jest mięso i co się dzieje z resztkami. Troski nie kończą się jednak wraz ze znalezieniem odpowiedniej osoby i odpowiedniego miejsca na randkę. Otóż okazuje się, że wielu osobom sen z powiek spędza także kwestia antykoncepcji.

Fundusz Ludnościowy Narodów Zjednoczonych szacuje, że rocznie produkuje się około 10 mld prezerwatyw.

A większość z nich ląduje na wysypiskach, gdzie będzie się rozkładać naprawdę długo. Do tego zawierają w składzie różne chemikalia. Oczywiście istnieją na rynku bardziej ekologiczne prezerwatywy, które do tego mają certyfikat Fair Trade, ale nie są one powszechnie dostępne. Z kolei pigułki antykoncepcyjne czy wazektomia – niewątpliwie najbardziej ekologiczna z metod – nie sprawdzają się, jeśli chodzi o jednonocne przygody, bo nie chronią przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. Inna kwestią jest to, że osoby wyjątkowo przejęte zmianami klimatycznymi mogą cierpieć na niepokój czy depresję, które sprawią, że nie będą mieć nawet ochoty na one-night stand.

Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Przede wszystkim warto pamiętać, że to nie jednostkowe wybory odpowiadają za kryzys klimatyczny. To w szczególności wina koncernów paliwowych. Żeby zatrzymać galopujące zmiany, politycy powinni więc wprowadzić stosowne regulacje. To dobrze, że staracie się żyć bardziej eko, ale nie warto, by z tej przyczyny myśl o sięgnięciu po prezerwatywę napawała was niepokojem.

Zdjęcie główne: Yuris Alhumaydy/Unsplash
Tekst: NS

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook