Kryzys energetyczny szaleje, ceny rosną. To idealna okazja dla Putina, aby wysuszyć rynek i przejąć kontrolę

Europejskie ceny energii wzrosły w ostatnich tygodniach do najwyższych poziomów od lat. Przyczyny są różne – od niezwykle wysokich cen surowców i emisji dwutlenku węgla po słabe wiatry. Putin ma teraz okazję, aby uzależnić europejskie kraje od swoich dostaw gazu.

Nie oczekuje się, że rekordowy wzrost cen energii zakończy się w najbliższym czasie, a analitycy energetyczni ostrzegają, że nerwowość na rynku prawdopodobnie utrzyma się przez całą zimę. Październikowa cena gazu w holenderskim hubie TTF, europejskim benchmarku, wzrosła w środę do rekordowego poziomu 79 euro za megawatogodzinę. To wzrost nawet o 250 proc. od stycznia. Ceny kontraktów na energię we Francji i Niemczech wzrosły natomiast o 200 proc. W Wielkiej Brytanii, gdzie rachunki za prąd są obecnie najdroższe w Europie, ceny energii poszybowały w górę w związku z dużym uzależnieniem kraju od gazu i odnawialnych źródeł energii. Brytyjskie ceny energii elektrycznej osiągnęły ostatnio rekordowe 475 funtów za megawatogodzinę, to cena obciążenia podstawowego dnia następnego (tzw. day-ahead baseload price).

Ceny gazu w całej Europie wzrosły od początku kwietnia, gdy wyjątkowo zimne warunki pogodowe sprawiły, że ilość magazynowanego gazu na Starym Kontynencie spadła poniżej pięcioletniej średniej sprzed pandemii.

Od tego czasu Europa próbowała uzupełnić zapasy gazu, aby przygotować kraje na zimę. Ponadto wchodzą w grę kwestie pandemiczne – odbicie gospodarcze, które nastąpiło, gdy kraje złagodziły obostrzenia, wywołało większy niż oczekiwano popyt na gaz. Rezerwy nie wystarczyły.

– Ten deficyt sprawia, że rynek staje się nerwowy w miarę zbliżania się zimy – powiedział Stefan Konstantinov, starszy analityk ICIS Energy. – Jest to połączone z bardzo dużą konkurencją o dostawy gazu do Azji i Ameryki Południowej, co powoduje wzrost cen gazu.

Taki niedobór źródeł energii wydawał się nieprawdopodobny w 2020 roku, kiedy globalny popyt spadł o 5 proc., najbardziej od czasów II wojny światowej, powodując cięcia kosztów w energetyce. Jednak w miarę jak gospodarka światowa wróciła do normy, popyt gwałtownie wzrósł, mimo że zapasy są niebezpiecznie niskie. Zapasy ropy wynoszą 94 proc. ich normalnego poziomu, gazu w Europie 86 proc., a węgla z Indii i Chin poniżej 50 proc.

Najważniejszą przyczyną kryzysu energetycznego jest rosnąca cena gazu, której powodem są m.in. wspomniany brak nadwyżki, zwiększone zainteresowanie ze strony Azji i Ameryki Południowej, a także remonty gazociągów norweskich.

Główne przyczyny

Perspektywa europejskich cen energii tej zimy będzie w dużym stopniu uzależniona od cen gazu, a należy spodziewać się dalszego wzrostu stawek w nadchodzących miesiącach.

Istotną rzeczą w kwestii obecnej zależności od gazu jest transformacja energetyczna. Wyjaśnijmy o co chodzi. Po pierwsze, inwestycje w energię są o połowę niższe od poziomu niezbędnego do osiągnięcia celu zera emisji netto do 2050 r. Wydatki na odnawialne źródła energii muszą wzrosnąć. A podaż i popyt na brudne paliwa kopalne należy jednocześnie zmniejszać w tak delikatny sposób, aby nie tworzyć niebezpiecznych niedoborów. Paliwa kopalne zaspokajają obecnie 83 proc. zapotrzebowania na energię, lecz zapotrzebowanie to musi spaść do zera. Żeby to zrobić, miks energetyczny musi przejść z węgla i ropy na gaz, który ma mniej niż połowę emisji węgla. Gaz jest tymczasowym środkiem do osiągnięcia celu transformacji energetycznej w licznych europejskich i azjatyckich krajach. Wiele państw potrzebuje gazu jako paliwa pomostowego w latach 20. i 30., tymczasowo przenosząc się na niego, gdy pozbywają się węgla, ale wciąż dopiero rozwijają energię odnawialną. Stąd rosnące zapotrzebowanie i obecna zależność wielu rządów od jego dostaw.

Wyższe ceny gazu napędzają natomiast wyższe ceny węgla, które też osiągają rekordowe poziomy. Nie tylko dlatego, że kraje szukają doraźnej alternatywy dla drogiego gazu, ale też dlatego, że ceny emisji dwutlenku węgla w Europie niemal potroiły się w tym roku, ponieważ Unia Europejska ogranicza podaż uprawnień do emisji. Po raz pierwszy w ostatnich tygodniach cena emisji dwutlenku węgla w UE wzrosła powyżej 60 euro za tonę. Są to regulacje mające na celu zniechęcanie do węgla i w zamierzeniu są słuszne, biorąc pod uwagę wysokie emisje przy spalaniu tego paliwa, lecz obecnie stały się kolejnym cierniem w boku krajów walczących z kryzysem.

Istnieją też inne czynniki pogłębiające kryzys i uwydatniające słabe strony nierozwiniętego systemu OZE. Obecnie wieją zbyt słabe wiatry, aby odpowiednio wykorzystać wszelkie ekologiczne inwestycje, jakie wykonano w farmy wiatrowe. Słabą stroną OZE jest nieprzewidywalność pogody. Europejczycy odczuwają też brak takiego ekologicznego źródła energii, jakim jest atom, zbyt słabo rozpowszechniony na kontynencie, który byłby zieloną poduszką bezpieczeństwa, gdy nie wieją wiatry lub nie świeci słońce. Należy spodziewać się, że ceny będą bardzo niestabilne, z wahaniami od niskich lub nawet ujemnych cen godzinowych, gdy generacja wiatru jest wysoka, do bardzo wysokich cen, gdy wiatr jest niski, a popyt jest wysoki.

Photo by Gonz DDL on Unsplash.

Wielka Brytania zamiast OZE wybiera węgiel.

Wielka Brytania robi krok wstecz

Na początku tego miesiąca gwałtownie rosnące ceny gazu i niska produkcja wiatru skłoniły Wielką Brytanię do uruchomienia starej elektrowni węglowej w celu zaspokojenia zapotrzebowania na energię elektryczną. Posunięcie to rodzi poważne pytania dotyczące zobowiązań rządu w zakresie ochrony środowiska podczas kryzysu klimatycznego. Wielka Brytania zobowiązała się do całkowitego wycofania energetyki węglowej do października 2024 r. w celu ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Oczywiście węgiel jest paliwem kopalnym o największej emisyjności CO2, a zatem najważniejszym elementem do zastąpienia w proponowanym przejściu na alternatywy odnawialne. Gdyby wiatr był wystarczający, mógłby zaspokoić ponad połowę lub dwie trzecie zapotrzebowania na energię w Wielkiej Brytanii w dzień o stosunkowo niskim zapotrzebowaniu na moc. Rzeczywistość jest jednak inna – wiatry nie wieją, słońce nie świeci i ekologicznego źródła energii zwyczajnie nie ma. Stąd węgiel.

– To trochę ironiczne, prawda? – powiedział Stefan Konstantinov, starszy analityk w ICIS Energy. – Na pierwszy rzut oka nie zgadza się to z ambicją rządu dotyczącą dekarbonizacji. Ale jest to w dużej mierze spowodowane przerywanym charakterem odnawialnych źródeł energii: zarówno wiatrowej, jak i słonecznej. Ponadto my w ICIS wierzymy, że podstawowe czynniki, tj. wysokie ceny gazu i wysokie ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla, pozostaną z nami w nadchodzących miesiącach.

Photo by King’s Church International on Unsplash.

Image

Michaił Krutyczyn

Ekspert energetyczny z ‘Nowaja Gazeta’

Zamiast wykorzystać wzrost cen i czerpać dodatkowe zyski ze sprzedaży gazu po wysokich cenach na rynku spot, Gazprom postanowił całkowicie zaprzestać handlu na rynkach spot i zapowiedział, że w czwartym kwartale i w całym przyszłym roku nie będzie sprzedawał żadnych dodatkowych wolumenów gazu na elektronicznych hubach handlowych.

Putin chce nowych długoterminowych partnerów na dostawy gazu. W ten sposób uzależni od siebie Europę.

Putin wyciąga ręce

Odnotowano, że Rosja spowalnia dostawy gazu ziemnego do regionu, co rodzi pytania, czy może to być celowy ruch, aby wzmocnić jej argumenty za uruchomieniem przepływów przez Nord Stream 2. Oczekuje się, że kontrowersyjny gazociąg doprowadzający gaz ziemny do Europy z Rosji, omijający Ukrainę i Polskę, wkrótce będzie w pełni operacyjny i może potencjalnie rozwiązać niektóre problemy z zaopatrzeniem regionu. Eksperci przekonują jednak, że ewentualnie działanie Nord Stream 2 nie wpłynie na kryzys już w tej zimie, lecz celem Putina jest raczej pokazanie Europie, że może być łatwiej, a kryzysów można uniknąć. Pogłębiając kryzys energetyczny, chce wywrzeć presję na UE w celu uzyskania jak najszybszego pozwolenia na eksploatację ukończonego bałtyckiego gazociągu. Rosyjski gaz jest źródłem pewnym – i to chce pokazać Putin, gdy obniżył ceny gazu samą obietnicą słowną, że zwiększy eksport gazu do Europy.

Na czym jednak polega szantaż Putina? Chce on, aby zrezygnować z handlu gazem na giełdzie (tzw. rynek spot), tj. kupowania doraźnie małych ilości paliwa, a zamiast tego chce, aby zawierać z Gazpromem długoterminowe umowy. Przekonuje, że tylko wtedy nie będzie trzeba martwić się o ciepło. Dlatego Rosja celowo nie wywiązała się z odpowiedzialności jako lider rynku, widząc rosnący kryzys i nawarstwiające się problemy, choć miała do tego możliwości i mogła na tym sowicie zarobić. Chodzi o zdyskredytowanie i bojkot rynku spotowego. Rosja chce oferować gaz jedynie ‘partnerom’, czyli sygnatariuszom długoterminowych umów.

Photo by Nikolay Vorobyev on Unsplash.

Taką 15-letnią umowę podpisały już Węgry. Jeśli inne kraje podążą za nimi, utrwali to bardzo silną pozycję Rosji na rynku energetycznym i pozwoli jej na wywieranie presji w całej Europie.

Istotnym problemem jest to, że tak długoterminowe umowy stawiają pod znakiem zapytania wszelkie zielone deklaracje transformacji energetycznej.

Gaz jest, co prawda, mniej szkodliwy niż np. węgiel, lecz ma być jedynie paliwem przejściowym, którym uzupełnia się miks w czasie transformacji. Mimo rozwoju OZE i ewentualnie atomu, kraje europejskie związane umową byłyby zmuszone do importu dużych ilości gazu, co zmniejszyłoby środki na inwestycje w ekologiczne źródła energii. Odejście od gazu nie byłoby za to na rękę Rosji. Putin musiał postawić ultimatum i wejść all-in. Teraz trzeba uważnie obserwować, kto powie ‘pas’, a kto ‘sprawdzam’.

Zdjęcie główne: Kreml/Twitter
Tekst: Miron Kądziela

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook